wtorek, 23 grudnia 2014

Pierwsze urodziny bloga!


 

Moi kochani! To już rok! Dacie wiarę? Chciałabym Wam bardzo podziękować, za to, że jesteście ze mną! Może nie piszę zbyt często, może nie piszę jakoś wybitnie, ale muszę przyznać, że bardzo to polubiłam. Szczerze, to nie wyobrażam sobie, żebym miała z tego zrezygnować. Pamiętam, jakby to było wczoraj, jak ciężko było mi wymyślić pierwszą fabułę, pierwsze zdanie, tak, bym w pełni była z niego zadowolona. Nie było łatwo, ale jakoś się udało. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że spróbowałam. :) Wbrew pozorom pisanie wiele wniosło do mojego życia, dodało mi pewności siebie i pozwoliło rozwinąć skrzydła. :) Dzięki niemu wiele dowiedziałam się o sobie.


Co do podziękowań... Serdecznie chciałabym podziękować mojej siostrze, bo to ona zaszczepiła we mnie pewną myśl, która koniec końców rozwinęła się pomysł stworzenia tego bloga. Muszę również podziękować kilku innym osobom, które udzieliły mi jakże potrzebnego wsparcia – myślę, że będą wiedziały, że to właśnie o nie chodzi. :)


Kochani zbliżają się Święta Bożego Narodzenia! Z tej okazji chciałabym Wam życzyć, żeby mogliście je spędzić w gronie najbliższych Wam osób. Żeby były spokojne, przepełnione miłością i radością. Życzę Wam także, żeby najbliższy rok przyniósł Wam wiele wspaniałych niespodzianek i był znacznie lepszy od poprzedniego! Wszystkiego najlepszego! :)


Pozdrawiam serdecznie,
iskarianna.


Źródło obrazka: www.happybirthday-cards.com

sobota, 6 grudnia 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 17.

   W poniedziałek rano już siedziałam w samochodzie Ewy na fotelu pasażera. Jechałyśmy drogą ekspresową na północ. W radiu speaker zapowiedział kolejną piosenkę, z tych, które chyba wszystkim kojarzą się z latem i wakacjami. Ewa cały czas nawijała wspominając ostatnie wakacje, które spędziłyśmy tylko we dwie. Była bardzo podekscytowana. Ja zresztą też. Już nie mogłam się doczekać kiedy zobaczę morze i poczuję piasek pod stopami.
    Po kilku godzinach jazdy samochodem, zaczęłyśmy odczuwać zmęczenie, ale nawet to nie psuło nam humoru. Ba! Powiedziałabym nawet, że bawiłyśmy się świetnie! Nawet lepiej niż rano. Gadałyśmy, plotkowałyśmy, śpiewałyśmy, grałyśmy w dawno już zapomniane gry z dzieciństwa. Właśnie opowiadałam Ewie o mojej ulubionej bajce, kiedy po naszej prawej stronie spomiędzy drzew wyłoniło się morze. Spokojne, granatowoszare. Skąpane w złocistym blasku upalnego, letniego słońca. Kiedy je zobaczyłam zamilkłam. Po prostu zapomniałam,że przed chwilę cokolwiek mówiłam. W moim sercu nagle pojawiło się ukojenie. Pierwszy raz od dawna czułam się tak spokojnie, jakby wszystkie problemy gdzieś zniknęły, jakby przestały mieć znaczenie. Jakbym została tylko ja i przyszłość. Jakbym zaczynała od zera.
  Jechałyśmy w milczeniu kilka minut. Kiedy woda skryła się na powrót za drzewami głęboko westchnęłam. Po chwili usłyszałam zmartwiony głos Ewy:
- Wszystko w porządku?
- Tak. - odpowiedziałam.
   Po upływie jakiejś godziny byłyśmy już na miejscu. W Łebie. Pod naszym pensjonatem. Wyjmowałyśmy walizki z samochodu i zanosiłyśmy je do naszego wspólnego pokoju. Ewa cały czas coś mówiła, ja byłam raczej milcząca. Sprawy organizacyjne zajęły nam trochę czasu, ale zaraz po tym, jak udało nam się z nimi uporać, przebrałyśmy się w odpowiednie ciuchy i wyruszyłyśmy na poszukiwanie morza. Dojście na plażę zajęło nam jakieś dwadzieścia minut.
    Wspięłam się na wydmę i zobaczyłam Bałtyk w pełnej krasie. Był jeszcze piękniejszy niż go zapamiętałam. Zeszłam w dół, w głąb plaży. Zdjęłam sandały i poczułam pod stopami drobny, ciepły jeszcze piasek. Jak zaczarowana podeszłam do wody. Moje stopy musnęła zimna, słona woda. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w szum fal. Pomimo tego, że wokół mnie było mnóstwo osób, poczułam jakbym była tam sama. Moje stopy zagłębiały się w mokrym piasku, a morska bryza delikatnie łaskotała moją twarz. Znów poczułam jak do mojego serca napływa ukojeniem, które poczułam, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam dziś morze. Stałam tak kilka minut rozkoszując się spokojem i cichą pewnością, że wszystko jakoś się ułoży i będzie dobrze. Potem otworzyłam oczy, i powoli odwróciłam się do Ewy, która jak się okazało stała tuż obok mnie. Moja mina chyba zbiła z pantałyku.
- Co? - zapytała niepewnie.
- Dziękuje ci, że mnie tu przywiozłaś.
- Nie ma za co. - odpowiedziała uśmiechając się. Chwyciła moją dłoń i uścisnęła ją.
- Dobrze się czujesz? - zapytała cicho.
- Tak. Dawno tak dobrze się nie czułam.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę! - uśmiechnęła się -To co robimy? Na co masz ochotę?
- Hmm.. nie wiem. Może najpierw chodźmy do portu, a potem wrócimy tutaj? I zostaniemy do zachodu słońca?
- Jak widzę dziś na spokojnie. Mnie pasuje.
   To był udany wieczór. Bardzo spokojny, ale udany. Tak jak ustaliłyśmy najpierw poszłyśmy na molo, a później wróciłyśmy na plażę obejrzeć zachód słońca. Wszędzie było mnóstwo ludzi. Jedni siedzieli w barach i zajadali lokalne przysmaki, inni spędzali czas na plaży, rozmawiając ze znajomymi i sącząc piwo. Jeszcze inni kapali się w morzu lub tylko moczyli nogi. Dzieci budowały zamki z piasku lub inne wyrafinowane budowle.
   Po zachodzie słońca wróciłyśmy do pensjonatu i prawnie od razu położyłyśmy się spać. Byłyśmy wykończone po dniu tak pełnym wrażeń.
     Następnego dnia rano zajęłyśmy się zwiedzaniem Łeby. Byłyśmy też w Słowińskim Parku Narodowym, żeby zobaczyć osławione ruchome wydmy. Dzień był wprawdzie upalny, ale bardzo przyjemny. Po obiedzie, na który zjadłyśmy pyszne grillowane ryby, poszłyśmy opalać się na plażę. Późnym popołudniem wróciłyśmy do pensjonatu.
     Wieczorem już po kąpieli, kiedy siedziałam na łóżku i walczyłam ze swoją cyfrówką (za nic w świecie nie chciała mi pozwolić na zgranie zdjęć na laptopa). Do pokoju weszła Ewa, rzuciła swoją torebkę na podłogę i usiadła na moim łóżku. Popatrzyła mi przez ramię i parsknęła śmiechem:
- Zawsze byłaś uparta! Myślisz, że ona podda się tak łatwo?!
- Zmuszę ją do tego! Zobaczysz! - byłam zdesperowana i bardzo starałam się wygrać to starcie z tym małym, przeklętym ustrojstwem.
- Słuchaj... - powiedziała Ewa już normalnym głosem. - Mam pomysł. Pamiętasz, jak kiedyś uwielbiałaś biegać? Dawało ci to wiele radości. Zawsze dzięki temu byłaś taka zrelaksowana, prawda? Może powinnaś do tego wrócić? Myślę, że to właściwa pora. - spojrzałam na nią zdziwiona. - Nigdy nie chciałaś biegać po plaży? - mówiąc to uniosła jedną brew - Dlaczego właściwie przestałaś?
Zastanowiłam się chwilę nad jej słowami.
- Robert... Nie podobało mu to. Ale może masz rację? Może rzeczywiście powinnam wrócić do biegania? Zawsze pomagało mi to w jakiś sposób pomagało... Tak... – powiedziałam po chwili namysłu - Myślę, że powinnam spróbować. Zacznę od jutra.
- Jesteś pewna?
- Tak. Po co czekać? I tak już czekałam zbyt długo.
- Super. Nie wiedziałam, że tak łatwo pójdzie. Wiesz, nie będę ci towarzyszyć... jakoś zawsze wolałam... fitness? - roześmiała się nerwowo.
- Jasne, rozumiem. Zresztą i tak wolę biegać sama.
- Dobra, chodźmy spać. Jutro kolejny dzień wakacji. Musimy mieć siłę, żeby maksymalnie go wykorzystać.
   Następnego dnia rano wstałam o szóstej, ubrałam wygodne ciuchy i poszłam biegać. Nie było łatwo. Nie powiem. Mimo wszystko minęło sporo czasu od mojego ostatniego joggingu. Ale dawałam radę. Po jakiś dziesięciu minutach byłam już na plaży. Nigdy nie byłam nad morzem o tej porze dnia. Stalowoszare morze miało w sobie jakąś magię, której nie można było doświadczyć ciągu dnia. Plaża była prawie zupełnie pusta. Gdzieniegdzie widać było tylko stada ptaków.
   Biegłam wzdłuż linii wody, kiedy telefon w mojej kieszeni zawibrował. Wyjęłam go i spojrzałam na ekran – przyszedł SMS. Zatrzymałam się, żeby go odczytać. I w tym właśnie momencie ktoś na mnie wpadł. W wyniku uderzenia zachwiałam się, smartphone wyleciał mi z rąk i upadł na piasek. Stanęłam jak wryta, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam, że jakiś facet kuca przede mną i podnosi z piasku mój telefon. Już miałam zacząć się na niego wydzierać, ale podniósł głowę. W mgnieniu oka zrozumiałam kim jest. Wykrztusiłam tylko:
- O mój Boże...
 

sobota, 22 listopada 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 16.

   Mijały dni, tygodnie. Śnieg już dawno stopniał, a dni stawały się coraz dłuższe. Na drzewach zaczęły pojawiać się pierwsze liście, a na ziemi kwiaty. Przyszła wiosna. Z wiosny zrobiło się piękne, upalne lato. Wszystko budziło się do życia. Wszystko oprócz mnie. Wydarzenia, które miały miejsce na początku roku bardzo silnie odcisnęły na mnie swoje piętno. Coś w moim życiu się nieodwracalnie zmieniło. Nie potrafiłam już cieszyć się życiem tak, jak kiedyś. Brać z niego garściami. Nie potrafiłam oddychać pełna piersią. Nadal wiele czasu spędzałam z przyjaciółmi i rodziną, ale nie byłam już taka jak kiedyś: pełna energii, zapału i pewności siebie. Nie spotykałam się z nikim nowym. Bałam się, że tamta historia się powtórzy. Byłam ostrożna. Byłam przerażona. Chyba potrzebowałam dużo czasu, żeby wrócić do siebie.
     Pewnego ciepłego lipcowego wieczora zadzwoniła do mnie Ewa i powiedziała, że musimy jak najszybciej się spotkać. Wydawała się być bardzo podekscytowana. Bardzo zaciekawił mnie jej telefon, więc się zgodziłam pomimo tego, że była jedenasta wieczorem i już właściwie byłam jedną nogą w łóżku. Nazajutrz musiałam wstać wcześnie do pracy. Powiedziałam jej, że czekam u siebie i że zrobię coś lekkiego do jedzenia.
Po jakiś dwudziestu minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Kiedy je otworzyłam zobaczyłam uśmiechniętą Ewę trzymającą w dłoniach butelkę wina. Też się uśmiechnęłam i powiedziałam:
- Co się stało? Jest jakaś okazja do świętowania?
- Można tak powiedzieć - Ewa wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się tajemniczo.
- Powiedz mi co się dzieje? - powiedziałam jeszcze bardziej się uśmiechając. Zwykle kiedy Ewa była w tak dobrym nastroju oznaczało to bardzo dobre wieści.
- Zaraz się wszystkiego dowiesz - powiedziała idąc do kuchni i wyjmując z szafki dwa kieliszki i korkociąg. Nalała wino do kieliszków. Po czym poszła do salonu, usadowiła się wygodnie na kanapie, podała mi kieliszek i pociągnęła łyk ze swojego. Zamknęła oczy delektując się smakiem swojego ulubionego wina. Kiedy na powrót je otworzył spojrzała na mnie uśmiechając się szeroko i powiedziała:
- Mam dla ciebie niespodziankę. Mam nadzieje, że ci się spodoba, bo długo się nad nią męczyłam.
- Tak? Jaką? - zapytałam zaciekawiona i upiłam trochę ze swojego kieliszka. Zawsze lubiłam niespodzianki.
- Zaraz się wszystkiego dowiesz. Najpierw muszę przygotować grunt. Powiedz mi, od przyszłego tygodnia masz urlop, prawda? Dwa tygodnie?
- Tak – odpowiedziałam trochę zdezorientowana.
- I nigdzie się nie wybierasz? Ostatnio mówiłaś, że zamierzasz zostać w domu, czytać książki, oglądać filmy. Pojechać do dziadków i rodziców. Ogólnie mówiąc - nudzić się jak mops i zmarnować dwa tygodnie upalnych wakacji?
- No tak... Nie mam ochoty na nic innego... – powiedziałam zasmucona. Kiedy usłyszałam jakie są moje plany z ust innych niż moje, poczułam, jak bardzo jestem żałosna.
- Dobra. Mam nadzieje, że jeszcze pamiętasz co to takiego bikini i masz jakieś?
- Eee... mam. Ale po co mi bikini?
- Bikini będzie ci potrzebne, kiedy będziesz leżała na plaży i wygrzewała się na słońcu jak kawałek bekonu na patelni! Jedziemy na wakacje!
- Co?! - zawołałam zaskoczona. Swoją drogą powinnam była się tego spodziewać. Znałam Ewę od dziecka i już nie raz wpadała na takie pomysły.
- To co słyszysz – uśmiechnęła się szeroko – w przyszłym tygodniu jedziemy razem nad morze. Zacznij się szykować. Co, nie cieszysz się?
- Sama nie wiem. Zaskoczyłaś mnie. Muszę to przemyśleć.
- Oj, przestań! No, zgódź się. Będzie fajnie! Zobaczysz!
Przez chwilę nie miałam pojęcia co zrobić. Nie miałam najmniejszej ochoty nigdzie wyjeżdżać. Ale w głębi serca wiedziałam, że może być fajnie. Siedziałam i myślałam. I nawet nie wiem kiedy i dlaczego powiedziałam:
- Dobrze – mimowolnie się uśmiechając.
- Jeszcze mi podziękujesz – powiedziała zadowolona Ewa biorąc kolejny łyk wina.
    Rozmawiałyśmy z Ewą do późna ustalając wszystkie szczegóły wyjazdu. Następnego dnia do pracy poszłam trochę wykończona, ale, co mnie zaskoczyło, szczęśliwsza. Dawno nie miałam tak dobrego humoru. Kiedy Laura zapytała mnie co się stało opowiedziałam jej o wyjeździe nad morze z Ewą. Powiedziała, że bardzo się cieszy i że wydaje jej się, dobrze mi to zrobi.
   Przez kolejny tydzień miałam do załatwienia bardzo dużo spraw związanych z wyjazdem. W sumie, to nawet się cieszyłam. Dawno już nie byłam na wakacjach tylko z Ewą. Zwykle jeździliśmy w trójkę (z Robertem) lub w czwórkę (z Robertem i Darkiem – byłym facetem Ewy). Zapowiadało się całkiem ciekawie. Szczerze? To nie mogłam się doczekać!
 

niedziela, 9 listopada 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 15.

- Ingo. Dzwoniła do mnie Laura. Nie wiem jakim cudem do tego doszło, ale ktoś rozesłał informację do twoich klientów o tym, że sprzedajesz ich dane osobowe. Klienci są... delikatnie mówiąc... zaniepokojeni ta sytuacją. Parę osób zgłosiło to już na policję. W banku panuje rozgardiasz. Twoja przełożona jest wściekła. A policja właśnie zabezpiecza twój komputer. Masz jak najszybciej pojawić się na posterunku. Inaczej sami po ciebie przyjadą.
- Co?! Przecież to nieprawa!
- Wiem.
- Jakim cudem?! Kto mógł... O mój Boże... Robert!
- Robert?!
- Tak! A któż by inny? Dostałam dzisiaj od niego to! - poderwałam się z podłogi i pobiegłam do kuchni po paczkę za zdjęciami. Wróciłam do sypialni i podałam ją Tomkowi. Tomek usiadł na łóżku i zaczął przeglądać zawartość. Ja w tym czasie nerwowo chodziła po pokoju.
- Jesteś pewna, że to Robert? - zapytał zdenerwowany Tomek.
- Tak – odpowiedziałam siadając obok Tomka – jestem pewna. Poznaję jego pismo. Mój Boże. On chce się zemścić. Chce mnie zniszczyć. Najgorsze jest to, że mu się to udaje.
Nie byłam już w stanie dłużej wytrzymać. Rozpłakałam się. Na szczęście miałam Tomka. Objął mnie i mocno przytulił. Po chwili milczenia, kiedy już trochę się uspokoiłam Tomek spokojnym głosem wyszeptał:
- Ingo, myślę, że powinnaś z tym pójść na policję. To wszystko jest bardzo niebezpieczne. Wydaje mi się, że on jest nieobliczalny. A ta cała sprawa z sprzedażą danych osobowych może dla ciebie źle się skończyć. Trzeba to wszystko jak najszybciej wyjaśnić!
- Tak. Masz rację. Muszę coś z tym zrobić... A jeśli nie uda mu się tego udowodnić? Jeśli nie uda się tego już odkręcić? Jeśli pójdę za to do więzienia?
- Nie martw się na zapas. Zrobimy wszystko, żeby się to dobrze dla ciebie skończyło. Przecież nic złego nie zrobiłaś. Wydaj mi się, że bez problemu uda nam się udowodnić twoją niewinność. Gorzej będzie z udowodnieniem winy Robertowi. Ale pamiętaj, że nasz ojciec jest prawnikiem, a ojciec Oliwera podkomisarzem policji. Oni na pewno nam pomogą. Właśnie, gdzie jest Oliwer?
W tym momencie zatkało mnie. Nie wiedziałam co powiedzieć Tomkowi. Nie mogłam mu powiedzieć o tym, co zaszło między mną a Oliwerem. Po dosyć długim, niezręcznym milczeniu udało mi się wydukać:
- Musiał wyjść.
- Musiał wyjść? - zapytał Tomek zdziwiony. Nie tyle moją odpowiedzią, co sposobem w jaki to powiedziałam. Niestety Tomek zawsze był wyczulony na takie rzeczy. Ja miałam podobnie, zawsze wyczuwałam uczucia mojego rozmówcy.
- Tak. - odpowiedziałam szybko.
- No dobrze, skoro tak mówisz. Jesteś w stanie zmierzyć się z tą całą sytuacją? Czy potrzebujesz jeszcze chwili?
Wstałam z łóżka. Wzięłam kilka głębokich oddechów. Wyprostowałam się. Zacisnęłam pięści i powiedziałam:
- Chociaż jestem wycieńczona psychicznie i fizycznie. Tak. Jestem gotowa. Chodźmy na policję. Najwyższy czas z tym wszystkim skończyć.
    Następne tygodnie nie były dla mnie łatwe. Powiedziałabym nawet, że przeszłam przez piekło. Robert się już o to postarał. Na szczęście udało się dowieść mojej niewinności w sprawie rzekomej sprzedaży danych osobowych. Nie znaleziono żadnych dowodów przeciwko mnie. Policji udało się natomiast znaleźć dowody na to, że za wszystkim stał Robert. Skumał się z jakimś hakerem, który rozesłał maile wygenerowane niby to przez bank, w którym pracowałam. Hakera udało się złapać. Okazało się, że jest od dawna poszukiwany przez policje. Ostatecznie policja oraz bank wydała do publicznej wiadomości oświadczenie, że nie doszło do handlu danymi osobowymi i że jestem niewinna. Udało się również dowieść, że to Robert wysiał mi paczkę ze zdjęciami i próbował mnie pobić. Jednym słowem udowodniono mu wszystko, czego się dopuścił przeciwko mnie. Sprawę skierowano do sądu. Sad oskarżył go o to i owo i wyznaczył odpowiednia karę. Dostałam też odpowiednie odszkodowanie. Najbardziej jednak ucieszył mnie zakaz zbliżania się jaki Robert otrzymał od sadu. To była jedna z najlepszych rzeczy jaka przytrafiła mi się od kilku miesięcy. W ten sposób Robert definitywnie zniknął z mojego życia.
    Jeśli chodzi o Oliwera. Nie widziałam go od tamtych wspólnych chwil spędzonych w mojej sypialni. Aż do czasu.

niedziela, 5 października 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 14.

    Minęła dobra chwila kiedy wreszcie jego usta oderwały się od moich. Kiedy Oliwer delikatnie odsunął się ode mnie spojrzałam na niego. Nie patrzył na mnie, tylko w dół. Chciałam nawiązać z nim kontakt. Chciałam zrozumieć. Żeby zwrócić jego uwagę wyszeptałam jego imię. Na dźwięk moich słów podniósł wzrok i spojrzał mi prosto w oczy. To, co zobaczyłam w jego twarzy, przeraziło mnie.
   Wzrok Oliwera był przepełniony strachem, niepewnością i smutkiem. Wydawało mi się, że jego oczy próbują mi powiedzieć, że zrobił coś niewybaczalnego. Coś, czego nigdy w życiu nie powinien był robić. Trwało to zaledwie ułamek sekundy, bo zaraz potem spuścił wzrok i wyszeptał:
- Przepraszam cię Ingo. Tak strasznie cię przepraszam.
    Po czym szybko wstał z podłogi i zaczął zbierać swoje narzędzia rozrzucone po całej sypialni. Mówił coś o łóżku i materacu, ale tak naprawdę nie słuchałam co do mnie mówi. Nadal siedziałam na podłodze w tym samym miejscu co wcześniej. Wpatrywałam się w ścianę. Palcami bezwiednie dotykałam moich ust. Miałam wrażenie, że jego usta wciąż dotykają moich. Słowa, które wypowiadał Oliwer nie docierały do mnie. Odnosiłam wrażenie, że są tylko bliżej nieokreślonym szmerem. Kiedy jednak ten szmer ucichł ocknęłam się. Rozejrzałam się po sypialni. Oliwer stał przy drzwiach z skrzynią narzędzi w dłoniach. Patrzył na mnie tym samym wzrokiem co przed chwilą.
- Przepraszam cię Ingo. To nie powinno było się wydarzyć.
- Nie powinno – odpowiedziałam bezbarwnym głosem.
- To moja wina. Tak strasznie cię przepraszam.
- Nie. Ja też brałam w tym udział. To przecież ja ciebie...
- Lepiej będzie jak już pójdę.
Kiwnęłam tylko głową i już go nie było.
   Po wyjściu Oliwera nadal siedziałam na podłodze. Starałam się zebrać myśli. Co nie było łatwe. Byłam zagubiona. Czułam się okropnie. Niecały miesiąc po rozstaniu z narzeczonym całuję się z innym mężczyzną. Ba! Z nie byle kim! Bo z najlepszym przyjacielem mojego brata. Dlaczego? Co było ze mną nie tak? Przez głowę przewijało mi się wiele myśli. Zastanawiałam się kto właściwie kogo pocałował. Czy Oliwer mnie, czy ja jego? Na początku wydawało mi się, że to ja... Ale teraz nie byłam już niczego pewna. Byłam pewna jedynie tego, że Oliwer nie zrobił tego celowo. Znałam go dobrze. Byłam pewna, że nie należy do osób, które wykorzystują sytuację. Może jednak to co się stało było tylko i wyłącznie moją winą? A jeśli przez to stracę również Oliwera? Może nie byliśmy przyjaciółmi, spotykaliśmy się rzadko, ale wiedziałam, że zawsze mogę na niego liczyć. Nie mogłam stracić jeszcze jego. Nie teraz, kiedy ludzie, którym mogłam ufać byli mi tak bardzo potrzebni. Byłam w rozsypce. Miałam wrażenie, że wszystko, czego w ostatnim czasie dotykam rozsypuje się i znika. Dlaczego cały czas pakuję się w jeszcze większe bagno?
   Ale ten pocałunek. Był... niesamowity... Nigdy nie czułam czegoś takiego. Nigdy, nikt nie całował mnie w taki sposób jak Oliwer. Poczułam jakbym... choć brzmi to niedorzecznie... jakbym znalazła się na właściwym miejscu. Jakby to wszystko, co się wydarzyło. Wydarzyło się tylko po to, żeby mogło dojść do tego pocałunku. Te myśli mnie przerażały. Jak mogłam sądzić, że rozstałam się z Robertem po to, żeby całować się z Oliwerem? W ogóle cała ta sytuacja była chora. Zamiast martwić się tym, że mój były narzeczony – psychopata mnie nęka, śledzi i Bóg wie co jeszcze, nie mogłam przestać myśleć o przyjacielu mojego brata.
   W tym momencie wiedziałam tylko jedno. Teraz moje życie było już całkowicie pogmatwane. A ja przez tą całą sytuację zaczynałam wariować.
  Z zamyślenia wyrwał głos. Głos Tomka. Podniosłam wzrok na drzwi i zobaczyłam go. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie i już wiedziałam, że stało się coś złego.
 

środa, 1 października 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 13.

    Były w niej zdjęcia. Mnóstwo zdjęć. Moich zdjęć. Zrobione w przeciągu ostatnich kilku dni. Ja, w różnych sytuacjach. Podczas zakupów, w pracy, w trakcie jazdy samochodem, podczas spotkań z Ewą, Laurą i Tomkiem. W mieszkaniu. Kiedy przechadzałam się po nim w samej bieliźnie. Na samym dnie paczki był liścik:


Bardzo za Tobą tęsknię najdroższa!
Nie potrafię wytrzymać ani chwili bez Ciebie!
 
Tak łatwo mi nie uciekniesz myszko!
 
Twój kotek.


    Przez kolejne kilkadziesiąt sekund wpatrywałam się w papier, na którym widniały starannie wykaligrafowane słowa. Słowa wykaligrafowane pismem, które bardzo dobrze znałam. Które kiedyś uwielbiałam i byłam pod wrażeniem tego, że mężczyzna potrafi tak ładnie pisać. Dziś, stało się ono dla mnie przekleństwem. Nie mogłam uwierzyć, że Robert był zdolny do czegoś takiego. Czułam, że tak naprawdę nie znam i nigdy nie znałam tego człowieka. Jakim cudem udało mu się tak bardzo i tak długo mnie oszukiwać?! Po chwili osłupienia zdałam sobie sprawę, że i w tym momencie mogę być obserwowana. Wrzuciłam liścik do kartonu i zaczęłam biegać po całym mieszkaniu zasuwając zasłony w oknach. Kiedy wbiegłam do sypialni potknęłam się o coś, co leżało na podłodze. Przewróciłam się. Kiedy próbowałam się podnieść z posadzki, zobaczyłam nad sobą rozmazaną twarz Roberta z okropnym uśmieszkiem na ustach. Usłyszałam szyderczy śmiech. Na domiar złego Robert podniósł mnie i starał się przytulić do siebie. Widząc co się dzieje zaczęłam krzyczeć:
- Zostaw mnie Robert! Zabierz łapy ty potworze!
Oszalała z przerażenia uderzałam pięściami o jego piersi. Próbowałam się wyrwać. Ale uścisk nie zelżał. Po kilkunastu sekundach zaczął docierać do mnie inny znajomy, przerażony głos. Słyszałam go jakby z oddali. Z bardzo, bardzo daleka:
- Inga, to ja Oliwer! Nie bój się! Nie zrobię ci krzywdy! Roberta tu nie ma! To ja Oliwer! Słyszysz?! Uspokój się! Nic ci nie grozi!
   Musiała minąć dobra chwila nim zrozumiałam znaczenie tych słów. Przestałam się szarpać. Zamknęłam oczy i otworzyłam je na powrót. Nie widziałam już Roberta. Przede mną stał Oliwer.
Kiedy wreszcie zdałam sobie sprawę z tego co zaszło, poczułam się bardzo zmęczona. Osunęłam się z powrotem na podłogę i zaczęłam płakać. Oliwer usiadł obok i objął mnie. Nie wyrwałam się. Chyba po prostu tego potrzebowałam. Potrzebowałam czyiś ramion, w których poczuję się bezpiecznie.
     Długo płakałam. Oliwer nie mówił nic. Tylko mnie przytulał. Kiedy trochę się uspokoiłam opowiedziałam mu o przesyłce, która dzisiaj otrzymałam. Był w szoku. Na początku nie wiedział co powiedzieć, później jednak zaczął mnie pocieszać i szukać wyjścia z tej sytuacji. Zaproponował, abym poszła z tym na policję, bo cała ta sytuacja zaczyna się robić dla mnie niebezpieczna. Przyznałam mu rację. Później długo rozmawialiśmy o innych wydarzeniach, które miały miejsce w ostatnim czasie. O moim rozstaniu z Robertem, o Świętach Bożego Narodzenia, o pomocy jaką otrzymałam od moich przyjaciół, o tym jak Robert przyjechał po swoje rzeczy i prawie mnie pobił. Później Oliwer, chcąc odwrócić moją uwagę od przykrych spraw, zaczął opowiadać o tym, co obecnie działo się w jego życiu. O pracy, którą ostatnio zmienił. O dziewczynie, która nie potrafiła go zaakceptować takim jaki jest i zostawiła go. Słuchałam jego opowiadań z zaciekawieniem. Dzięki jego słowom chociaż na chwilę udało mi się zapomnieć o moich problemach. Słuchałam i słuchałam i nawet nie wiem kiedy udało mi się zasnąć.
    Po pewnym czasie obudziłam się z okropnym bólem głowy. Było już ciemno. Kiedy delikatnie się poruszyłam, poczułam, że Oliwer nadal mnie obejmuje. Spojrzałam na niego. Nie spał. Wpatrywał się w ścianę zmartwionym wzrokiem. Kiedy zauważył, że się obudziłam, spojrzał na mnie i uśmiechnął się smutno. Odwróciłam wzrok i powiedziałam:
- Dziękuję, że tu jesteś.
- Cieszę się, ze mogę pomóc. Jeśli kiedyś będziesz czegoś potrzebowała, wiedz, że możesz na mnie liczyć.
- Wiem. Zawsze mogłam na ciebie liczyć.
     I w tej chwili coś się we mnie zmieniło. Spojrzałam na Oliwera inaczej niż dotychczas. Popatrzyłam na niego nie jak na najlepszego przyjaciela mojego brata, ale jak na mężczyznę. Znaliśmy się od lat, a mnie wydało się, że widzę go po raz pierwszy w życiu. Zauważyłam w nim wiele rzeczy, których nie dostrzegałam do tej pory. Może nie był specjalnie przystojny, ale miał w sobie coś przeciągającego uwagę. Był bardzo męski, ale oczy miały łagodny wyraz. Zawsze mi pomagał. Nigdy mnie nie zawiódł.
    Potrząsnęłam głową, żeby się ocknąć i opamiętać. Ale niestety. Nie udało mi się pozbyć myśli, która właśnie pojawiła się w mojej głowie.
      Nagle poczułam coś, czego absolutnie nie powinnam czuć w tej sytuacji. Co gorsza zrobiłam coś wbrew rozsądkowi. Zanim zdążyłam zebrać myśli, było już za późno. Pocałowałam go. Zresztą, ze wzajemnością. To był długi, namiętny pocałunek. W dodatku poczułam coś, czego nigdy nie czułam, kiedy całowałam się z Robertem.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Moja opinia: "Coś pożyczonego"

Autor: Emily Giffin
Tytuł oryginału: Something Borrowed


Opis książki: 

Przebojowa Darcy i rozważna Rachel są najlepszymi przyjaciółkami. Mimo rożnic charakterów darzą się pełnym zaufaniem. Jedna noc wszystko zmienia. Kiedy Rachel budzi się u boku Deksa, narzeczonego Darcy, wie, że nic już nie będzie tak jak dawniej. Bo Rachel zakochuje się w Deksie, a data jego ślubu z Darcy jest coraz bliższa...


Moja opinia:

Dla mnie ta książka jest nie tylko opowieścią o miłości, przyjaźni, zaufaniu i zdradzie. Dla mnie opowiada o czymś znacznie ważniejszym. O tym, że czasem warto, mimo wszystko, walczyć o to czego się pragnie i o czym się marzy. O tym, że w każdej chwili można coś zmienić w swoim życiu. I chociaż może okazać się to bardzo trudne. Jest to realne. A w wielu przypadkach warte zachodu i trudu jaki się w to włoży. Dla mnie „Coś pożyczonego” jest to opowieścią o trudnych wyborach, które warto dokonać.

Uważam, że "Coś pożyczonego"jest bardzo ciekawą i dobrze napisaną książką. Nie można się przy niej nudzić. Ja przeczytałam ją jednym tchem.

Pamiętajcie, że to jest tylko moja opinia. Co Wy myślicie na temat tej pozycji?
Tych których nie mieli jeszcze przyjemności się z nią zapoznać zachęcam do lektury!


źródło opisu: Wydawnictwo Otwarte, 2009
źródło obrazka: www.otwarte.eu

niedziela, 10 sierpnia 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 12.

    Przez następne kilka dni wszyscy się starali abym nie zostawała sama – cały czas była za mną Ewa lub Laura (moja koleżanka z pracy) albo Tomek. Ciągle niespokojnie spoglądałam na telefon, podchodziłam do drzwi i zerkałam przez wizjer. Byłam przerażona. Tydzień po moim ostatnim spotkaniu z Robertem zaczęłam się uspakajać. Miałam nadzieję, że Robert odpuści. W drugiej połowie stycznia udało mi się wreszcie sprzedać stare łóżko i kupić nowe.
Było słoneczne popołudnie kiedy sprzątałam sypialnię i czekałam na mojego brata i jego przyjaciela Oliwera, którzy mieli przywieść mój nowy nabytek ze sklepu. Nie mogłam się doczekać. W końcu będę miała szansę się dobrze wyspać. Tak, nadal spałam na kanapie.
   Kiedy pod moją kamienicę podjechał granatowy samochód Tomka prawie sfrunęłam po schodach. Pomogłam Tomkowi i Oliwerowi wnieść pudła i materac na górę. Kiedy już wszystkie części mojego łóżka znajdowały się na górze, a faceci zajmowali się wyjmowaniem ich z pudeł, poszłam do kuchni przygotować coś do picia. Podczas gdy krzątałam się po kuchni zadzwonił telefon Tomka. Chwilę później do kuchni wszedł Tomek i powiedział mi, że musi na chwilę wyjść. Powiedział też, że mam się nie martwić, bo Oliwer zostanie i zajmie się składaniem łóżka. Odpowiedziałam, że nie ma problemu, że jakoś sobie poradzimy. Po wyjściu Tomka poszłam do sypialni i pomagałam Oliwerowi składać moje łóżko. Rozmawialiśmy niewiele. O Robercie prawie wcale. Oliwer powiedział tylko, że słyszał od Tomka o całej tej sytuacji i bardzo jest mu przykro z powodu tego, co się stało. Dodał też, że jeśli będę potrzebowała czegokolwiek zawsze mogę się do niego zwrócić.
    Po parunastu minutach od wyjścia Tomka rozległ się dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Pewna, że to Tomek. Ale tak nie było. Okazało się, że to kurier. Przyniósł dla mnie paczkę. Byłam bardzo zaskoczona, ponieważ nie oczekiwałam na żadną przesyłkę. Podpisałam gdzie trzeba, podziękowałam i wróciłam do mieszkania. Paczkę postawiłam na stole w kuchni i zabrałam się do rozpakowywania. Otworzyłam ją i zaczęłam przeglądać zawartość. To co zobaczyłam odebrało mi dech w piersiach.

wtorek, 29 lipca 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 11.

    Nie zdążył. Z kuchni przybiegł Tomek. Odepchnął go. I krzyknął:
Co ty do cholery robisz?!
Nie wtrącaj się!
Właśnie, że będę się wtrącał.
Robert spojrzał na mnie i wycedził:
Widzę, że znalazłaś sobie obrońce. Jesteś żałosna. Jeszcze bardziej niż mi się wydawało.
Coś ty powiedział! Nie będziesz jej obrażał i bił! – krzyknął Tomek.
Co? Boli cię świadomość, że masz tak beznadziejną siostrę?! Że nie potrafi sobie z niczym poradzić? Żal mi was.
      Tomek nie wytrzymał. Podszedł do Roberta i uderzył go pięścią w twarz, a później w brzuch. Robert skulił się pod uderzeniem, ale nie upadł. Po chwili wyprostował się i skierował się do wyjścia. Chyba uznał, że nie ma z większych szans w walce z Tomkiem. Zanim wyszedł zawołał jeszcze do Tomka, żeby oddał mu jego rzeczy. Tomek odpowiedział, że ma poczekać na zewnątrz i zachowywać się choć odrobinę jak człowiek. Ja podczas całego zajścia starałam się zachować spokój i nie płakać, ale kiedy Robert wyszedł nie mogłam już panować nad sobą. Usiadłam na podłodze i zalałam się łzami. Tomek przykucnął i przytulił mnie. Musiało minąć dobre pół godziny zanim się uspokoiłam. Tomek cały czas był przy mnie. Później wstał, powiedział, że załatwi tę sprawę z Robertem i wyszedł. Wrócił za dwadzieścia minut z Ewą. Musiał do niej zadzwonić, kiedy wyszedł z mojego mieszkania. Usiedliśmy w trójkę w salonie i rozmawialiśmy do późna. Cała ta sytuacja zaczęła mnie przerastać. Bałam się, że Robert nie odpuści tak łatwo. Bałam się go. Bałam się osoby, którą jeszcze kilka dni temu kochałam najbardziej w świecie.

piątek, 25 lipca 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 10.

    Następnego dnie rano poszłam do pracy, a popołudniu przyszedł Tomek po rzeczy Roberta. Kiedy wchodził do mojego mieszkania przyglądał mi się ze zmartwioną miną. Uprzedzając jego pytanie powiedziałam:
– Wszystko w porządku.
– Jesteś pewna?
– Tak.
– Jakby coś się dzieło, to wiesz... Możesz na mnie liczyć.
– Wiem. Dziękuję.
– Gdzie masz te rzeczy?
– Są w pokoju. Chodź, sama nie dam rady tego przynieść, trochę się tego nazbierało.
Tomek poszedł do pokoju i spojrzał na podłogę. Stało na niej kilka średniej wielkości kartonów.
– Masz rację, trochę się tego nazbierało. Myślę, że będzie trzeba kilka razy obrócić do samochodu.
– Chyba masz rację.
– Gdzie właściwie Robert teraz mieszka?
– U swojego kumpla. Później podam Ci dokładny adres. Dziękuję, że to dla mnie robisz.
Nie ma sprawy siostrzyczko.
     Wzięliśmy się do pracy. Po parunastu minutach wszystko było już zapakowane do samochodu Tomka. Po powrocie do domu usiedliśmy przy stole w kuchni i rozmawialiśmy. Kiedy właśnie opowiadałam Tomkowi o filmie, który ostatnio widziałam, ktoś zadzwonił do drzwi. Tomek spojrzał na mnie ze zdziwieniem i zapytał:
– Czekasz na kogoś?
– Nie – odpowiedziałam równie zdziwiona jak on – pójdę otworzyć.
     Kiedy otworzyłam drzwi stanęłam jak wryta. To był Robert. Patrzył na mnie ze złośliwym uśmiechem i dziwnym blaskiem w oczach. Czułam się przy nim bardzo nieswojo. I pomyśleć, że ten człowiek był mi kiedyś najbliższy na świecie.
– Czego chcesz?!
– Przyszedłem po swoje rzeczy.
– Przecież napisałam ci, że Tomek je do ciebie przywiezie.
– Ależ ty jesteś naiwna. Myślałaś, że pozwolę ci samej grzebać w moich rzeczach i decydować o tym co jest moje, a co twoje. Niedoczekanie.
Robert popchnął mnie tak, że o mało nie upadłam i poszedł do salonu. Poszłam za nim. Kiedy stanęłam w drzwiach zobaczyłam jak zdejmuje z półek moje książki i płyty.
– Co ty robisz?! – zaczęłam krzyczeć – nie masz prawa tego zabierać!
– Zamknij się! Nie będziesz mi mówiła co mogę, a czego nie! Ty głupia dziwko!
Podeszłam do niego i chciałam wyrwać mu z dłoni książkę „Podróż do wnętrza Ziemi”, ale nie zdążyłam. Robert podniósł rękę, zamachnął się.
Zrozumiałam, że chce mnie uderzyć.

wtorek, 22 lipca 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 9.

      Pozostałe świąteczne dni, które spędziłam z rodziną przebiegły spokojnie. Na rozmowach, obadaniu się i zabawie. Tak zabawie. Dorośli czasem potrafią bawić się lepiej od dzieci. W końcu za namową Ewy i Tomka powiedziałam rodzicom o Robercie. Byli zmartwieni i zadawali dużo pytań. Jak to się stało? Co zamierzam teraz zrobić? Jak będzie wyglądała moja przyszłość? I tym podobnie. Starałam się cierpliwie na nie odpowiadać, ale nie na wszystkie z nich znałam odpowiedzi. Ostatecznie reakcja moich rodziców nie była tak zła jak się spodziewałam i udało mi się to jakoś przeżyć.
    Kiedy nadeszła pora rozstanie nie czułam się za dobrze. Bałam się. Bałam się pustego mieszkania i przyszłości. Jak dotąd miałam plan. Wiedziałam czego chcę. Wiedziałam jak to osiągnąć. A teraz nie miałam nic. Zaczynałam od zera. Musiałam wszystko poukładać od nowa. Ale byłam silna. Wiedziałam, że mi się uda, że dam sobie radę. Chociaż będzie to piekielnie trudne.
      Kiedy wróciłam do domu było źle. Wszystkie wspomnienia wróciły. Te dobre przeplatały się z tymi złymi. Raz chciało mi się płakać, innym razem miałam ochotę rozbić sobie głowę o ścianę. Po trzech godzinach rozmyślania o całej tej sytuacji byłam zrozpaczona i potwornie zmęczona. Postanowiłam wziąć się w garść. Być silna. Wstałam i zabrałam się do pracy. Poszukałam w Internecie nowego łóżka. Nie byłam w stanie spać w starym, a kanapa nie należała do najwygodniejszych na świecie. Po godzinie poszukiwań znalazłam odpowiednie niedrogie łóżko. Postanowiłam, że we wtorek po pracy pojadę do sklepu je zobaczyć i ewentualnie kupić. Musiałam jeszcze coś zrobić z tym starym. Poszłam do sypialni zrobiłam mu kilka fotek. Przygotowałam zachęcający do jego kupna opis na komputerze. Kiedy już kupię nowe łóżko, stare sprzedam na jakimś portalu internetowym.
      Kiedy kończyłam opisywać moje stare cudownie wygodne łóżko zadzwonił telefon. Ewa. Po krótkiej rozmowie zaproponowała, że wpadnie do mnie dziś wieczorem coś zjeść i pogadać. Zgodziłam się bez większego namysłu. Doszłam do wniosku, że muszę od nowa nauczyć się gospodarować wolnym czasem, a spotkanie z Ewą mogło być tego dobrym początkiem. Nie pamiętałam kiedy ostatnio spędziłam z nią wieczór na pogawędce przy winie. Przez resztę popołudnia starałam się zrobić wszystko, żeby nie myśleć o Robercie i skupić się na tu i teraz. Poszłam do kuchni i przygotowałam przekąski na wieczór, poza tym starałam się zapełnić wolne miejsce w szafach, tak jakby Robert nigdy nie mieszkał w tym mieszkaniu. Wieczorem przyszła Ewa. Siedziałyśmy na kanapie i popijając wino gadałyśmy do późna. Dzięki jej towarzystwu i rozmowie, którą przeprowadziłyśmy nieco jaśniej spojrzałam na sytuację. Teraz byłam już pewna, że dam sobie radę i zaczęłam mieć nadzieję, że rozstanie z Robertem wyjdzie mi na dobre. Ewa zawsze wiedziała jak podnieść mnie na duchu.

poniedziałek, 17 lutego 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 8.

Co?! Kiedy?! Skąd wiesz?!
Już od jakiegoś czasu nam się nie układało. Robert wracał późno z pracy, często wychodził w weekendy. Unikał mnie. Niedawno zapytałam go o co chodzi. Odpowiedział, że jest zmęczony i nie mam się czym martwić. Chciałam, żeby odprężył się przed Wigilią, dlatego wczoraj wcześniej wróciłam z pracy. Chciałam przygotować mu niespodziankę. Kiedy weszłam do mieszkania usłyszałam głosy. Poszłam do sypialni, bo wydawało mi się, że właśnie stamtąd dobiegają. Kiedy weszłam zobaczyłam go w łóżku z jakąś kobietą. Zdradził mnie, a z ich rozmowy wynikało, że nie po raz pierwszy. Wyrzuciłam go z mieszkania. Tak zakończył się nasz związek. Ale najgorsza z tego wszystkiego była rozmowa Roberta z jego kochanką. Powiedział, że nigdy mnie nie kochał, że był ze mną dla pieniędzy. Powiedział też, że jestem strasznie słaba i naiwna, że dałam sobą tak manipulować, że do niczego się nie nadaję, że jestem głupia i podobne rzeczy.
Ojej. Strasznie mi przykro. Naprawdę – powiedziała zmartwiona Ewa. – ale chyba nie wierzysz w te jego głupie gadanie?
Już sama nie wiem w co wierzyć. Zgubiłam się. Zawsze myślałam, że jestem silna i niezależna. Ale teraz. Zaczynam w to wątpić, skoro dałam się tak łatwo oszukać.
Wiesz... Mnie się wydaje, że naprawdę jesteś silna. Z tego co mówisz nie miałaś szans zauważyć, że coś jest nie tak. Mało czasu spędzaliście razem, a ten wspólnie spędzony był idealny, tak? Kiedy miałaś zauważyć, że coś jest nie tak? Kochałaś go i myślałaś, że on kocha ciebie i dlatego tak się zachowuje. Prawda?
No niby tak... ale...
Jesteś silna. Nawet silniejsza niż ci się wydaje. Jak myślisz? Która kobieta w dniu, w którym dowiedziała się, że jej facet ją zdradza, wyrzuciłaby go z mieszkania? Która spakowałaby jego rzeczy i zatarła ślady jego istnienia? Większość kobiet usiadłaby przed telewizorem i oglądając jakąś komedię romantyczną, zajadała się czekoladą i lodami. Siedziałyby tak i lamentowały nad swoim losem, nad tym jakie są nieszczęśliwe i zdradzone.
Może masz rację? – przyznałam niepewnie.
Ingo, wiesz, że mam raję. Nigdy, przez całe życie nie pozwoliłaś sobą manipulować ani pomiatać. Zawsze byłaś z nas najsilniejsza. I to się nie zmieniło. To Robert miała wielkie szczęście, że tak długo i dobrze udawała. Ja myślę, że to cud, że on jeszcze żyje – zaśmiała się Ewa.
Nie nie do końca – też się roześmiałam.
Dlaczego? – zapytała udająca zmartwienie Ewa.
Chyba złamałam mu nos.
Dobrze, że nie kark. Wiedziałam, że nie ujdzie mu to płazem. No widzisz. Jesteś silna.
Zamilkłyśmy. Po paru minutach ciszy zapytałam:
Myślisz, że ktoś jeszcze wie?
Myślę, że nie.
To dobrze. Nie chciałam psuć im Świąt.
Co teraz zamierzasz zrobić?
Jeszcze nie wiem. Ale na początek muszę pozbyć się pozostałych rzeczy Roberta.
Dlaczego chcesz się pozbywać rzeczy Roberta? – usłyszałam za moimi plecami głos mojego brata. Gwałtownie wstałam i odwróciłam się do drzwi.
– Co tu robisz Tomek?! – zapytałam zdenerwowana.
Przechodziłam obok twojego pokoju, zobaczyłem światło i chciałem sprawdzić co robicie. Pukałem, ale nikt nie odpowiedział. No to wszedłem. Co ci się stało w stopy? Dlaczego chcesz pozbywać się rzeczy Roberta?
Zawsze lubiłam kiedy wchodzisz do mojego pokoju bez pytania. – powiedziałam wściekła.
Ingo, jemu też wszystko opowiedz. I tak już dużo usłyszał i widział.
Co się stało? – zapytał Tomek zaniepokojony.
Dobrze. Chodź, usiądź. Wszystko ci opowiem. – uspokoiłam się.
Opowiedziałam wszystko Tomkowi, tak jak wcześniej babci i Ewie. Po skończonej opowieści Tomek powiedział:
Głuptasku – potargał mi włosy. – naprawdę myślałaś, że będziemy się nad tobą litować, żeby zrobić ci przykrość?
– Nie. Wiem, że się o mnie martwicie.
Co do tych rzeczy Roberta. Jeśli chcesz, to ja mogę mu je podrzucić. Przy okazji podbije mu oko. Tak do kolekcji.
Naprawdę mógłbyś?
Jasne.
W przyszły poniedziałek po pracy?
Ok.
To jesteśmy umówieni.

niedziela, 9 lutego 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 7.

    Za jakieś dwie godziny byliśmy już w drodze do domu moich rodziców. W pewnej chwili babcia zapytała mnie gdzie jest Robert, pewnie chciała ustalić jakąś wspólną wersję wydarzeń. Odpowiedziałam jej, że musiał wyjechać w celach służbowych. Czułam, że to strasznie naciągane, ale nie miałam innego pomysłu. Pozostawało mieć tylko nadzieję, że moja rodzina jakoś przełknie taką wymówkę. Po dwóch godzinach jazdy byliśmy już na miejscu, pod domem moich rodziców. Musiałam wyglądać na zdenerwowaną, bo kiedy wyjmując bagaże z samochodu, zostałyśmy z babcią same, ta szepnęła do mnie:
Nie martw się, wszystko będzie dobrze, jakoś sobie z tym poradzimy.
Dziękuję babciu.
   Czułam się okropnie trzymając taką sprawę w tajemnicy przed moją rodziną, ale nie mogłam postąpić inaczej, nie chciałam psuć innym świątecznego nastroju i czuć na sobie wzroku pełnego litości i współczucia. Nie miałam ochoty cały czas wysłuchiwać: „Nie martw się, wszystko będzie dobrze” albo „znajdziesz kogoś innego”.
Kiedy już wyjęłyśmy wszystko z bagażnika i skierowałyśmy się w stronę domu, drzwi frontowe się otworzyły, a w progu czekali na nas moi rodzice.
Witaj kochanie, jak ja się za tobą stęskniłam – powiedziała moja mama, przytulając mnie. – Jak wam się jechało? I gdzie jest Robert? – powiedziała szczerze zdziwiona.
Właśnie, gdzie jest Robert? – zawtórował mój tata.
Choć wiedziałam, ze takie pytanie się pojawi i starała się być na nie przygotowania, to i tak stanęłam jak wryta. Musiała minąć długa chwila, żebym się opamiętała, a babcia musiała delikatnie szturchnąć mnie łokciem.
Robert? Robert musiał zostać w domu i dokończyć jakiś projekt. Niestety, ale nie będzie go z nami. – oczywiście musiałam zmienić wersję wydarzeń, chociaż sto razy powtarzałam sobie, że wyjechał w celach służbowych. Jednak ta wymówka wydawała mi się bardziej realna od poprzedniej.
Przecież miał mieć wolne na święta. Jaki projekt? Dlaczego go wcześniej nie skończył? – dopytywała się moja mama, która zawsze chciała wszystko wiedzieć.
Eee... Nie wiem, mamo, jakoś tak wyszło. – starałam się na szybko coś wymyślić, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Na szczęście wtrąciła się babia:
Nie męcz jej, Teresko. Nie widzisz, że nie chce o tym rozmawiać. Jej też jest przykro, że nie mógł przyjechać.
No dobrze, nie będę drążyć. Wejdźcie, pewnie jesteście przemarznięci.
    Dom był pięknie przystrojony. Duża kolorowa choinka w salonie, w każdym pokoju mały stoik, kolorowe lampki i różnego rodzaju ozdoby. Zawsze ten widok mnie zachwycał. Co roku z wielką niecierpliwością czekałam na Wigilię spędzaną wspólnie z całą rodziną. Tego roku jednak nie potrafiłam się tym cieszyć tak, jak niegdyś. Cały czas myślałam o Robercie. Dopiero kiedy przyszła moja młodsza siostra i starszy brat wraz z żoną rozluźniłam. Większość czasu spędziłam z babcią, mamą, siostrą i żoną brata w kuchni na przygotowywaniu świątecznych potraw. Dobrze się przy tym bawiłyśmy. Tymczasem mój brat i tata siedzieli w salonie i dyskutowali na „poważne” tematy, np.: jak przegonić kreta z ogródka? Kiedy zapadł zmrok i wszystko było już gotowe, zasiedliśmy wspólnie do kolacji. Na szczęście nikt przez cały dzień nie wypytywał mnie o Roberta. Tylko pytali gdzie jest, a ja odpowiadałam, że pracuje w domu. Dzięki temu trochę odpoczęłam i na chwilę zapomniałam, o tym, co się stało. Po kolacji rozpakowywaliśmy prezenty, śpiewaliśmy kolędy i po prostu cieszyliśmy się swoim towarzystwem. Około 23 wzięłam prysznic i poszłam do mojego starego pokoju, w którym prawie nic się nie zmieniło od lat. Kiedy weszłam na łóżku siedziała moja siostra. Nie byłam zdziwiona, to było częścią świątecznej tradycji. Zawsze po Wigilii siadywałyśmy w moim pokoju, oglądałyśmy swoje prezenty i gadałyśmy do późna. Chciałam jej pokazać również ubrania, które kupiłam poprzedniego dnia. Kiedy wyjmowałam je z reklamówek i kolejno przymierzałam Ewa zapytała:
Co ci się stało w stopy? – nerwowo spojrzałam na moje stopy, a potem na nią.
Nic takiego. Skaleczyłam się w palec.
Aż tak? Przecież masz całe stopy zabandażowane.
No dobra. Stłukłam szklaną ramkę na zdjęcia i skaleczyłam się szkłem.
Dlaczego?
Upadła mi kiedy wycierałam z niej kurz. – spojrzała mi głęboko w oczy, a ja jej. Wiedziałam, że mi nie uwierzyła.
Inga, gdzie naprawdę jest Robert? Wiem, że nie ma żadnego projektu do dokończenia.
Skąd...? – Byłam w szoku, nie wiedziałam co odpowiedzieć.
Znam cię. Nie potrafisz kłamać. Powiedz mi co się stało.
Zrobiło mi się słabo i opadłam na łóżko. Nie chciałam, żeby się teraz dowiedziała. Nie chciałam psuć tego dnia, kiedy już prawie wszystko było normalne. Ale widać tak musiało być. Czułam jak do moich oczu napływają łzy, a potem spływają mi po policzkach. Po długiej chwili udało mi się wykrztusić:
Ewa, rozstałam się z Robertem.
Ewa nie kryła zdziwienia. Usiadła obok mnie i przytuliła. Byłam jej bardzo wdzięczna. Do tej pory przez większość czasu tłamsiłam to w sobie. Wiedziała tylko babcia, ale z nią nie miałam czasu na dłuższą rozmowę, bo przeszedł dziadek. Teraz nareszcie mogłam się komuś wypłakać.
Ale dlaczego? Co się stało? – zapytała Ewa.
Robert mnie zdradził.

niedziela, 2 lutego 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 6.

    Od babci pojechałam do swojego mieszkania. Na początku chciałam wejść na górę, wziąć prysznic i położyć się spać, ale doszłam do wniosku, że wcale nie mam jeszcze ochoty wracać do pustego mieszkania. Postanowiłam, że pojadę do pobliskiego centrum handlowego i pochodzę po sklepać. Zawsze, kiedy miałam jakieś kłopoty, zakupy mi pomagały, chyba jak każdej kobiecie.
  W centrum handlowym panowała świąteczna atmosfera: pachnące choinki, kolorowe lampki, kolędy i świąteczne piosenki. Wszędzie było bardzo dużo ludzi, większość z nich to pewnie osoby, które nie znalazły wcześniej czasu na świąteczne zakupy. Starałam się wczuć w ten świąteczny nastrój, ale przychodziło mi to z trudem. W końcu, wychodząc z któregoś sklepu z rzędu i niosąc ze sobą torby z zakupami, zaczęłam się odprężać i cieszyć nadchodzącymi świętami. Z centrum handlowego wyszłam dwie minuty przed jego zamknięciem i niechętnie pojechałam do domu.
  Kiedy zaparkowałam samochód przed kamienicą, w której mieszkałam, wszystkie wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą. Zrobiło mi się słabo i niedobrze. Nie byłam w stanie się ruszyć. Było mi bardzo ciężko, ale wiedziałam, że muszę się pozbierać, że muszę to przetrwać, że to wszystko nie musi się skończyć źle, że mogę wyjść z tego jeszcze silniejsza niż jestem. Po paru minutach udało mi się pozbierać na tyle, że mogłam wyjść z samochodu i wejść na górę. Przed drzwiami mojego mieszkania zatrzymałam się, wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka.
    Mieszkanie było puste. Tego właśnie chciałam, ale jednocześnie byłam przygnębiona tym faktem. Czułam, że nie powinno tak być, chciałam by było inaczej. Rozejrzałam się dookoła. Wszędzie widziałam wspomnienia, najpierw te dobre, ale później zaczęłam sobie wyobrażać, to co mogło się tutaj dziać pod moją nieobecność. Te wszystkie schadzki Roberta z inną kobietą lub kobietami, to wszystko co było dla mnie ogromnym upokorzeniem. Na koniec spojrzałam na łóżko. Ile razy Robert mnie w nim zdradził? Ile razy naśmiewał się w nim ze mnie wraz ze swoją kochanką? Postanowiłam kupić nowe łóżko, bo nie będę w stanie zasnąć w tym starym. Stojąc na środku sypialni zamknęłam oczy i wzięłam kilka głębokich oddechów. Próbowałam się uspokoić i zebrać siły. Kiedy na powrót otworzyłam oczy, zabrałam się do dzieła. Zmieniłam starą pościel i posłałam sobie na kanapie. Wiedziałam, że przez to Robert odnosi swego rodzaju zwycięstwo, ale nie mogłam postąpić inaczej. Później schowałam wszystkie nasze wspólne zdjęcia, wrzuciłam do pudła wszystkie rzeczy Roberta, których on nie zdołał ze sobą zabrać, sprawdziłam, czy nie zabrał niczego mojego. Kiedy już udało mi się z tym wszystkim uporać, wzięłam długi gorący prysznic, wypiłam duży kubek gorącej herbaty, zobaczyłam jakiś serial w telewizji i położyłam się spać, mając nadzieję, że jestem na tyle zmęczona, by baz problemu zasnąć. Niestety tak nie było. Po godzinie bezproduktywnego wgapienia się w sufit, wstałam i żeby się nie zastanawiać nad swoją sytuacją, zaczęłam pakować prezenty. Chciałam to zrobić nazajutrz rano, ale doszłam do wniosku, że zrobię to dziś, a jutro z samego rana pojadę do domu moich rodziców i pomogę mamie w przygotowaniach do Wigilii. Pakowanie prezentów zajęło mi dosyć dużo czasu, staram się, żeby były zapakowane idealnie. Pakowałam je i pakowałam, aż w pewnym momencie zasnęłam.
  Obudziłam się około 6.30 na podłodze, obok zapakowanych prezentów. Wstałam cała obolała po nocy spędzonej na podłodze. Poszłam do łazienki, żeby się umyć, kiedy spojrzałam w lustro przeraziłam się. Dawno nie wyglądałam tak okropnie, wydarzenia wczorajszego dnia i zmęczenie wyraźnie dało mi się we znaki. Kiedy tak stałam i wpatrywałam się w lustro ubrałam się w lustro zauważyłam na półce za mną zdjęcie moje i Roberta. Pewnie wczoraj o nim zapomniałam. Odwróciłam się i jeszcze raz na nie spojrzałam. Staliśmy na plaży przytuleni, Robert z szerokim uśmiechem na twarzy wpatrywała się w obiektyw, a ja całowałam go w policzek, za nami widać było zachodzące słońce. Pamiętam, że to zdjęcie zrobiła nam jego koleżanka z pracy, która przypadkowo zatrzymała się w tym samym hotelu. Czy to naprawdę był przypadek? A może ona też była jego kochanką? Robert nawet tygodnia wakacji nie potrafił ze mną wytrzymać. Czy jestem aż taka zła? Aż taka okropna, odpychająca? Jak mogłam być taka naiwna? Poczułam w sobie narastającą złość i rozpacz. Zdjęłam zdjęcie z półki i cisnąłem nim w ścianę. Szklana ramka, w którą oprawione było rozpadła się na drobne kawałki i upadła na podłogę. Chciałam ją jak najszybciej sprzątać, ale kiedy zrobiłam krok na przód, aby sięgnąć po zmiotkę w moją stopę wbiły się odłamki szkła. Automatycznie przeskoczyłam na drugą nogę i chwilę później w mojej drugiej stopie też tkwiło szkło, a na podłodze pojawiła się krew. Zrozpaczona osunęłam się na podłogę niedaleko umywalki, gdzie szkoło nie mogło upaść. W gardle dławił mnie płacz, w głowie dudniło. Nadal nie mogłam zrozumieć jak do tego wszystkiego mogło dojść. Wiedziałam, że choć próbuję wszystkiego to nic nie pomoże mi zapomnieć o tym co się wydarzyło. Jeszcze długo leżałam na podłodze w łazience zalana łzami z krwawiącymi stopami.
   W końcu jakoś się opamiętałam, wstałam, opatrzyłam stopy umyłam się, ubrałam, zjadłam śniadanie i spakowałam rzeczy potrzebne do nocowania w domu rodziców. Jak co roku wybierałam się do nich na Święta Bożego Narodzenia i miałam wrócić dopiero 27 grudnia. Kiedy się spakowałam i zniosłam wszystkie rzeczy do samochodu, zadzwoniłam do moich dziadków, którzy mieli jechać ze mną, żeby im powiedzieć, że chciałabym wyjechać wcześniej.