niedziela, 2 lutego 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 6.

    Od babci pojechałam do swojego mieszkania. Na początku chciałam wejść na górę, wziąć prysznic i położyć się spać, ale doszłam do wniosku, że wcale nie mam jeszcze ochoty wracać do pustego mieszkania. Postanowiłam, że pojadę do pobliskiego centrum handlowego i pochodzę po sklepać. Zawsze, kiedy miałam jakieś kłopoty, zakupy mi pomagały, chyba jak każdej kobiecie.
  W centrum handlowym panowała świąteczna atmosfera: pachnące choinki, kolorowe lampki, kolędy i świąteczne piosenki. Wszędzie było bardzo dużo ludzi, większość z nich to pewnie osoby, które nie znalazły wcześniej czasu na świąteczne zakupy. Starałam się wczuć w ten świąteczny nastrój, ale przychodziło mi to z trudem. W końcu, wychodząc z któregoś sklepu z rzędu i niosąc ze sobą torby z zakupami, zaczęłam się odprężać i cieszyć nadchodzącymi świętami. Z centrum handlowego wyszłam dwie minuty przed jego zamknięciem i niechętnie pojechałam do domu.
  Kiedy zaparkowałam samochód przed kamienicą, w której mieszkałam, wszystkie wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą. Zrobiło mi się słabo i niedobrze. Nie byłam w stanie się ruszyć. Było mi bardzo ciężko, ale wiedziałam, że muszę się pozbierać, że muszę to przetrwać, że to wszystko nie musi się skończyć źle, że mogę wyjść z tego jeszcze silniejsza niż jestem. Po paru minutach udało mi się pozbierać na tyle, że mogłam wyjść z samochodu i wejść na górę. Przed drzwiami mojego mieszkania zatrzymałam się, wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka.
    Mieszkanie było puste. Tego właśnie chciałam, ale jednocześnie byłam przygnębiona tym faktem. Czułam, że nie powinno tak być, chciałam by było inaczej. Rozejrzałam się dookoła. Wszędzie widziałam wspomnienia, najpierw te dobre, ale później zaczęłam sobie wyobrażać, to co mogło się tutaj dziać pod moją nieobecność. Te wszystkie schadzki Roberta z inną kobietą lub kobietami, to wszystko co było dla mnie ogromnym upokorzeniem. Na koniec spojrzałam na łóżko. Ile razy Robert mnie w nim zdradził? Ile razy naśmiewał się w nim ze mnie wraz ze swoją kochanką? Postanowiłam kupić nowe łóżko, bo nie będę w stanie zasnąć w tym starym. Stojąc na środku sypialni zamknęłam oczy i wzięłam kilka głębokich oddechów. Próbowałam się uspokoić i zebrać siły. Kiedy na powrót otworzyłam oczy, zabrałam się do dzieła. Zmieniłam starą pościel i posłałam sobie na kanapie. Wiedziałam, że przez to Robert odnosi swego rodzaju zwycięstwo, ale nie mogłam postąpić inaczej. Później schowałam wszystkie nasze wspólne zdjęcia, wrzuciłam do pudła wszystkie rzeczy Roberta, których on nie zdołał ze sobą zabrać, sprawdziłam, czy nie zabrał niczego mojego. Kiedy już udało mi się z tym wszystkim uporać, wzięłam długi gorący prysznic, wypiłam duży kubek gorącej herbaty, zobaczyłam jakiś serial w telewizji i położyłam się spać, mając nadzieję, że jestem na tyle zmęczona, by baz problemu zasnąć. Niestety tak nie było. Po godzinie bezproduktywnego wgapienia się w sufit, wstałam i żeby się nie zastanawiać nad swoją sytuacją, zaczęłam pakować prezenty. Chciałam to zrobić nazajutrz rano, ale doszłam do wniosku, że zrobię to dziś, a jutro z samego rana pojadę do domu moich rodziców i pomogę mamie w przygotowaniach do Wigilii. Pakowanie prezentów zajęło mi dosyć dużo czasu, staram się, żeby były zapakowane idealnie. Pakowałam je i pakowałam, aż w pewnym momencie zasnęłam.
  Obudziłam się około 6.30 na podłodze, obok zapakowanych prezentów. Wstałam cała obolała po nocy spędzonej na podłodze. Poszłam do łazienki, żeby się umyć, kiedy spojrzałam w lustro przeraziłam się. Dawno nie wyglądałam tak okropnie, wydarzenia wczorajszego dnia i zmęczenie wyraźnie dało mi się we znaki. Kiedy tak stałam i wpatrywałam się w lustro ubrałam się w lustro zauważyłam na półce za mną zdjęcie moje i Roberta. Pewnie wczoraj o nim zapomniałam. Odwróciłam się i jeszcze raz na nie spojrzałam. Staliśmy na plaży przytuleni, Robert z szerokim uśmiechem na twarzy wpatrywała się w obiektyw, a ja całowałam go w policzek, za nami widać było zachodzące słońce. Pamiętam, że to zdjęcie zrobiła nam jego koleżanka z pracy, która przypadkowo zatrzymała się w tym samym hotelu. Czy to naprawdę był przypadek? A może ona też była jego kochanką? Robert nawet tygodnia wakacji nie potrafił ze mną wytrzymać. Czy jestem aż taka zła? Aż taka okropna, odpychająca? Jak mogłam być taka naiwna? Poczułam w sobie narastającą złość i rozpacz. Zdjęłam zdjęcie z półki i cisnąłem nim w ścianę. Szklana ramka, w którą oprawione było rozpadła się na drobne kawałki i upadła na podłogę. Chciałam ją jak najszybciej sprzątać, ale kiedy zrobiłam krok na przód, aby sięgnąć po zmiotkę w moją stopę wbiły się odłamki szkła. Automatycznie przeskoczyłam na drugą nogę i chwilę później w mojej drugiej stopie też tkwiło szkło, a na podłodze pojawiła się krew. Zrozpaczona osunęłam się na podłogę niedaleko umywalki, gdzie szkoło nie mogło upaść. W gardle dławił mnie płacz, w głowie dudniło. Nadal nie mogłam zrozumieć jak do tego wszystkiego mogło dojść. Wiedziałam, że choć próbuję wszystkiego to nic nie pomoże mi zapomnieć o tym co się wydarzyło. Jeszcze długo leżałam na podłodze w łazience zalana łzami z krwawiącymi stopami.
   W końcu jakoś się opamiętałam, wstałam, opatrzyłam stopy umyłam się, ubrałam, zjadłam śniadanie i spakowałam rzeczy potrzebne do nocowania w domu rodziców. Jak co roku wybierałam się do nich na Święta Bożego Narodzenia i miałam wrócić dopiero 27 grudnia. Kiedy się spakowałam i zniosłam wszystkie rzeczy do samochodu, zadzwoniłam do moich dziadków, którzy mieli jechać ze mną, żeby im powiedzieć, że chciałabym wyjechać wcześniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz