Za jakieś dwie godziny byliśmy
już w drodze do domu moich rodziców. W pewnej chwili babcia
zapytała mnie gdzie jest Robert, pewnie chciała ustalić jakąś
wspólną wersję wydarzeń. Odpowiedziałam jej, że musiał
wyjechać w celach służbowych. Czułam, że to strasznie naciągane,
ale nie miałam innego pomysłu. Pozostawało mieć tylko nadzieję,
że moja rodzina jakoś przełknie taką wymówkę. Po dwóch
godzinach jazdy byliśmy już na miejscu, pod domem moich rodziców.
Musiałam wyglądać na zdenerwowaną, bo kiedy wyjmując bagaże z
samochodu, zostałyśmy z babcią same, ta szepnęła do mnie:
–
Nie
martw się, wszystko będzie dobrze, jakoś sobie z tym poradzimy.
–
Dziękuję
babciu.
Czułam się okropnie trzymając
taką sprawę w tajemnicy przed moją rodziną, ale nie mogłam
postąpić inaczej, nie chciałam psuć innym świątecznego nastroju
i czuć na sobie wzroku pełnego litości i współczucia. Nie miałam
ochoty cały czas wysłuchiwać: „Nie martw się, wszystko będzie
dobrze” albo „znajdziesz kogoś innego”.
Kiedy
już wyjęłyśmy
wszystko
z bagażnika i skierowałyśmy się w stronę domu, drzwi frontowe
się otworzyły, a w progu czekali na nas moi rodzice.
–
Witaj
kochanie, jak ja się za tobą stęskniłam – powiedziała moja
mama, przytulając mnie. – Jak wam się jechało? I gdzie jest
Robert? – powiedziała szczerze zdziwiona.
–
Właśnie,
gdzie jest Robert? – zawtórował mój tata.
Choć wiedziałam, ze takie
pytanie się pojawi i starała się być na nie przygotowania, to i
tak stanęłam jak wryta. Musiała minąć długa chwila, żebym się
opamiętała, a babcia musiała delikatnie szturchnąć mnie łokciem.
–
Robert?
Robert musiał zostać w domu i dokończyć jakiś projekt. Niestety,
ale nie będzie go z nami. – oczywiście musiałam zmienić wersję
wydarzeń, chociaż sto razy powtarzałam sobie, że wyjechał w
celach służbowych. Jednak ta wymówka wydawała mi się bardziej
realna od poprzedniej.
–
Przecież
miał mieć wolne na święta. Jaki projekt? Dlaczego go wcześniej
nie skończył? – dopytywała się moja mama, która zawsze
chciała wszystko wiedzieć.
–
Eee...
Nie wiem, mamo, jakoś tak wyszło. – starałam się na szybko coś
wymyślić, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Na szczęście
wtrąciła się babia:
–
Nie
męcz jej, Teresko. Nie widzisz, że nie chce o tym rozmawiać. Jej
też jest przykro, że nie mógł przyjechać.
– No
dobrze, nie będę drążyć. Wejdźcie, pewnie jesteście
przemarznięci.
Dom był pięknie przystrojony.
Duża kolorowa choinka w salonie, w każdym pokoju mały stoik,
kolorowe lampki i różnego rodzaju ozdoby. Zawsze ten widok mnie
zachwycał. Co roku z wielką niecierpliwością czekałam na Wigilię
spędzaną wspólnie z całą rodziną. Tego roku jednak nie
potrafiłam się tym cieszyć tak, jak niegdyś. Cały czas myślałam
o Robercie. Dopiero kiedy przyszła moja młodsza siostra i starszy
brat wraz z żoną rozluźniłam. Większość czasu spędziłam z
babcią, mamą, siostrą i żoną brata w kuchni na przygotowywaniu
świątecznych potraw. Dobrze się przy tym bawiłyśmy. Tymczasem
mój brat i tata siedzieli w salonie i dyskutowali na „poważne”
tematy, np.: jak przegonić kreta z ogródka? Kiedy zapadł zmrok i
wszystko było już gotowe, zasiedliśmy wspólnie do kolacji. Na
szczęście nikt przez cały dzień nie wypytywał mnie o Roberta.
Tylko pytali gdzie jest, a ja odpowiadałam, że pracuje w domu.
Dzięki temu trochę odpoczęłam i na chwilę zapomniałam, o tym,
co się stało. Po kolacji rozpakowywaliśmy prezenty, śpiewaliśmy
kolędy i po prostu cieszyliśmy się swoim towarzystwem. Około 23
wzięłam prysznic i poszłam do mojego starego pokoju, w którym
prawie nic się nie zmieniło od lat. Kiedy weszłam na łóżku
siedziała moja siostra. Nie byłam zdziwiona, to było częścią
świątecznej tradycji. Zawsze po Wigilii siadywałyśmy w moim
pokoju, oglądałyśmy swoje prezenty i gadałyśmy do późna.
Chciałam jej pokazać również ubrania, które kupiłam
poprzedniego dnia. Kiedy wyjmowałam je z reklamówek i kolejno
przymierzałam Ewa zapytała:
– Co
ci się stało w stopy? – nerwowo spojrzałam na moje stopy, a
potem na nią.
–
Nic
takiego. Skaleczyłam się w palec.
– Aż
tak? Przecież masz całe stopy zabandażowane.
– No
dobra. Stłukłam szklaną ramkę na zdjęcia i skaleczyłam się
szkłem.
–
Dlaczego?
–
Upadła
mi kiedy wycierałam z niej kurz. – spojrzała mi głęboko w oczy,
a ja jej. Wiedziałam, że mi nie uwierzyła.
–
Inga,
gdzie naprawdę jest Robert? Wiem, że nie ma żadnego projektu do
dokończenia.
–
Skąd...?
– Byłam w szoku, nie wiedziałam co odpowiedzieć.
–
Znam
cię. Nie potrafisz kłamać. Powiedz mi co się stało.
Zrobiło mi się słabo i
opadłam na łóżko. Nie chciałam, żeby się teraz dowiedziała.
Nie chciałam psuć tego dnia, kiedy już prawie wszystko było
normalne. Ale widać tak musiało być. Czułam jak do moich oczu
napływają łzy, a potem spływają mi po policzkach. Po długiej
chwili udało mi się wykrztusić:
–
Ewa,
rozstałam się z Robertem.
Ewa nie kryła zdziwienia.
Usiadła obok mnie i przytuliła. Byłam jej bardzo wdzięczna. Do
tej pory przez większość czasu tłamsiłam to w sobie. Wiedziała
tylko babcia, ale z nią nie miałam czasu na dłuższą rozmowę, bo
przeszedł dziadek. Teraz nareszcie mogłam się komuś wypłakać.
–
Ale
dlaczego? Co się stało? – zapytała Ewa.
–
Robert
mnie zdradził.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz