niedziela, 9 lutego 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 7.

    Za jakieś dwie godziny byliśmy już w drodze do domu moich rodziców. W pewnej chwili babcia zapytała mnie gdzie jest Robert, pewnie chciała ustalić jakąś wspólną wersję wydarzeń. Odpowiedziałam jej, że musiał wyjechać w celach służbowych. Czułam, że to strasznie naciągane, ale nie miałam innego pomysłu. Pozostawało mieć tylko nadzieję, że moja rodzina jakoś przełknie taką wymówkę. Po dwóch godzinach jazdy byliśmy już na miejscu, pod domem moich rodziców. Musiałam wyglądać na zdenerwowaną, bo kiedy wyjmując bagaże z samochodu, zostałyśmy z babcią same, ta szepnęła do mnie:
Nie martw się, wszystko będzie dobrze, jakoś sobie z tym poradzimy.
Dziękuję babciu.
   Czułam się okropnie trzymając taką sprawę w tajemnicy przed moją rodziną, ale nie mogłam postąpić inaczej, nie chciałam psuć innym świątecznego nastroju i czuć na sobie wzroku pełnego litości i współczucia. Nie miałam ochoty cały czas wysłuchiwać: „Nie martw się, wszystko będzie dobrze” albo „znajdziesz kogoś innego”.
Kiedy już wyjęłyśmy wszystko z bagażnika i skierowałyśmy się w stronę domu, drzwi frontowe się otworzyły, a w progu czekali na nas moi rodzice.
Witaj kochanie, jak ja się za tobą stęskniłam – powiedziała moja mama, przytulając mnie. – Jak wam się jechało? I gdzie jest Robert? – powiedziała szczerze zdziwiona.
Właśnie, gdzie jest Robert? – zawtórował mój tata.
Choć wiedziałam, ze takie pytanie się pojawi i starała się być na nie przygotowania, to i tak stanęłam jak wryta. Musiała minąć długa chwila, żebym się opamiętała, a babcia musiała delikatnie szturchnąć mnie łokciem.
Robert? Robert musiał zostać w domu i dokończyć jakiś projekt. Niestety, ale nie będzie go z nami. – oczywiście musiałam zmienić wersję wydarzeń, chociaż sto razy powtarzałam sobie, że wyjechał w celach służbowych. Jednak ta wymówka wydawała mi się bardziej realna od poprzedniej.
Przecież miał mieć wolne na święta. Jaki projekt? Dlaczego go wcześniej nie skończył? – dopytywała się moja mama, która zawsze chciała wszystko wiedzieć.
Eee... Nie wiem, mamo, jakoś tak wyszło. – starałam się na szybko coś wymyślić, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Na szczęście wtrąciła się babia:
Nie męcz jej, Teresko. Nie widzisz, że nie chce o tym rozmawiać. Jej też jest przykro, że nie mógł przyjechać.
No dobrze, nie będę drążyć. Wejdźcie, pewnie jesteście przemarznięci.
    Dom był pięknie przystrojony. Duża kolorowa choinka w salonie, w każdym pokoju mały stoik, kolorowe lampki i różnego rodzaju ozdoby. Zawsze ten widok mnie zachwycał. Co roku z wielką niecierpliwością czekałam na Wigilię spędzaną wspólnie z całą rodziną. Tego roku jednak nie potrafiłam się tym cieszyć tak, jak niegdyś. Cały czas myślałam o Robercie. Dopiero kiedy przyszła moja młodsza siostra i starszy brat wraz z żoną rozluźniłam. Większość czasu spędziłam z babcią, mamą, siostrą i żoną brata w kuchni na przygotowywaniu świątecznych potraw. Dobrze się przy tym bawiłyśmy. Tymczasem mój brat i tata siedzieli w salonie i dyskutowali na „poważne” tematy, np.: jak przegonić kreta z ogródka? Kiedy zapadł zmrok i wszystko było już gotowe, zasiedliśmy wspólnie do kolacji. Na szczęście nikt przez cały dzień nie wypytywał mnie o Roberta. Tylko pytali gdzie jest, a ja odpowiadałam, że pracuje w domu. Dzięki temu trochę odpoczęłam i na chwilę zapomniałam, o tym, co się stało. Po kolacji rozpakowywaliśmy prezenty, śpiewaliśmy kolędy i po prostu cieszyliśmy się swoim towarzystwem. Około 23 wzięłam prysznic i poszłam do mojego starego pokoju, w którym prawie nic się nie zmieniło od lat. Kiedy weszłam na łóżku siedziała moja siostra. Nie byłam zdziwiona, to było częścią świątecznej tradycji. Zawsze po Wigilii siadywałyśmy w moim pokoju, oglądałyśmy swoje prezenty i gadałyśmy do późna. Chciałam jej pokazać również ubrania, które kupiłam poprzedniego dnia. Kiedy wyjmowałam je z reklamówek i kolejno przymierzałam Ewa zapytała:
Co ci się stało w stopy? – nerwowo spojrzałam na moje stopy, a potem na nią.
Nic takiego. Skaleczyłam się w palec.
Aż tak? Przecież masz całe stopy zabandażowane.
No dobra. Stłukłam szklaną ramkę na zdjęcia i skaleczyłam się szkłem.
Dlaczego?
Upadła mi kiedy wycierałam z niej kurz. – spojrzała mi głęboko w oczy, a ja jej. Wiedziałam, że mi nie uwierzyła.
Inga, gdzie naprawdę jest Robert? Wiem, że nie ma żadnego projektu do dokończenia.
Skąd...? – Byłam w szoku, nie wiedziałam co odpowiedzieć.
Znam cię. Nie potrafisz kłamać. Powiedz mi co się stało.
Zrobiło mi się słabo i opadłam na łóżko. Nie chciałam, żeby się teraz dowiedziała. Nie chciałam psuć tego dnia, kiedy już prawie wszystko było normalne. Ale widać tak musiało być. Czułam jak do moich oczu napływają łzy, a potem spływają mi po policzkach. Po długiej chwili udało mi się wykrztusić:
Ewa, rozstałam się z Robertem.
Ewa nie kryła zdziwienia. Usiadła obok mnie i przytuliła. Byłam jej bardzo wdzięczna. Do tej pory przez większość czasu tłamsiłam to w sobie. Wiedziała tylko babcia, ale z nią nie miałam czasu na dłuższą rozmowę, bo przeszedł dziadek. Teraz nareszcie mogłam się komuś wypłakać.
Ale dlaczego? Co się stało? – zapytała Ewa.
Robert mnie zdradził.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz