piątek, 25 lipca 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 10.

    Następnego dnie rano poszłam do pracy, a popołudniu przyszedł Tomek po rzeczy Roberta. Kiedy wchodził do mojego mieszkania przyglądał mi się ze zmartwioną miną. Uprzedzając jego pytanie powiedziałam:
– Wszystko w porządku.
– Jesteś pewna?
– Tak.
– Jakby coś się dzieło, to wiesz... Możesz na mnie liczyć.
– Wiem. Dziękuję.
– Gdzie masz te rzeczy?
– Są w pokoju. Chodź, sama nie dam rady tego przynieść, trochę się tego nazbierało.
Tomek poszedł do pokoju i spojrzał na podłogę. Stało na niej kilka średniej wielkości kartonów.
– Masz rację, trochę się tego nazbierało. Myślę, że będzie trzeba kilka razy obrócić do samochodu.
– Chyba masz rację.
– Gdzie właściwie Robert teraz mieszka?
– U swojego kumpla. Później podam Ci dokładny adres. Dziękuję, że to dla mnie robisz.
– Nie ma sprawy siostrzyczko.
     Wzięliśmy się do pracy. Po parunastu minutach wszystko było już zapakowane do samochodu Tomka. Po powrocie do domu usiedliśmy przy stole w kuchni i rozmawialiśmy. Kiedy właśnie opowiadałam Tomkowi o filmie, który ostatnio widziałam, ktoś zadzwonił do drzwi. Tomek spojrzał na mnie ze zdziwieniem i zapytał:
– Czekasz na kogoś?
– Nie – odpowiedziałam równie zdziwiona jak on – pójdę otworzyć.
     Kiedy otworzyłam drzwi stanęłam jak wryta. To był Robert. Patrzył na mnie ze złośliwym uśmiechem i dziwnym blaskiem w oczach. Czułam się przy nim bardzo nieswojo. I pomyśleć, że ten człowiek był mi kiedyś najbliższy na świecie.
– Czego chcesz?!
– Przyszedłem po swoje rzeczy.
– Przecież napisałam ci, że Tomek je do ciebie przywiezie.
– Ależ ty jesteś naiwna. Myślałaś, że pozwolę ci samej grzebać w moich rzeczach i decydować o tym co jest moje, a co twoje. Niedoczekanie.
Robert popchnął mnie tak, że o mało nie upadłam i poszedł do salonu. Poszłam za nim. Kiedy stanęłam w drzwiach zobaczyłam jak zdejmuje z półek moje książki i płyty.
– Co ty robisz?! – zaczęłam krzyczeć – nie masz prawa tego zabierać!
– Zamknij się! Nie będziesz mi mówiła co mogę, a czego nie! Ty głupia dziwko!
Podeszłam do niego i chciałam wyrwać mu z dłoni książkę „Podróż do wnętrza Ziemi”, ale nie zdążyłam. Robert podniósł rękę, zamachnął się.
Zrozumiałam, że chce mnie uderzyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz