Mijały
dni, tygodnie. Śnieg już dawno stopniał, a dni
stawały
się coraz dłuższe.
Na drzewach zaczęły pojawiać się pierwsze liście, a na ziemi
kwiaty. Przyszła wiosna. Z
wiosny zrobiło się piękne, upalne lato.
Wszystko budziło się do życia. Wszystko oprócz mnie. Wydarzenia,
które miały miejsce na początku roku bardzo silnie odcisnęły na
mnie swoje piętno. Coś w moim życiu się nieodwracalnie zmieniło.
Nie potrafiłam już cieszyć się życiem tak, jak kiedyś. Brać z
niego garściami. Nie potrafiłam oddychać pełna piersią. Nadal
wiele czasu spędzałam z przyjaciółmi i rodziną, ale nie byłam
już taka jak kiedyś: pełna energii, zapału i pewności siebie.
Nie spotykałam się z nikim nowym. Bałam się, że tamta
historia się powtórzy. Byłam ostrożna. Byłam
przerażona. Chyba
potrzebowałam dużo czasu, żeby
wrócić do siebie.
Pewnego
ciepłego lipcowego wieczora zadzwoniła
do mnie Ewa i powiedziała, że musimy
jak najszybciej się spotkać.
Wydawała się być bardzo podekscytowana.
Bardzo
zaciekawił mnie jej telefon, więc się zgodziłam pomimo tego, że
była jedenasta
wieczorem i już właściwie byłam jedną nogą w łóżku.
Nazajutrz
musiałam wstać
wcześnie do pracy.
Powiedziałam jej, że
czekam u siebie i że zrobię
coś lekkiego do jedzenia.
Po
jakiś dwudziestu minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Kiedy
je
otworzyłam
zobaczyłam uśmiechniętą Ewę trzymającą w dłoniach butelkę
wina. Też
się uśmiechnęłam i
powiedziałam:
- Co się stało? Jest jakaś
okazja do świętowania?
-
Można
tak powiedzieć - Ewa
wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się tajemniczo.
-
Powiedz
mi co się dzieje? - powiedziałam jeszcze bardziej się uśmiechając.
Zwykle kiedy Ewa była w tak dobrym nastroju oznaczało to bardzo
dobre wieści.
-
Zaraz się wszystkiego dowiesz - powiedziała idąc
do kuchni i wyjmując z szafki dwa kieliszki
i
korkociąg. Nalała wino do kieliszków. Po czym poszła do salonu,
usadowiła się wygodnie na kanapie, podała mi kieliszek i
pociągnęła łyk ze swojego. Zamknęła oczy delektując się
smakiem swojego ulubionego wina. Kiedy
na
powrót je otworzył spojrzała
na mnie uśmiechając
się szeroko i powiedziała:
- Mam dla ciebie
niespodziankę. Mam nadzieje, że ci się spodoba, bo długo się nad
nią męczyłam.
-
Tak? Jaką? - zapytałam zaciekawiona i
upiłam trochę ze swojego kieliszka.
Zawsze lubiłam niespodzianki.
-
Zaraz
się
wszystkiego dowiesz.
Najpierw muszę przygotować grunt. Powiedz mi, od przyszłego
tygodnia masz urlop, prawda? Dwa tygodnie?
-
Tak – odpowiedziałam trochę zdezorientowana.
- I nigdzie się nie
wybierasz? Ostatnio mówiłaś, że zamierzasz zostać w domu, czytać
książki, oglądać filmy. Pojechać do dziadków i rodziców.
Ogólnie mówiąc - nudzić się jak mops i zmarnować dwa tygodnie
upalnych wakacji?
-
No tak... Nie mam ochoty na nic innego... – powiedziałam
zasmucona. Kiedy usłyszałam jakie
są moje plany
z ust innych niż moje,
poczułam,
jak bardzo jestem żałosna.
-
Dobra. Mam
nadzieje, że jeszcze pamiętasz
co to takiego
bikini i
masz jakieś?
- Eee... mam. Ale po co mi
bikini?
- Bikini będzie ci potrzebne,
kiedy będziesz leżała na plaży i wygrzewała się na słońcu jak
kawałek bekonu na patelni! Jedziemy na wakacje!
-
Co?!
- zawołałam zaskoczona. Swoją drogą powinnam była się tego
spodziewać. Znałam Ewę od dziecka i już nie raz wpadała na takie
pomysły.
-
To
co słyszysz – uśmiechnęła się szeroko – w przyszłym
tygodniu jedziemy razem nad morze. Zacznij się szykować. Co, nie
cieszysz się?
-
Sama nie wiem. Zaskoczyłaś mnie. Muszę
to przemyśleć.
-
Oj, przestań! No, zgódź
się. Będzie fajnie!
Zobaczysz!
Przez chwilę nie miałam
pojęcia co zrobić. Nie miałam najmniejszej ochoty nigdzie
wyjeżdżać. Ale w głębi serca wiedziałam, że może być fajnie.
Siedziałam i myślałam. I nawet nie wiem kiedy i dlaczego
powiedziałam:
- Dobrze – mimowolnie się
uśmiechając.
-
Jeszcze mi podziękujesz –
powiedziała zadowolona Ewa
biorąc kolejny łyk wina.
Rozmawiałyśmy
z Ewą do późna ustalając wszystkie szczegóły wyjazdu.
Następnego dnia do
pracy poszłam trochę wykończona,
ale, co mnie zaskoczyło, szczęśliwsza. Dawno nie miałam tak
dobrego humoru. Kiedy Laura zapytała mnie co się stało
opowiedziałam
jej o wyjeździe nad morze z
Ewą. Powiedziała,
że bardzo się cieszy i
że wydaje jej się, iż
dobrze mi to zrobi.
Przez
kolejny tydzień miałam do załatwienia bardzo dużo spraw
związanych z wyjazdem. W
sumie,
to nawet się
cieszyłam.
Dawno
już nie byłam na wakacjach tylko z Ewą. Zwykle jeździliśmy w
trójkę (z Robertem) lub w czwórkę (z Robertem i Darkiem – byłym
facetem Ewy). Zapowiadało się całkiem ciekawie. Szczerze? To nie mogłam się doczekać!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz