sobota, 22 listopada 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 16.

   Mijały dni, tygodnie. Śnieg już dawno stopniał, a dni stawały się coraz dłuższe. Na drzewach zaczęły pojawiać się pierwsze liście, a na ziemi kwiaty. Przyszła wiosna. Z wiosny zrobiło się piękne, upalne lato. Wszystko budziło się do życia. Wszystko oprócz mnie. Wydarzenia, które miały miejsce na początku roku bardzo silnie odcisnęły na mnie swoje piętno. Coś w moim życiu się nieodwracalnie zmieniło. Nie potrafiłam już cieszyć się życiem tak, jak kiedyś. Brać z niego garściami. Nie potrafiłam oddychać pełna piersią. Nadal wiele czasu spędzałam z przyjaciółmi i rodziną, ale nie byłam już taka jak kiedyś: pełna energii, zapału i pewności siebie. Nie spotykałam się z nikim nowym. Bałam się, że tamta historia się powtórzy. Byłam ostrożna. Byłam przerażona. Chyba potrzebowałam dużo czasu, żeby wrócić do siebie.
     Pewnego ciepłego lipcowego wieczora zadzwoniła do mnie Ewa i powiedziała, że musimy jak najszybciej się spotkać. Wydawała się być bardzo podekscytowana. Bardzo zaciekawił mnie jej telefon, więc się zgodziłam pomimo tego, że była jedenasta wieczorem i już właściwie byłam jedną nogą w łóżku. Nazajutrz musiałam wstać wcześnie do pracy. Powiedziałam jej, że czekam u siebie i że zrobię coś lekkiego do jedzenia.
Po jakiś dwudziestu minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Kiedy je otworzyłam zobaczyłam uśmiechniętą Ewę trzymającą w dłoniach butelkę wina. Też się uśmiechnęłam i powiedziałam:
- Co się stało? Jest jakaś okazja do świętowania?
- Można tak powiedzieć - Ewa wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się tajemniczo.
- Powiedz mi co się dzieje? - powiedziałam jeszcze bardziej się uśmiechając. Zwykle kiedy Ewa była w tak dobrym nastroju oznaczało to bardzo dobre wieści.
- Zaraz się wszystkiego dowiesz - powiedziała idąc do kuchni i wyjmując z szafki dwa kieliszki i korkociąg. Nalała wino do kieliszków. Po czym poszła do salonu, usadowiła się wygodnie na kanapie, podała mi kieliszek i pociągnęła łyk ze swojego. Zamknęła oczy delektując się smakiem swojego ulubionego wina. Kiedy na powrót je otworzył spojrzała na mnie uśmiechając się szeroko i powiedziała:
- Mam dla ciebie niespodziankę. Mam nadzieje, że ci się spodoba, bo długo się nad nią męczyłam.
- Tak? Jaką? - zapytałam zaciekawiona i upiłam trochę ze swojego kieliszka. Zawsze lubiłam niespodzianki.
- Zaraz się wszystkiego dowiesz. Najpierw muszę przygotować grunt. Powiedz mi, od przyszłego tygodnia masz urlop, prawda? Dwa tygodnie?
- Tak – odpowiedziałam trochę zdezorientowana.
- I nigdzie się nie wybierasz? Ostatnio mówiłaś, że zamierzasz zostać w domu, czytać książki, oglądać filmy. Pojechać do dziadków i rodziców. Ogólnie mówiąc - nudzić się jak mops i zmarnować dwa tygodnie upalnych wakacji?
- No tak... Nie mam ochoty na nic innego... – powiedziałam zasmucona. Kiedy usłyszałam jakie są moje plany z ust innych niż moje, poczułam, jak bardzo jestem żałosna.
- Dobra. Mam nadzieje, że jeszcze pamiętasz co to takiego bikini i masz jakieś?
- Eee... mam. Ale po co mi bikini?
- Bikini będzie ci potrzebne, kiedy będziesz leżała na plaży i wygrzewała się na słońcu jak kawałek bekonu na patelni! Jedziemy na wakacje!
- Co?! - zawołałam zaskoczona. Swoją drogą powinnam była się tego spodziewać. Znałam Ewę od dziecka i już nie raz wpadała na takie pomysły.
- To co słyszysz – uśmiechnęła się szeroko – w przyszłym tygodniu jedziemy razem nad morze. Zacznij się szykować. Co, nie cieszysz się?
- Sama nie wiem. Zaskoczyłaś mnie. Muszę to przemyśleć.
- Oj, przestań! No, zgódź się. Będzie fajnie! Zobaczysz!
Przez chwilę nie miałam pojęcia co zrobić. Nie miałam najmniejszej ochoty nigdzie wyjeżdżać. Ale w głębi serca wiedziałam, że może być fajnie. Siedziałam i myślałam. I nawet nie wiem kiedy i dlaczego powiedziałam:
- Dobrze – mimowolnie się uśmiechając.
- Jeszcze mi podziękujesz – powiedziała zadowolona Ewa biorąc kolejny łyk wina.
    Rozmawiałyśmy z Ewą do późna ustalając wszystkie szczegóły wyjazdu. Następnego dnia do pracy poszłam trochę wykończona, ale, co mnie zaskoczyło, szczęśliwsza. Dawno nie miałam tak dobrego humoru. Kiedy Laura zapytała mnie co się stało opowiedziałam jej o wyjeździe nad morze z Ewą. Powiedziała, że bardzo się cieszy i że wydaje jej się, dobrze mi to zrobi.
   Przez kolejny tydzień miałam do załatwienia bardzo dużo spraw związanych z wyjazdem. W sumie, to nawet się cieszyłam. Dawno już nie byłam na wakacjach tylko z Ewą. Zwykle jeździliśmy w trójkę (z Robertem) lub w czwórkę (z Robertem i Darkiem – byłym facetem Ewy). Zapowiadało się całkiem ciekawie. Szczerze? To nie mogłam się doczekać!
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz