- Ingo. Dzwoniła do mnie
Laura. Nie wiem jakim cudem do tego doszło, ale ktoś rozesłał
informację do twoich klientów o tym, że sprzedajesz ich dane
osobowe. Klienci są... delikatnie mówiąc... zaniepokojeni ta
sytuacją. Parę osób zgłosiło to już na policję. W banku panuje
rozgardiasz. Twoja
przełożona jest wściekła.
A policja właśnie zabezpiecza twój komputer. Masz jak
najszybciej pojawić się na posterunku.
Inaczej sami po ciebie
przyjadą.
- Co?! Przecież to nieprawa!
- Wiem.
- Jakim cudem?! Kto mógł...
O mój Boże... Robert!
- Robert?!
- Tak! A któż by inny?
Dostałam dzisiaj od niego to! - poderwałam się z podłogi i
pobiegłam do kuchni po paczkę za zdjęciami. Wróciłam do sypialni
i podałam ją Tomkowi. Tomek usiadł na łóżku i zaczął
przeglądać zawartość. Ja w tym czasie nerwowo chodziła po
pokoju.
- Jesteś pewna, że to
Robert? - zapytał zdenerwowany Tomek.
- Tak – odpowiedziałam
siadając obok Tomka – jestem pewna. Poznaję jego pismo. Mój
Boże. On
chce się zemścić. Chce mnie zniszczyć. Najgorsze jest to, że mu
się to udaje.
Nie byłam już w stanie
dłużej wytrzymać. Rozpłakałam się. Na szczęście miałam
Tomka. Objął mnie i mocno przytulił. Po chwili milczenia, kiedy już
trochę się uspokoiłam Tomek spokojnym głosem wyszeptał:
- Ingo, myślę, że powinnaś
z tym pójść na policję. To wszystko jest bardzo niebezpieczne.
Wydaje mi się, że on jest nieobliczalny. A ta cała sprawa z
sprzedażą danych osobowych może dla ciebie źle się skończyć.
Trzeba to wszystko jak najszybciej wyjaśnić!
- Tak. Masz rację. Muszę coś
z tym zrobić... A jeśli nie uda mu się tego udowodnić? Jeśli nie
uda się tego już odkręcić? Jeśli pójdę za to do więzienia?
- Nie martw się na zapas.
Zrobimy wszystko, żeby się to dobrze dla ciebie skończyło.
Przecież nic złego nie zrobiłaś. Wydaj mi się, że bez problemu
uda nam się udowodnić twoją niewinność. Gorzej będzie z
udowodnieniem winy Robertowi. Ale pamiętaj, że nasz ojciec jest
prawnikiem, a ojciec Oliwera podkomisarzem policji. Oni na pewno nam
pomogą. Właśnie, gdzie jest Oliwer?
W tym momencie zatkało mnie.
Nie wiedziałam co powiedzieć Tomkowi. Nie mogłam mu powiedzieć o
tym, co zaszło między mną a Oliwerem. Po dosyć długim,
niezręcznym milczeniu udało mi się wydukać:
- Musiał wyjść.
- Musiał wyjść? - zapytał
Tomek zdziwiony. Nie tyle moją odpowiedzią, co sposobem w jaki to
powiedziałam. Niestety Tomek zawsze był wyczulony na takie rzeczy.
Ja miałam podobnie, zawsze wyczuwałam uczucia mojego rozmówcy.
- Tak. - odpowiedziałam
szybko.
- No dobrze, skoro tak mówisz.
Jesteś w stanie zmierzyć się z tą całą sytuacją? Czy
potrzebujesz jeszcze chwili?
Wstałam z łóżka. Wzięłam
kilka głębokich oddechów. Wyprostowałam się. Zacisnęłam pięści
i powiedziałam:
- Chociaż jestem wycieńczona
psychicznie i fizycznie. Tak. Jestem gotowa. Chodźmy na policję.
Najwyższy czas z tym wszystkim skończyć.
Następne tygodnie nie były
dla mnie łatwe. Powiedziałabym nawet, że przeszłam przez piekło.
Robert się już o to postarał. Na szczęście udało się dowieść
mojej niewinności w sprawie rzekomej sprzedaży danych osobowych.
Nie znaleziono żadnych dowodów przeciwko mnie. Policji udało się
natomiast znaleźć dowody na to, że za wszystkim stał Robert.
Skumał się z jakimś hakerem, który rozesłał maile wygenerowane
niby to przez bank, w którym pracowałam. Hakera udało się złapać.
Okazało się, że jest od dawna poszukiwany przez policje.
Ostatecznie policja oraz bank wydała do publicznej wiadomości
oświadczenie, że nie doszło do handlu danymi osobowymi i że
jestem niewinna. Udało się również dowieść, że to Robert
wysiał mi paczkę ze zdjęciami i próbował mnie pobić. Jednym
słowem udowodniono mu wszystko, czego się dopuścił przeciwko
mnie. Sprawę skierowano do sądu. Sad oskarżył go o to i owo i
wyznaczył odpowiednia karę. Dostałam też odpowiednie
odszkodowanie. Najbardziej jednak ucieszył mnie zakaz zbliżania się
jaki Robert otrzymał od sadu. To była jedna z najlepszych rzeczy
jaka przytrafiła mi się od kilku miesięcy. W ten sposób Robert
definitywnie zniknął z mojego życia.
Jeśli chodzi o Oliwera. Nie
widziałam go od tamtych wspólnych chwil spędzonych w mojej
sypialni. Aż do czasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz