niedziela, 9 sierpnia 2015

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 19.

    Było około południa. Szłam wzdłuż brzegu morza. Moje stopy muskała zimna, słona woda. Plecy ogrzało letnie słońce. Miałam na sobie biały top i granatowe szorty. Moje półdługie, kasztanowe włosy opadały swobodnie na ramiona. Przez lewe ramię miałam przewieszoną małą, czarną torebkę, a w prawej dłoni trzymałam sandałki.
Po wydarzeniach, które miały miejsce rano straciłam ochotę na plażowanie. Chciałam pobyć trochę sama. Ewa na początku była przeciwna – nie chciała zostawiać mnie samej. Ostatecznie jednak się zgodziła. Chyba zrozumiała, że tego właśnie mi trzeba. I tak było w istocie. Musiałam jeszcze raz nad wszystkim się zastanowić. Zastanowić się nad tym, co tak naprawdę czuję. I co z tym wszystkim zrobić?
   W mojej głowie panował totalny chaos. Moje myśli pędziły jak szalone we wszystkich kierunkach. Co tak naprawdę do niego czułam? Wydawało mi się, że nie potrafię zdefiniować moich uczuć. A może po prostu gdzieś tam wiedziałam jakie one są, ale nie chciałam się do nich przyznać? Ale dlaczego? Przez strach? Strach przed czym? Przed odrzuceniem? Przed tym, że pójdzie coś nie tak? Przed tym, ze znowu ktoś mnie skrzywdzi? Że ja kogoś skrzywdzę, że dam plamę? Że sobie nie poradzę? A może po prostu nie potrzebowałam związku, nie byłam na niego gotowa? Chciałam pozostać wolna i niezależna.
Długo próbowałam rozeznać się w swoich uczuciach. Pozbyć się strachu, obaw i spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Ale niestety nie było takie proste. A może jednak było? Tylko ja szukałam dziury w całym i nie pozwalałam sercu dojść do głosu? Albo bałam się tego co mi podpowie?
    Nigdy nie lubiłam kiedy coś było zagmatwane. A to wszystko było cholernie zagmatwane.
    Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk mojego telefonu. Dzwoniła Ewa, która pewnie chciała dowiedzieć się gdzie jestem, jak się czuję. I rzeczywiście, kiedy podniosłam słuchawkę od razu padły te pytania. Dodatkowo Ewa zapytała, czy chciałabym zjeść nią obiad. Chętnie się zgodziłam, bo w sumie doszłam do wniosku, że potrzebna jest mi rozmowa z kimś bliskim. Tak naprawdę nigdy nie lubiłam rozmawiać o swoich uczuciach. Istniało tylko kilka osób, którymi byłam w stanie przeprowadzić rozmowę na ich temat. Należały do nich między innymi Ewa, Tomek, babcia i o zgrozo Oliwer.
    Umówiłyśmy się z Ewą w knajpce przy plaży, w której byłyśmy poprzedniego dnia. Kiedy dotarłam na miejsce i weszłam do środku zauważyłam Ewę siedzącą przy dwuosobowym stoliku na końcu sali i pogrążoną w lekturze menu. Podeszłam do stolika i usiadłam na krześle naprzeciwko Ewy. Przywitała mnie smutnym uśmiecham, który odwzajemniłam. Wymieniłyśmy kilka zdań na temat tego, co będziemy jadły i złożyłyśmy zamówienie. Po tym jak kelnerka wróciła do kuchni zapadła niezręczna cisza. Ewa wpatrywała się we mnie smutnym wzrokiem, a ja nie miałam pojęcia od czego zacząć. Po paru minutach milczenia spuściłam głowę i wyszeptałam:
- Przepraszam, że zepsułam ci wakacje. Nie tak miało być.
- Co?! Inga, naprawdę myślisz, że jestem na ciebie zła. Że zepsułaś nasze wakacje?
- A nie jest tak? - zapytałam skruszona.
- Nie. Nie jest. - Ewa ciężko westchnęła - Po za tym. Niczego nie zepsułaś. Jeszcze mogą być wspaniałe i nie zapomniane.
- Naprawdę tak myślisz?
- Jestem tego pewna. Ale dobra... Myślę, ze są ważniejsze tematy do rozmowy...
Tym razem to je ciężko westchnęłam...
- Tak... Co do... Oliwera. Co zamierzasz z tym wszystkim zrobić?
- Szczerze mówiąc... nadal nie mam pojęcia... Nawet nie jestem pewna co do niego czuję. Ale wiem... że nie jest mi obojętny.
- Też mi się tak wydaje - powiedziała Ewa z uśmiechem Liska Chytruska.
- No wiesz co! - krzyknęłam zdenerwowana.
- No co? - zaśmiała się Ewa.
- Nic. - starałam się uspokoić - Ale tak na poważnie. Myślisz, że Tomek naprawdę nie miałby nic przeciwko?
- Jestem tego absolutnie pewna. Powiem więcej: ucieszyłby się, że jego siostra trafiła na kogoś takiego jak Oliwer.
- No niby tak... ale...
- Ale?
- Nie wiem, czy jestem w stanie się z kimkolwiek związać...Nie wiem, czy chcę... Ledwo co zdołałam wszystko sobie poukładać... Ledwie się w tym wszystkim zdołałam odnaleźć... I znowu wszystko zaczyna się walić...
- Inga, czy ty czasem nie przesadzasz? Przecież nic się nie wali... Oliwer nie chce ci niczego niszczyć. Jak już to chce ci pomóc. Dobrze wiesz o tym.
- No niby tak, ale... to nie takie proste.
- A może to wcale nie jest takie trudne? - spojrzałam na Ewę szeroko otwartymi oczyma i zapytałam:
- To co według ciebie powinnam zrobić?
- Przede wszystkim nie spiesz się. Masz, czas i nikt cię nie goni. A poza tym.Może powinnaś mu dać szansę? Nic nie stracicie, a możecie tylko zyskać. Dużo zyskać. Po prostu nie traktuj go tak z buta.
- Nie chciałam go tak traktować... ale masz rację... chyba tak właśnie go potraktowałam... przesadziłam...
- Po prostu z nim pogadaj. Tak na dobry początek. Zamiast siedzieć i zastanawiać się godzinami co do niego czujesz. Co ci da takie siedzenie i zastanawianie się? Hmm...? Nic. Nie zrobisz się od tego mądrzejsza.
- No tak. Ale... - wzruszyłam ramionami zrezygnowana.
- Inga, zastanów się. - kontynuowała Ewa – Pogadaj z nim. Myślę, ze wam obojgu dobrze to zrobi. Musicie wyjaśnić sobie parę spraw... A o związku na razie nie myśl. Nikt nie karze ci się przecież od razu nim wiązać. Daj mu po prostu szansę. Daj sobie szansę. Przecież nie chcesz rezygnować z tej znajomości. Wiem, że jest dla ciebie zbyt ważna. Zobaczysz co z tego wszystkiego wyniknie. W każdej chwili możesz przecież zrezygnować.
- No tak... - odpowiedziałam niepewnie – powinnam z nim pogadać.
    I nagle poczułam, że rozmowa z Oliwerem jest jedynym sensownym rozwiązaniem. Bez niej nie powinnam podejmować żadnych decyzji. Przecież nikt nie karze mi decydować w tym momencie o tym jak będzie wyglądała nasza przyszłość. Mogłam na to wpaść wcześniej.
Po skończonym obiedzie, który notabene był lekki i pyszny poszłyśmy z Ewą na spacer po porcie, a później na plażę.

Trochę spóźniona, ale jest :)

Moi kochani... Tak wiem... Dawno mnie nie było... Strasznie dawno. Bardzo Was za to przepraszam. I szczerze mówiąc trochę żałuję, że tak dawno nic się nie pojawiło, bo naprawdę polubiłam pisanie. Ale tak po prawdzie nie miałam zbyt wiele czasu, żeby coś naskrobać. 

Ale przyrzekłam sobie, że postaram się pisać bardziej systematycznie, żeby już nie zawodzić  Was drodzy czytelnicy i przy okazji siebie.

Życzcie mi powodzenia! :)
 A ja Wam życzę miłej lektury! :)

sobota, 14 lutego 2015

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 18.

- Inga?
  Przez dobre kilka sekund wpatrywałam się w stojącego przede mną mężczyznę. Zamrugałam chyba ze sto razy. Nie mogłam uwierzyć, że to on. Jak to możliwe, że spośród trzydziestu ośmiu milionów ludzi mieszkających w Polsce spotkałam właśnie jego? Jak to, do cholery, możliwe? Stałam, patrzyłam i czekałam, aż zniknie, ale nie znikał.
- Oliwer? - udało mi się w końcu wyszeptać.
- Inga... Cześć. - Oliwer był tak samo zaskoczony jak ja.
- Cześć. - bąknęłam. Na tę chwilę nic więcej nie mogło się wydostać z mojego gardła.
   Wpatrywałam się w Oliwera jak zaklęta. Wielokrotnie wyobrażałam sobie nasze kolejne spotkanie. Wiedziałam, że prędzej, czy później do niego dojdzie. Analizowałam wszelkie możliwe scenariusze. Starałam się być przygotowana na wszystko. Po Incydencie bardzo dużo czasu poświęciłam na przemyślenie i uporządkowanie swoich uczyć i emocji. Z całych sił starałam się sobie wytłumaczyć, że to niemożliwe, wręcz niedorzeczne, żebym zako... ach... I Bóg mi świadkiem, byłam przekonana, że mi się to udało. Ale teraz, kiedy stałam z nim twarzą w twarz. Nie miałam pojęcia co myśleć, co powiedzieć. A uczucia, które pojawiły się w moim sercu były, o zgrozo, zgoła inne niż te, których oczekiwałam. Wszystko wskazywało na to, że moje serce miało niewiele wspólnego z rozumem.
    Czułam, że nie mogę ruszyć się z miejsca. A jedyną rzeczą jaką miałam ochotę zrobić, to uciec stąd jak najszybciej i jak najdalej.
Oliwer chyba musiał zauważyć moją minę, która pewnie nie należała do najmądrzejszych, bo zapytał zmartwionym głosem:
- Wszystko w porządku, Ingo?
W tym momencie się ocknęłam i przypomniałam sobie do czego służy język.
- Tak, jasne. Co słychać? Co tutaj robisz? - odpowiadam szybko, nawet nie zdając sobie sprawy, że zadałam mu te pytania.
- Dobrze – odpowiedział ze wzrokiem wbitym prosto we mnie, jakby chciał się upewnić, że wszystko w porządku. Że wszystko między nami w porządku. – u mnie wszystko w gra... - skończył niepewnie, wyraźnie zważając no każde słowo. Jakby się bał, ze zaraz ucieknę w popłochu, co zresztą wcale nie było dalekie prawdy.
- Wiesz, muszę już iść. Ewa na mnie czeka. Tak że... Na razie.
    Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie. Kiedy się od niego oddalałam, czułam, że nieodwracalnie coś schrzaniłam. Nie tak miało być! Nie tak miało wyglądać to spotkanie! A moje uczucia... och! Byłam na siebie wściekła! Ustaliłam, że po Incydencie wrócimy do starego porządku. Ustaliłam, że: Wszystko. Będzie. Jak. Dawniej. Nie przypuszczałam, że moje głupie serce będzie stawiało tak ostry opór! Najgorsza była świadomość, tego, że jeśli nadal będę się zachowywać w taki sposób... Stracę go. BEZPOWROTNIE.
  W drodze powrotnej zaczęłam zastanawiać się jak to jest możliwe, że spotkałam Oliwera na plaży. I jedynym logicznym wyjaśnieniem jakie przychodziło mi do głowy, było to, ktoś musiał mu powiedzieć gdzie jestem. Ale kto...? No jasne! Ewa! Zabiję ją! Zabiję, poćwiartuję i wrzucę do kwasu!
  Dostałam taki zastrzyk adrenaliny, że do pensjonatu dotarłam w tak krótkim czasie, jak chyba jeszcze nikomu się nie udało. Jak strzała pomknęłam na górę i z impetem otworzyłam drzwi do naszego pokoju. Weszłam do środka. Ewa jeszcze spała. Zawsze miała mocny sen, nawet wybuch bomby nie byłby w stanie jej obudzić. Podeszłam do niej i uszczypnęłam w ucho (tak, istniały pewne sposoby na obudzenie śpiącej królewny, a ja je znałam). Otworzyła oczy, zamrugała i zamknęła je na powrót. Po chwili wychrypiała zaspanym głosem:
- Już jesteś? - przeciągnęła się, tak, jak mają w zwyczaju to robić leniwe kociaki. - Nie spodziewałam się ciebie tak szybko.
Nie odpowiedziałam, więc spojrzała na mnie.
- Co się stało?! Wyglądasz jakby cię goniło stado duchów!
Podniosła się tak gwałtownie, że prawie wyskoczyła z łóżka.
- To ty sprowadziłaś tu Oliwera? Jak mogłaś? Specjalnie mnie tu przywiozłaś, żebyśmy się spotkali! - zaczęłam krzyczeć na całe gardło.
- Co?! O czym ty mówisz?! Jakiego Oliwera?
- Oliwera Jaworskiego!
- Co? Oliwer tu jest? Nie miałam o tym pojęcia! Dlaczego się tak wściekasz?!
- Nie udawaj niewiniątka!
- Inga ja naprawdę nie wiem o co ci chodzi!
  Nie wiem dlaczego, ale uwierzyłam jej. Nagle poczułam, że tracę panowanie nad sobą. Dawno nie czułam się tak okropnie. Osunęłam się na podłogę i najzwyczajniej w świecie zaczęłam płakać.
  Ewa zwlokła się z łózka i przyglądała mi się zdezorientowana. Po dłuższej chwili przykucnęła przy mnie, chwyciła moje dłonie i wyszeptała:
- Inga. Co się dzieje?
Nie doczekała się odpowiedzi. Nie byłam w stanie jej udzielić. Próbowałam, ale płacz ściskał mnie za gardło. Mimo wszystko Ewa nie dawała za wygraną.
- Co się dzieje między tobą a Oliwerem?
- Nic. Serio. - Wychlipałam. Ewa spojrzała na mnie spode łba. Wiedziałam, że jej nie oszukam, ale musiałam grać na czas.
- Powiedział ci, że cię kocha?
- Co!? - spojrzałam na nią z przerażeniem.
- Inga, nie trzeba być jasnowidzem, żeby widzieć, że on coś do ciebie czuje.
- Co?! - powtórzyłam. Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Ewa spojrzała na mnie wymownie. - Nie. Nie. Nie! Ewa, daj spokój! - podniosłam się gwałtownie z podłogi.
- Inga tylko błagam cię nie zakreślaj go od razu. To dobry facet. Wszyscy ci to powiedzą.
-Co?! Ewa... to wszystko jest jakieś dziwne... Uważasz, ze on... Przecież to nie ma sensu! Poza tym to najlepszy przyjaciel Tomka... Ja...nie mogłabym przecież...
- Inga, co ty pleciesz?! Tomek nie miałby nic przeciwko!
- Ewa... Przestań! A jeśli nawet... to nie jest takie proste...
- Tak, wiem. - w końcu się uspokoiła. - Ale... tak właściwie to co się stało?
- Ech... nie mam innego wyjścia, prawda? Muszę ci opowiedzieć.
- Nie. Nie masz. - odpowiedziała Ewa z chytrym uśmiechem na ustach.
- No dobra. To było tak...
     I opowiedziałam Ewie o tym, co wydarzyło się wtedy w mojej sypialni. O tym, co wtedy czułam. O tym, co działo się później w moim sercu i głowie. Moja opowieść skończyłam na tym, co wydarzyło się dziś rano. Ewa słuchała w skupieniu. Nie przerywała mi zbyt często, chyba że chciała o coś dopytać. Zawsze była potrafiła słuchać.
- Inga... Na moje oko, to on jest w tobie zakochany po uszy. I to nie od dziś! Tylko dziwi mnie to, że wcześniej tego nie zauważyłaś. Zawsze byłaś lepsza w te klocki ode mnie - uśmiechnęłam się smutno.
- I.. - kontynuowała – Ty też zaczynasz coś do niego czuć... Im szybciej to przed sobą przyznasz tym lepiej - nie odpowiedziałam, ale w głębi serca, wiedziałam, że to prawda.

wtorek, 27 stycznia 2015

Moja opinia: „Szczęściarz”

Autor: Nicholas Sparks
Tytuł oryginału: The Lucky One


Opis książki:

Logan Thibault jest urodzonym szczęściarzem. Służył w piechocie morskiej, ma za sobą służbę w Iraku, gdzie wielokrotnie otarł się o śmierć. Przeżył i wrócił do domu z pamiątką - znalezionym na pustyni zdjęciem młodej kobiety, które traktuje jako talizman. Kiedy w bezsensownym wypadku ginie jego przyjaciel, Logan stawia sobie za cel odszukanie dziewczyny z fotografii. Przemierzając pieszo kraj, odnajduje ją w Hampton, miasteczku w Karolinie Północnej. Beth nie jest jednak księżniczką z bajki, ale rozwódką z dziesięcioletnim synem, która ma sporo kłopotów z byłym mężem, zastępcą szeryfa i wnukiem najbardziej wpływowego obywatela miasta. Pomiędzy mężczyznami wybucha ostra rywalizacja...

Moja opinia:

„Szczęściarz” to jedna z moich ulubionych książek Nicholasa Sparksa. Ciekawa fabuła, dobrze poprowadzona akcja, właściwie do końca książki trzyma w napięciu. Autor jak zwykle w swoich książkach potrafi w niezwykły sposób przedstawiać bohaterów i ich uczucia, co uważam za ogromną zaletę jego tekstów.

Ale dość o samym sposobie jej napisania. Sparks, jak zwykle zresztą, nie ofiaruje nam prostej opowiastki, którą przeczyta się i od razu zapomni. „Szczęściarz” jest książką, która zachęca do przemyśleń. Dla mnie jest nie tylko piękną opowieścią o miłości, ale także próbą zwrócenia uwagi na to, że nie zawsze wszystko jest takie jak nam się wydaje. Sparks pokazuje nam, że czasem musi się coś wydarzyć albo musi pojawić ktoś, kto pomoże nam dostrzec jaka jest prawda. Może rzeczywiście czasem warto po prostu spojrzeć na pewne rzeczy inaczej i dać szansę ludziom i nowym doświadczeniom, których się obawiamy?


Czy i Wy, tak jak ja, jesteście fanami książek tego autora?
Tych, którzy jeszcze nie znają twórczości Nicholasa Sparksa, serdecznie zachęcam do sięgnięcia po którąś z jego książek! :)

Źródło opisu: http://www.wydawnictwoalbatros.com
Źródło obrazka: http://www.empik.com

wtorek, 23 grudnia 2014

Pierwsze urodziny bloga!


 

Moi kochani! To już rok! Dacie wiarę? Chciałabym Wam bardzo podziękować, za to, że jesteście ze mną! Może nie piszę zbyt często, może nie piszę jakoś wybitnie, ale muszę przyznać, że bardzo to polubiłam. Szczerze, to nie wyobrażam sobie, żebym miała z tego zrezygnować. Pamiętam, jakby to było wczoraj, jak ciężko było mi wymyślić pierwszą fabułę, pierwsze zdanie, tak, bym w pełni była z niego zadowolona. Nie było łatwo, ale jakoś się udało. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że spróbowałam. :) Wbrew pozorom pisanie wiele wniosło do mojego życia, dodało mi pewności siebie i pozwoliło rozwinąć skrzydła. :) Dzięki niemu wiele dowiedziałam się o sobie.


Co do podziękowań... Serdecznie chciałabym podziękować mojej siostrze, bo to ona zaszczepiła we mnie pewną myśl, która koniec końców rozwinęła się pomysł stworzenia tego bloga. Muszę również podziękować kilku innym osobom, które udzieliły mi jakże potrzebnego wsparcia – myślę, że będą wiedziały, że to właśnie o nie chodzi. :)


Kochani zbliżają się Święta Bożego Narodzenia! Z tej okazji chciałabym Wam życzyć, żeby mogliście je spędzić w gronie najbliższych Wam osób. Żeby były spokojne, przepełnione miłością i radością. Życzę Wam także, żeby najbliższy rok przyniósł Wam wiele wspaniałych niespodzianek i był znacznie lepszy od poprzedniego! Wszystkiego najlepszego! :)


Pozdrawiam serdecznie,
iskarianna.


Źródło obrazka: www.happybirthday-cards.com

sobota, 6 grudnia 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 17.

   W poniedziałek rano już siedziałam w samochodzie Ewy na fotelu pasażera. Jechałyśmy drogą ekspresową na północ. W radiu speaker zapowiedział kolejną piosenkę, z tych, które chyba wszystkim kojarzą się z latem i wakacjami. Ewa cały czas nawijała wspominając ostatnie wakacje, które spędziłyśmy tylko we dwie. Była bardzo podekscytowana. Ja zresztą też. Już nie mogłam się doczekać kiedy zobaczę morze i poczuję piasek pod stopami.
    Po kilku godzinach jazdy samochodem, zaczęłyśmy odczuwać zmęczenie, ale nawet to nie psuło nam humoru. Ba! Powiedziałabym nawet, że bawiłyśmy się świetnie! Nawet lepiej niż rano. Gadałyśmy, plotkowałyśmy, śpiewałyśmy, grałyśmy w dawno już zapomniane gry z dzieciństwa. Właśnie opowiadałam Ewie o mojej ulubionej bajce, kiedy po naszej prawej stronie spomiędzy drzew wyłoniło się morze. Spokojne, granatowoszare. Skąpane w złocistym blasku upalnego, letniego słońca. Kiedy je zobaczyłam zamilkłam. Po prostu zapomniałam,że przed chwilę cokolwiek mówiłam. W moim sercu nagle pojawiło się ukojenie. Pierwszy raz od dawna czułam się tak spokojnie, jakby wszystkie problemy gdzieś zniknęły, jakby przestały mieć znaczenie. Jakbym została tylko ja i przyszłość. Jakbym zaczynała od zera.
  Jechałyśmy w milczeniu kilka minut. Kiedy woda skryła się na powrót za drzewami głęboko westchnęłam. Po chwili usłyszałam zmartwiony głos Ewy:
- Wszystko w porządku?
- Tak. - odpowiedziałam.
   Po upływie jakiejś godziny byłyśmy już na miejscu. W Łebie. Pod naszym pensjonatem. Wyjmowałyśmy walizki z samochodu i zanosiłyśmy je do naszego wspólnego pokoju. Ewa cały czas coś mówiła, ja byłam raczej milcząca. Sprawy organizacyjne zajęły nam trochę czasu, ale zaraz po tym, jak udało nam się z nimi uporać, przebrałyśmy się w odpowiednie ciuchy i wyruszyłyśmy na poszukiwanie morza. Dojście na plażę zajęło nam jakieś dwadzieścia minut.
    Wspięłam się na wydmę i zobaczyłam Bałtyk w pełnej krasie. Był jeszcze piękniejszy niż go zapamiętałam. Zeszłam w dół, w głąb plaży. Zdjęłam sandały i poczułam pod stopami drobny, ciepły jeszcze piasek. Jak zaczarowana podeszłam do wody. Moje stopy musnęła zimna, słona woda. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w szum fal. Pomimo tego, że wokół mnie było mnóstwo osób, poczułam jakbym była tam sama. Moje stopy zagłębiały się w mokrym piasku, a morska bryza delikatnie łaskotała moją twarz. Znów poczułam jak do mojego serca napływa ukojeniem, które poczułam, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam dziś morze. Stałam tak kilka minut rozkoszując się spokojem i cichą pewnością, że wszystko jakoś się ułoży i będzie dobrze. Potem otworzyłam oczy, i powoli odwróciłam się do Ewy, która jak się okazało stała tuż obok mnie. Moja mina chyba zbiła ją z pantałyku.
- Co? - zapytała niepewnie.
- Dziękuje ci, że mnie tu przywiozłaś.
- Nie ma za co. - odpowiedziała uśmiechając się. Chwyciła moją dłoń i uścisnęła ją.
- Dobrze się czujesz? - zapytała cicho.
- Tak. Dawno tak dobrze się nie czułam.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę! - uśmiechnęła się -To co robimy? Na co masz ochotę?
- Hmm.. nie wiem. Może najpierw chodźmy do portu, a potem wrócimy tutaj? I zostaniemy do zachodu słońca?
- Jak widzę dziś na spokojnie. Mnie pasuje.
   To był udany wieczór. Bardzo spokojny, ale udany. Tak jak ustaliłyśmy najpierw poszłyśmy na molo, a później wróciłyśmy na plażę obejrzeć zachód słońca. Wszędzie było mnóstwo ludzi. Jedni siedzieli w barach i zajadali lokalne przysmaki, inni spędzali czas na plaży, rozmawiając ze znajomymi i sącząc piwo. Jeszcze inni kapali się w morzu lub tylko moczyli nogi. Dzieci budowały zamki z piasku lub inne wyrafinowane budowle.
   Po zachodzie słońca wróciłyśmy do pensjonatu i prawnie od razu położyłyśmy się spać. Byłyśmy wykończone po dniu tak pełnym wrażeń.
     Następnego dnia rano zajęłyśmy się zwiedzaniem Łeby. Byłyśmy też w Słowińskim Parku Narodowym, żeby zobaczyć osławione ruchome wydmy. Dzień był wprawdzie upalny, ale bardzo przyjemny. Po obiedzie, na który zjadłyśmy pyszne grillowane ryby, poszłyśmy opalać się na plażę. Późnym popołudniem wróciłyśmy do pensjonatu.
     Wieczorem już po kąpieli, kiedy siedziałam na łóżku i walczyłam ze swoją cyfrówką (za nic w świecie nie chciała mi pozwolić na zgranie zdjęć na laptopa). Do pokoju weszła Ewa, rzuciła swoją torebkę na podłogę i usiadła na moim łóżku. Popatrzyła mi przez ramię i parsknęła śmiechem:
- Zawsze byłaś uparta! Myślisz, że ona podda się tak łatwo?!
- Zmuszę ją do tego! Zobaczysz! - byłam zdesperowana i bardzo starałam się wygrać to starcie z tym małym, przeklętym ustrojstwem.
- Słuchaj... - powiedziała Ewa już normalnym głosem. - Mam pomysł. Pamiętasz, jak kiedyś uwielbiałaś biegać? Dawało ci to wiele radości. Zawsze dzięki temu byłaś taka zrelaksowana, prawda? Może powinnaś do tego wrócić? Myślę, że to właściwa pora. - spojrzałam na nią zdziwiona. - Nigdy nie chciałaś biegać po plaży? - mówiąc to uniosła jedną brew - Dlaczego właściwie przestałaś?
Zastanowiłam się chwilę nad jej słowami.
- Robert... Nie podobało mu to. Ale może masz rację? Może rzeczywiście powinnam wrócić do biegania? Zawsze pomagało mi to w jakiś sposób pomagało... Tak... – powiedziałam po chwili namysłu - Myślę, że powinnam spróbować. Zacznę od jutra.
- Jesteś pewna?
- Tak. Po co czekać? I tak już czekałam zbyt długo.
- Super. Nie wiedziałam, że tak łatwo pójdzie. Wiesz, nie będę ci towarzyszyć... jakoś zawsze wolałam... fitness? - roześmiała się nerwowo.
- Jasne, rozumiem. Zresztą i tak wolę biegać sama.
- Dobra, chodźmy spać. Jutro kolejny dzień wakacji. Musimy mieć siłę, żeby maksymalnie go wykorzystać.
   Następnego dnia rano wstałam o szóstej, ubrałam wygodne ciuchy i poszłam biegać. Nie było łatwo. Nie powiem. Mimo wszystko minęło sporo czasu od mojego ostatniego joggingu. Ale dawałam radę. Po jakiś dziesięciu minutach byłam już na plaży. Nigdy nie byłam nad morzem o tej porze dnia. Stalowoszare morze miało w sobie jakąś magię, której nie można było doświadczyć ciągu dnia. Plaża była prawie zupełnie pusta. Gdzieniegdzie widać było tylko stada ptaków.
   Biegłam wzdłuż linii wody, kiedy telefon w mojej kieszeni zawibrował. Wyjęłam go i spojrzałam na ekran – przyszedł SMS. Zatrzymałam się, żeby go odczytać. I w tym właśnie momencie ktoś na mnie wpadł. W wyniku uderzenia zachwiałam się, smartphone wyleciał mi z rąk i upadł na piasek. Stanęłam jak wryta, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam, że jakiś facet kuca przede mną i podnosi z piasku mój telefon. Już miałam zacząć się na niego wydzierać, ale podniósł głowę. W mgnieniu oka zrozumiałam kim jest. Wykrztusiłam tylko:
- O mój Boże...
 

sobota, 22 listopada 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 16.

   Mijały dni, tygodnie. Śnieg już dawno stopniał, a dni stawały się coraz dłuższe. Na drzewach zaczęły pojawiać się pierwsze liście, a na ziemi kwiaty. Przyszła wiosna. Z wiosny zrobiło się piękne, upalne lato. Wszystko budziło się do życia. Wszystko oprócz mnie. Wydarzenia, które miały miejsce na początku roku bardzo silnie odcisnęły na mnie swoje piętno. Coś w moim życiu się nieodwracalnie zmieniło. Nie potrafiłam już cieszyć się życiem tak, jak kiedyś. Brać z niego garściami. Nie potrafiłam oddychać pełna piersią. Nadal wiele czasu spędzałam z przyjaciółmi i rodziną, ale nie byłam już taka jak kiedyś: pełna energii, zapału i pewności siebie. Nie spotykałam się z nikim nowym. Bałam się, że tamta historia się powtórzy. Byłam ostrożna. Byłam przerażona. Chyba potrzebowałam dużo czasu, żeby wrócić do siebie.
     Pewnego ciepłego lipcowego wieczora zadzwoniła do mnie Ewa i powiedziała, że musimy jak najszybciej się spotkać. Wydawała się być bardzo podekscytowana. Bardzo zaciekawił mnie jej telefon, więc się zgodziłam pomimo tego, że była jedenasta wieczorem i już właściwie byłam jedną nogą w łóżku. Nazajutrz musiałam wstać wcześnie do pracy. Powiedziałam jej, że czekam u siebie i że zrobię coś lekkiego do jedzenia.
Po jakiś dwudziestu minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Kiedy je otworzyłam zobaczyłam uśmiechniętą Ewę trzymającą w dłoniach butelkę wina. Też się uśmiechnęłam i powiedziałam:
- Co się stało? Jest jakaś okazja do świętowania?
- Można tak powiedzieć - Ewa wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się tajemniczo.
- Powiedz mi co się dzieje? - powiedziałam jeszcze bardziej się uśmiechając. Zwykle kiedy Ewa była w tak dobrym nastroju oznaczało to bardzo dobre wieści.
- Zaraz się wszystkiego dowiesz - powiedziała idąc do kuchni i wyjmując z szafki dwa kieliszki i korkociąg. Nalała wino do kieliszków. Po czym poszła do salonu, usadowiła się wygodnie na kanapie, podała mi kieliszek i pociągnęła łyk ze swojego. Zamknęła oczy delektując się smakiem swojego ulubionego wina. Kiedy na powrót je otworzył spojrzała na mnie uśmiechając się szeroko i powiedziała:
- Mam dla ciebie niespodziankę. Mam nadzieje, że ci się spodoba, bo długo się nad nią męczyłam.
- Tak? Jaką? - zapytałam zaciekawiona i upiłam trochę ze swojego kieliszka. Zawsze lubiłam niespodzianki.
- Zaraz się wszystkiego dowiesz. Najpierw muszę przygotować grunt. Powiedz mi, od przyszłego tygodnia masz urlop, prawda? Dwa tygodnie?
- Tak – odpowiedziałam trochę zdezorientowana.
- I nigdzie się nie wybierasz? Ostatnio mówiłaś, że zamierzasz zostać w domu, czytać książki, oglądać filmy. Pojechać do dziadków i rodziców. Ogólnie mówiąc - nudzić się jak mops i zmarnować dwa tygodnie upalnych wakacji?
- No tak... Nie mam ochoty na nic innego... – powiedziałam zasmucona. Kiedy usłyszałam jakie są moje plany z ust innych niż moje, poczułam, jak bardzo jestem żałosna.
- Dobra. Mam nadzieje, że jeszcze pamiętasz co to takiego bikini i masz jakieś?
- Eee... mam. Ale po co mi bikini?
- Bikini będzie ci potrzebne, kiedy będziesz leżała na plaży i wygrzewała się na słońcu jak kawałek bekonu na patelni! Jedziemy na wakacje!
- Co?! - zawołałam zaskoczona. Swoją drogą powinnam była się tego spodziewać. Znałam Ewę od dziecka i już nie raz wpadała na takie pomysły.
- To co słyszysz – uśmiechnęła się szeroko – w przyszłym tygodniu jedziemy razem nad morze. Zacznij się szykować. Co, nie cieszysz się?
- Sama nie wiem. Zaskoczyłaś mnie. Muszę to przemyśleć.
- Oj, przestań! No, zgódź się. Będzie fajnie! Zobaczysz!
Przez chwilę nie miałam pojęcia co zrobić. Nie miałam najmniejszej ochoty nigdzie wyjeżdżać. Ale w głębi serca wiedziałam, że może być fajnie. Siedziałam i myślałam. I nawet nie wiem kiedy i dlaczego powiedziałam:
- Dobrze – mimowolnie się uśmiechając.
- Jeszcze mi podziękujesz – powiedziała zadowolona Ewa biorąc kolejny łyk wina.
    Rozmawiałyśmy z Ewą do późna ustalając wszystkie szczegóły wyjazdu. Następnego dnia do pracy poszłam trochę wykończona, ale, co mnie zaskoczyło, szczęśliwsza. Dawno nie miałam tak dobrego humoru. Kiedy Laura zapytała mnie co się stało opowiedziałam jej o wyjeździe nad morze z Ewą. Powiedziała, że bardzo się cieszy i że wydaje jej się, iż dobrze mi to zrobi.
   Przez kolejny tydzień miałam do załatwienia bardzo dużo spraw związanych z wyjazdem. W sumie, to nawet się cieszyłam. Dawno już nie byłam na wakacjach tylko z Ewą. Zwykle jeździliśmy w trójkę (z Robertem) lub w czwórkę (z Robertem i Darkiem – byłym facetem Ewy). Zapowiadało się całkiem ciekawie. Szczerze? To nie mogłam się doczekać!
 

niedziela, 9 listopada 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 15.

- Ingo. Dzwoniła do mnie Laura. Nie wiem jakim cudem do tego doszło, ale ktoś rozesłał informację do twoich klientów o tym, że sprzedajesz ich dane osobowe. Klienci są... delikatnie mówiąc... zaniepokojeni ta sytuacją. Parę osób zgłosiło to już na policję. W banku panuje rozgardiasz. Twoja przełożona jest wściekła. A policja właśnie zabezpiecza twój komputer. Masz jak najszybciej pojawić się na posterunku. Inaczej sami po ciebie przyjadą.
- Co?! Przecież to nieprawa!
- Wiem.
- Jakim cudem?! Kto mógł... O mój Boże... Robert!
- Robert?!
- Tak! A któż by inny? Dostałam dzisiaj od niego to! - poderwałam się z podłogi i pobiegłam do kuchni po paczkę za zdjęciami. Wróciłam do sypialni i podałam ją Tomkowi. Tomek usiadł na łóżku i zaczął przeglądać zawartość. Ja w tym czasie nerwowo chodziła po pokoju.
- Jesteś pewna, że to Robert? - zapytał zdenerwowany Tomek.
- Tak – odpowiedziałam siadając obok Tomka – jestem pewna. Poznaję jego pismo. Mój Boże. On chce się zemścić. Chce mnie zniszczyć. Najgorsze jest to, że mu się to udaje.
Nie byłam już w stanie dłużej wytrzymać. Rozpłakałam się. Na szczęście miałam Tomka. Objął mnie i mocno przytulił. Po chwili milczenia, kiedy już trochę się uspokoiłam Tomek spokojnym głosem wyszeptał:
- Ingo, myślę, że powinnaś z tym pójść na policję. To wszystko jest bardzo niebezpieczne. Wydaje mi się, że on jest nieobliczalny. A ta cała sprawa z sprzedażą danych osobowych może dla ciebie źle się skończyć. Trzeba to wszystko jak najszybciej wyjaśnić!
- Tak. Masz rację. Muszę coś z tym zrobić... A jeśli nie uda mu się tego udowodnić? Jeśli nie uda się tego już odkręcić? Jeśli pójdę za to do więzienia?
- Nie martw się na zapas. Zrobimy wszystko, żeby się to dobrze dla ciebie skończyło. Przecież nic złego nie zrobiłaś. Wydaj mi się, że bez problemu uda nam się udowodnić twoją niewinność. Gorzej będzie z udowodnieniem winy Robertowi. Ale pamiętaj, że nasz ojciec jest prawnikiem, a ojciec Oliwera podkomisarzem policji. Oni na pewno nam pomogą. Właśnie, gdzie jest Oliwer?
W tym momencie zatkało mnie. Nie wiedziałam co powiedzieć Tomkowi. Nie mogłam mu powiedzieć o tym, co zaszło między mną a Oliwerem. Po dosyć długim, niezręcznym milczeniu udało mi się wydukać:
- Musiał wyjść.
- Musiał wyjść? - zapytał Tomek zdziwiony. Nie tyle moją odpowiedzią, co sposobem w jaki to powiedziałam. Niestety Tomek zawsze był wyczulony na takie rzeczy. Ja miałam podobnie, zawsze wyczuwałam uczucia mojego rozmówcy.
- Tak. - odpowiedziałam szybko.
- No dobrze, skoro tak mówisz. Jesteś w stanie zmierzyć się z tą całą sytuacją? Czy potrzebujesz jeszcze chwili?
Wstałam z łóżka. Wzięłam kilka głębokich oddechów. Wyprostowałam się. Zacisnęłam pięści i powiedziałam:
- Chociaż jestem wycieńczona psychicznie i fizycznie. Tak. Jestem gotowa. Chodźmy na policję. Najwyższy czas z tym wszystkim skończyć.
    Następne tygodnie nie były dla mnie łatwe. Powiedziałabym nawet, że przeszłam przez piekło. Robert się już o to postarał. Na szczęście udało się dowieść mojej niewinności w sprawie rzekomej sprzedaży danych osobowych. Nie znaleziono żadnych dowodów przeciwko mnie. Policji udało się natomiast znaleźć dowody na to, że za wszystkim stał Robert. Skumał się z jakimś hakerem, który rozesłał maile wygenerowane niby to przez bank, w którym pracowałam. Hakera udało się złapać. Okazało się, że jest od dawna poszukiwany przez policje. Ostatecznie policja oraz bank wydała do publicznej wiadomości oświadczenie, że nie doszło do handlu danymi osobowymi i że jestem niewinna. Udało się również dowieść, że to Robert wysiał mi paczkę ze zdjęciami i próbował mnie pobić. Jednym słowem udowodniono mu wszystko, czego się dopuścił przeciwko mnie. Sprawę skierowano do sądu. Sad oskarżył go o to i owo i wyznaczył odpowiednia karę. Dostałam też odpowiednie odszkodowanie. Najbardziej jednak ucieszył mnie zakaz zbliżania się jaki Robert otrzymał od sadu. To była jedna z najlepszych rzeczy jaka przytrafiła mi się od kilku miesięcy. W ten sposób Robert definitywnie zniknął z mojego życia.
    Jeśli chodzi o Oliwera. Nie widziałam go od tamtych wspólnych chwil spędzonych w mojej sypialni. Aż do czasu.

niedziela, 5 października 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 14.

    Minęła dobra chwila kiedy wreszcie jego usta oderwały się od moich. Kiedy Oliwer delikatnie odsunął się ode mnie spojrzałam na niego. Nie patrzył na mnie, tylko w dół. Chciałam nawiązać z nim kontakt. Chciałam zrozumieć. Żeby zwrócić jego uwagę wyszeptałam jego imię. Na dźwięk moich słów podniósł wzrok i spojrzał mi prosto w oczy. To, co zobaczyłam w jego twarzy, przeraziło mnie.
   Wzrok Oliwera był przepełniony strachem, niepewnością i smutkiem. Wydawało mi się, że jego oczy próbują mi powiedzieć, że zrobił coś niewybaczalnego. Coś, czego nigdy w życiu nie powinien był robić. Trwało to zaledwie ułamek sekundy, bo zaraz potem spuścił wzrok i wyszeptał:
- Przepraszam cię Ingo. Tak strasznie cię przepraszam.
    Po czym szybko wstał z podłogi i zaczął zbierać swoje narzędzia rozrzucone po całej sypialni. Mówił coś o łóżku i materacu, ale tak naprawdę nie słuchałam co do mnie mówi. Nadal siedziałam na podłodze w tym samym miejscu co wcześniej. Wpatrywałam się w ścianę. Palcami bezwiednie dotykałam moich ust. Miałam wrażenie, że jego usta wciąż dotykają moich. Słowa, które wypowiadał Oliwer nie docierały do mnie. Odnosiłam wrażenie, że są tylko bliżej nieokreślonym szmerem. Kiedy jednak ten szmer ucichł ocknęłam się. Rozejrzałam się po sypialni. Oliwer stał przy drzwiach z skrzynią narzędzi w dłoniach. Patrzył na mnie tym samym wzrokiem co przed chwilą.
- Przepraszam cię Ingo. To nie powinno było się wydarzyć.
- Nie powinno – odpowiedziałam bezbarwnym głosem.
- To moja wina. Tak strasznie cię przepraszam.
- Nie. Ja też brałam w tym udział. To przecież ja ciebie...
- Lepiej będzie jak już pójdę.
Kiwnęłam tylko głową i już go nie było.
   Po wyjściu Oliwera nadal siedziałam na podłodze. Starałam się zebrać myśli. Co nie było łatwe. Byłam zagubiona. Czułam się okropnie. Niecały miesiąc po rozstaniu z narzeczonym całuję się z innym mężczyzną. Ba! Z nie byle kim! Bo z najlepszym przyjacielem mojego brata. Dlaczego? Co było ze mną nie tak? Przez głowę przewijało mi się wiele myśli. Zastanawiałam się kto właściwie kogo pocałował. Czy Oliwer mnie, czy ja jego? Na początku wydawało mi się, że to ja... Ale teraz nie byłam już niczego pewna. Byłam pewna jedynie tego, że Oliwer nie zrobił tego celowo. Znałam go dobrze. Byłam pewna, że nie należy do osób, które wykorzystują sytuację. Może jednak to co się stało było tylko i wyłącznie moją winą? A jeśli przez to stracę również Oliwera? Może nie byliśmy przyjaciółmi, spotykaliśmy się rzadko, ale wiedziałam, że zawsze mogę na niego liczyć. Nie mogłam stracić jeszcze jego. Nie teraz, kiedy ludzie, którym mogłam ufać byli mi tak bardzo potrzebni. Byłam w rozsypce. Miałam wrażenie, że wszystko, czego w ostatnim czasie dotykam rozsypuje się i znika. Dlaczego cały czas pakuję się w jeszcze większe bagno?
   Ale ten pocałunek. Był... niesamowity... Nigdy nie czułam czegoś takiego. Nigdy, nikt nie całował mnie w taki sposób jak Oliwer. Poczułam jakbym... choć brzmi to niedorzecznie... jakbym znalazła się na właściwym miejscu. Jakby to wszystko, co się wydarzyło. Wydarzyło się tylko po to, żeby mogło dojść do tego pocałunku. Te myśli mnie przerażały. Jak mogłam sądzić, że rozstałam się z Robertem po to, żeby całować się z Oliwerem? W ogóle cała ta sytuacja była chora. Zamiast martwić się tym, że mój były narzeczony – psychopata mnie nęka, śledzi i Bóg wie co jeszcze, nie mogłam przestać myśleć o przyjacielu mojego brata.
   W tym momencie wiedziałam tylko jedno. Teraz moje życie było już całkowicie pogmatwane. A ja przez tą całą sytuację zaczynałam wariować.
  Z zamyślenia wyrwał głos. Głos Tomka. Podniosłam wzrok na drzwi i zobaczyłam go. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie i już wiedziałam, że stało się coś złego.
 

środa, 1 października 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 13.

    Były w niej zdjęcia. Mnóstwo zdjęć. Moich zdjęć. Zrobione w przeciągu ostatnich kilku dni. Ja, w różnych sytuacjach. Podczas zakupów, w pracy, w trakcie jazdy samochodem, podczas spotkań z Ewą, Laurą i Tomkiem. W mieszkaniu. Kiedy przechadzałam się po nim w samej bieliźnie. Na samym dnie paczki był liścik:


Bardzo za Tobą tęsknię najdroższa!
Nie potrafię wytrzymać ani chwili bez Ciebie!
 
Tak łatwo mi nie uciekniesz myszko!
 
Twój kotek.


    Przez kolejne kilkadziesiąt sekund wpatrywałam się w papier, na którym widniały starannie wykaligrafowane słowa. Słowa wykaligrafowane pismem, które bardzo dobrze znałam. Które kiedyś uwielbiałam i byłam pod wrażeniem tego, że mężczyzna potrafi tak ładnie pisać. Dziś, stało się ono dla mnie przekleństwem. Nie mogłam uwierzyć, że Robert był zdolny do czegoś takiego. Czułam, że tak naprawdę nie znam i nigdy nie znałam tego człowieka. Jakim cudem udało mu się tak bardzo i tak długo mnie oszukiwać?! Po chwili osłupienia zdałam sobie sprawę, że i w tym momencie mogę być obserwowana. Wrzuciłam liścik do kartonu i zaczęłam biegać po całym mieszkaniu zasuwając zasłony w oknach. Kiedy wbiegłam do sypialni potknęłam się o coś, co leżało na podłodze. Przewróciłam się. Kiedy próbowałam się podnieść z posadzki, zobaczyłam nad sobą rozmazaną twarz Roberta z okropnym uśmieszkiem na ustach. Usłyszałam szyderczy śmiech. Na domiar złego Robert podniósł mnie i starał się przytulić do siebie. Widząc co się dzieje zaczęłam krzyczeć:
- Zostaw mnie Robert! Zabierz łapy ty potworze!
Oszalała z przerażenia uderzałam pięściami o jego piersi. Próbowałam się wyrwać. Ale uścisk nie zelżał. Po kilkunastu sekundach zaczął docierać do mnie inny znajomy, przerażony głos. Słyszałam go jakby z oddali. Z bardzo, bardzo daleka:
- Inga, to ja Oliwer! Nie bój się! Nie zrobię ci krzywdy! Roberta tu nie ma! To ja Oliwer! Słyszysz?! Uspokój się! Nic ci nie grozi!
   Musiała minąć dobra chwila nim zrozumiałam znaczenie tych słów. Przestałam się szarpać. Zamknęłam oczy i otworzyłam je na powrót. Nie widziałam już Roberta. Przede mną stał Oliwer.
Kiedy wreszcie zdałam sobie sprawę z tego co zaszło, poczułam się bardzo zmęczona. Osunęłam się z powrotem na podłogę i zaczęłam płakać. Oliwer usiadł obok i objął mnie. Nie wyrwałam się. Chyba po prostu tego potrzebowałam. Potrzebowałam czyiś ramion, w których poczuję się bezpiecznie.
     Długo płakałam. Oliwer nie mówił nic. Tylko mnie przytulał. Kiedy trochę się uspokoiłam opowiedziałam mu o przesyłce, która dzisiaj otrzymałam. Był w szoku. Na początku nie wiedział co powiedzieć, później jednak zaczął mnie pocieszać i szukać wyjścia z tej sytuacji. Zaproponował, abym poszła z tym na policję, bo cała ta sytuacja zaczyna się robić dla mnie niebezpieczna. Przyznałam mu rację. Później długo rozmawialiśmy o innych wydarzeniach, które miały miejsce w ostatnim czasie. O moim rozstaniu z Robertem, o Świętach Bożego Narodzenia, o pomocy jaką otrzymałam od moich przyjaciół, o tym jak Robert przyjechał po swoje rzeczy i prawie mnie pobił. Później Oliwer, chcąc odwrócić moją uwagę od przykrych spraw, zaczął opowiadać o tym, co obecnie działo się w jego życiu. O pracy, którą ostatnio zmienił. O dziewczynie, która nie potrafiła go zaakceptować takim jaki jest i zostawiła go. Słuchałam jego opowiadań z zaciekawieniem. Dzięki jego słowom chociaż na chwilę udało mi się zapomnieć o moich problemach. Słuchałam i słuchałam i nawet nie wiem kiedy udało mi się zasnąć.
    Po pewnym czasie obudziłam się z okropnym bólem głowy. Było już ciemno. Kiedy delikatnie się poruszyłam, poczułam, że Oliwer nadal mnie obejmuje. Spojrzałam na niego. Nie spał. Wpatrywał się w ścianę zmartwionym wzrokiem. Kiedy zauważył, że się obudziłam, spojrzał na mnie i uśmiechnął się smutno. Odwróciłam wzrok i powiedziałam:
- Dziękuję, że tu jesteś.
- Cieszę się, ze mogę pomóc. Jeśli kiedyś będziesz czegoś potrzebowała, wiedz, że możesz na mnie liczyć.
- Wiem. Zawsze mogłam na ciebie liczyć.
     I w tej chwili coś się we mnie zmieniło. Spojrzałam na Oliwera inaczej niż dotychczas. Popatrzyłam na niego nie jak na najlepszego przyjaciela mojego brata, ale jak na mężczyznę. Znaliśmy się od lat, a mnie wydało się, że widzę go po raz pierwszy w życiu. Zauważyłam w nim wiele rzeczy, których nie dostrzegałam do tej pory. Może nie był specjalnie przystojny, ale miał w sobie coś przeciągającego uwagę. Był bardzo męski, ale oczy miały łagodny wyraz. Zawsze mi pomagał. Nigdy mnie nie zawiódł.
    Potrząsnęłam głową, żeby się ocknąć i opamiętać. Ale niestety. Nie udało mi się pozbyć myśli, która właśnie pojawiła się w mojej głowie.
      Nagle poczułam coś, czego absolutnie nie powinnam czuć w tej sytuacji. Co gorsza zrobiłam coś wbrew rozsądkowi. Zanim zdążyłam zebrać myśli, było już za późno. Pocałowałam go. Zresztą, ze wzajemnością. To był długi, namiętny pocałunek. W dodatku poczułam coś, czego nigdy nie czułam, kiedy całowałam się z Robertem.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Moja opinia: "Coś pożyczonego"

Autor: Emily Giffin
Tytuł oryginału: Something Borrowed


Opis książki: 

Przebojowa Darcy i rozważna Rachel są najlepszymi przyjaciółkami. Mimo rożnic charakterów darzą się pełnym zaufaniem. Jedna noc wszystko zmienia. Kiedy Rachel budzi się u boku Deksa, narzeczonego Darcy, wie, że nic już nie będzie tak jak dawniej. Bo Rachel zakochuje się w Deksie, a data jego ślubu z Darcy jest coraz bliższa...


Moja opinia:

Dla mnie ta książka jest nie tylko opowieścią o miłości, przyjaźni, zaufaniu i zdradzie. Dla mnie opowiada o czymś znacznie ważniejszym. O tym, że czasem warto, mimo wszystko, walczyć o to czego się pragnie i o czym się marzy. O tym, że w każdej chwili można coś zmienić w swoim życiu. I chociaż może okazać się to bardzo trudne. Jest to realne. A w wielu przypadkach warte zachodu i trudu jaki się w to włoży. Dla mnie „Coś pożyczonego” jest to opowieścią o trudnych wyborach, które warto dokonać.

Uważam, że "Coś pożyczonego"jest bardzo ciekawą i dobrze napisaną książką. Nie można się przy niej nudzić. Ja przeczytałam ją jednym tchem.

Pamiętajcie, że to jest tylko moja opinia. Co Wy myślicie na temat tej pozycji?
Tych których nie mieli jeszcze przyjemności się z nią zapoznać zachęcam do lektury!


źródło opisu: Wydawnictwo Otwarte, 2009
źródło obrazka: www.otwarte.eu

niedziela, 10 sierpnia 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 12.

    Przez następne kilka dni wszyscy się starali abym nie zostawała sama – cały czas była za mną Ewa lub Laura (moja koleżanka z pracy) albo Tomek. Ciągle niespokojnie spoglądałam na telefon, podchodziłam do drzwi i zerkałam przez wizjer. Byłam przerażona. Tydzień po moim ostatnim spotkaniu z Robertem zaczęłam się uspakajać. Miałam nadzieję, że Robert odpuści. W drugiej połowie stycznia udało mi się wreszcie sprzedać stare łóżko i kupić nowe.
Było słoneczne popołudnie kiedy sprzątałam sypialnię i czekałam na mojego brata i jego przyjaciela Oliwera, którzy mieli przywieść mój nowy nabytek ze sklepu. Nie mogłam się doczekać. W końcu będę miała szansę się dobrze wyspać. Tak, nadal spałam na kanapie.
   Kiedy pod moją kamienicę podjechał granatowy samochód Tomka prawie sfrunęłam po schodach. Pomogłam Tomkowi i Oliwerowi wnieść pudła i materac na górę. Kiedy już wszystkie części mojego łóżka znajdowały się na górze, a faceci zajmowali się wyjmowaniem ich z pudeł, poszłam do kuchni przygotować coś do picia. Podczas gdy krzątałam się po kuchni zadzwonił telefon Tomka. Chwilę później do kuchni wszedł Tomek i powiedział mi, że musi na chwilę wyjść. Powiedział też, że mam się nie martwić, bo Oliwer zostanie i zajmie się składaniem łóżka. Odpowiedziałam, że nie ma problemu, że jakoś sobie poradzimy. Po wyjściu Tomka poszłam do sypialni i pomagałam Oliwerowi składać moje łóżko. Rozmawialiśmy niewiele. O Robercie prawie wcale. Oliwer powiedział tylko, że słyszał od Tomka o całej tej sytuacji i bardzo jest mu przykro z powodu tego, co się stało. Dodał też, że jeśli będę potrzebowała czegokolwiek zawsze mogę się do niego zwrócić.
    Po parunastu minutach od wyjścia Tomka rozległ się dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Pewna, że to Tomek. Ale tak nie było. Okazało się, że to kurier. Przyniósł dla mnie paczkę. Byłam bardzo zaskoczona, ponieważ nie oczekiwałam na żadną przesyłkę. Podpisałam gdzie trzeba, podziękowałam i wróciłam do mieszkania. Paczkę postawiłam na stole w kuchni i zabrałam się do rozpakowywania. Otworzyłam ją i zaczęłam przeglądać zawartość. To co zobaczyłam odebrało mi dech w piersiach.