wtorek, 22 lipca 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 9.

      Pozostałe świąteczne dni, które spędziłam z rodziną przebiegły spokojnie. Na rozmowach, obadaniu się i zabawie. Tak zabawie. Dorośli czasem potrafią bawić się lepiej od dzieci. W końcu za namową Ewy i Tomka powiedziałam rodzicom o Robercie. Byli zmartwieni i zadawali dużo pytań. Jak to się stało? Co zamierzam teraz zrobić? Jak będzie wyglądała moja przyszłość? I tym podobnie. Starałam się cierpliwie na nie odpowiadać, ale nie na wszystkie z nich znałam odpowiedzi. Ostatecznie reakcja moich rodziców nie była tak zła jak się spodziewałam i udało mi się to jakoś przeżyć.
    Kiedy nadeszła pora rozstanie nie czułam się za dobrze. Bałam się. Bałam się pustego mieszkania i przyszłości. Jak dotąd miałam plan. Wiedziałam czego chcę. Wiedziałam jak to osiągnąć. A teraz nie miałam nic. Zaczynałam od zera. Musiałam wszystko poukładać od nowa. Ale byłam silna. Wiedziałam, że mi się uda, że dam sobie radę. Chociaż będzie to piekielnie trudne.
      Kiedy wróciłam do domu było źle. Wszystkie wspomnienia wróciły. Te dobre przeplatały się z tymi złymi. Raz chciało mi się płakać, innym razem miałam ochotę rozbić sobie głowę o ścianę. Po trzech godzinach rozmyślania o całej tej sytuacji byłam zrozpaczona i potwornie zmęczona. Postanowiłam wziąć się w garść. Być silna. Wstałam i zabrałam się do pracy. Poszukałam w Internecie nowego łóżka. Nie byłam w stanie spać w starym, a kanapa nie należała do najwygodniejszych na świecie. Po godzinie poszukiwań znalazłam odpowiednie niedrogie łóżko. Postanowiłam, że we wtorek po pracy pojadę do sklepu je zobaczyć i ewentualnie kupić. Musiałam jeszcze coś zrobić z tym starym. Poszłam do sypialni zrobiłam mu kilka fotek. Przygotowałam zachęcający do jego kupna opis na komputerze. Kiedy już kupię nowe łóżko, stare sprzedam na jakimś portalu internetowym.
      Kiedy kończyłam opisywać moje stare cudownie wygodne łóżko zadzwonił telefon. Ewa. Po krótkiej rozmowie zaproponowała, że wpadnie do mnie dziś wieczorem coś zjeść i pogadać. Zgodziłam się bez większego namysłu. Doszłam do wniosku, że muszę od nowa nauczyć się gospodarować wolnym czasem, a spotkanie z Ewą mogło być tego dobrym początkiem. Nie pamiętałam kiedy ostatnio spędziłam z nią wieczór na pogawędce przy winie. Przez resztę popołudnia starałam się zrobić wszystko, żeby nie myśleć o Robercie i skupić się na tu i teraz. Poszłam do kuchni i przygotowałam przekąski na wieczór, poza tym starałam się zapełnić wolne miejsce w szafach, tak jakby Robert nigdy nie mieszkał w tym mieszkaniu. Wieczorem przyszła Ewa. Siedziałyśmy na kanapie i popijając wino gadałyśmy do późna. Dzięki jej towarzystwu i rozmowie, którą przeprowadziłyśmy nieco jaśniej spojrzałam na sytuację. Teraz byłam już pewna, że dam sobie radę i zaczęłam mieć nadzieję, że rozstanie z Robertem wyjdzie mi na dobre. Ewa zawsze wiedziała jak podnieść mnie na duchu.

2 komentarze:

  1. Ewa - czyżby siostra bliźniaczka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa jest młodszą siostrą Ingi, ale to jej bratnia dusza. Bardzo dobrze się znają i rozumieją :)

      Usuń