czwartek, 14 sierpnia 2014

Moja opinia: "Coś pożyczonego"

Autor: Emily Giffin
Tytuł oryginału: Something Borrowed


Opis książki: 

Przebojowa Darcy i rozważna Rachel są najlepszymi przyjaciółkami. Mimo rożnic charakterów darzą się pełnym zaufaniem. Jedna noc wszystko zmienia. Kiedy Rachel budzi się u boku Deksa, narzeczonego Darcy, wie, że nic już nie będzie tak jak dawniej. Bo Rachel zakochuje się w Deksie, a data jego ślubu z Darcy jest coraz bliższa...


Moja opinia:

Dla mnie ta książka jest nie tylko opowieścią o miłości, przyjaźni, zaufaniu i zdradzie. Dla mnie opowiada o czymś znacznie ważniejszym. O tym, że czasem warto, mimo wszystko, walczyć o to czego się pragnie i o czym się marzy. O tym, że w każdej chwili można coś zmienić w swoim życiu. I chociaż może okazać się to bardzo trudne. Jest to realne. A w wielu przypadkach warte zachodu i trudu jaki się w to włoży. Dla mnie „Coś pożyczonego” jest to opowieścią o trudnych wyborach, które warto dokonać.

Uważam, że "Coś pożyczonego"jest bardzo ciekawą i dobrze napisaną książką. Nie można się przy niej nudzić. Ja przeczytałam ją jednym tchem.

Pamiętajcie, że to jest tylko moja opinia. Co Wy myślicie na temat tej pozycji?
Tych których nie mieli jeszcze przyjemności się z nią zapoznać zachęcam do lektury!


źródło opisu: Wydawnictwo Otwarte, 2009
źródło obrazka: www.otwarte.eu

niedziela, 10 sierpnia 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 12.

    Przez następne kilka dni wszyscy się starali abym nie zostawała sama – cały czas była za mną Ewa lub Laura (moja koleżanka z pracy) albo Tomek. Ciągle niespokojnie spoglądałam na telefon, podchodziłam do drzwi i zerkałam przez wizjer. Byłam przerażona. Tydzień po moim ostatnim spotkaniu z Robertem zaczęłam się uspakajać. Miałam nadzieję, że Robert odpuści. W drugiej połowie stycznia udało mi się wreszcie sprzedać stare łóżko i kupić nowe.
Było słoneczne popołudnie kiedy sprzątałam sypialnię i czekałam na mojego brata i jego przyjaciela Oliwera, którzy mieli przywieść mój nowy nabytek ze sklepu. Nie mogłam się doczekać. W końcu będę miała szansę się dobrze wyspać. Tak, nadal spałam na kanapie.
   Kiedy pod moją kamienicę podjechał granatowy samochód Tomka prawie sfrunęłam po schodach. Pomogłam Tomkowi i Oliwerowi wnieść pudła i materac na górę. Kiedy już wszystkie części mojego łóżka znajdowały się na górze, a faceci zajmowali się wyjmowaniem ich z pudeł, poszłam do kuchni przygotować coś do picia. Podczas gdy krzątałam się po kuchni zadzwonił telefon Tomka. Chwilę później do kuchni wszedł Tomek i powiedział mi, że musi na chwilę wyjść. Powiedział też, że mam się nie martwić, bo Oliwer zostanie i zajmie się składaniem łóżka. Odpowiedziałam, że nie ma problemu, że jakoś sobie poradzimy. Po wyjściu Tomka poszłam do sypialni i pomagałam Oliwerowi składać moje łóżko. Rozmawialiśmy niewiele. O Robercie prawie wcale. Oliwer powiedział tylko, że słyszał od Tomka o całej tej sytuacji i bardzo jest mu przykro z powodu tego, co się stało. Dodał też, że jeśli będę potrzebowała czegokolwiek zawsze mogę się do niego zwrócić.
    Po parunastu minutach od wyjścia Tomka rozległ się dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Pewna, że to Tomek. Ale tak nie było. Okazało się, że to kurier. Przyniósł dla mnie paczkę. Byłam bardzo zaskoczona, ponieważ nie oczekiwałam na żadną przesyłkę. Podpisałam gdzie trzeba, podziękowałam i wróciłam do mieszkania. Paczkę postawiłam na stole w kuchni i zabrałam się do rozpakowywania. Otworzyłam ją i zaczęłam przeglądać zawartość. To co zobaczyłam odebrało mi dech w piersiach.

wtorek, 29 lipca 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 11.

    Nie zdążył. Z kuchni przybiegł Tomek. Odepchnął go. I krzyknął:
– Co ty do cholery robisz?!
– Nie wtrącaj się!
– Właśnie, że będę się wtrącał.
Robert spojrzał na mnie i wycedził:
– Widzę, że znalazłaś sobie obrońce. Jesteś żałosna. Jeszcze bardziej niż mi się wydawało.
– Coś ty powiedział! Nie będziesz jej obrażał i bił! – krzyknął Tomek.
– Co? Boli cię świadomość, że masz tak beznadziejną siostrę?! Że nie potrafi sobie z niczym poradzić? Żal mi was.
      Tomek nie wytrzymał. Podszedł do Roberta i uderzył go pięścią w twarz, a później w brzuch. Robert skulił się pod uderzeniem, ale nie upadł. Po chwili wyprostował się i skierował się do wyjścia. Chyba uznał, że nie ma z większych szans w walce z Tomkiem. Zanim wyszedł zawołał jeszcze do Tomka, żeby oddał mu jego rzeczy. Tomek odpowiedział, że ma poczekać na zewnątrz i zachowywać się choć odrobinę jak człowiek. Ja podczas całego zajścia starałam się zachować spokój i nie płakać, ale kiedy Robert wyszedł nie mogłam już panować nad sobą. Usiadłam na podłodze i zalałam się łzami. Tomek przykucnął i przytulił mnie. Musiało minąć dobre pół godziny zanim się uspokoiłam. Tomek cały czas był przy mnie. Później wstał, powiedział, że załatwi tę sprawę z Robertem i wyszedł. Wrócił za dwadzieścia minut z Ewą. Musiał do niej zadzwonić, kiedy wyszedł z mojego mieszkania. Usiedliśmy w trójkę w salonie i rozmawialiśmy do późna. Cała ta sytuacja zaczęła mnie przerastać. Bałam się, że Robert nie odpuści tak łatwo. Bałam się go. Bałam się osoby, którą jeszcze kilka dni temu kochałam najbardziej w świecie.