środa, 1 października 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 13.

    Były w niej zdjęcia. Mnóstwo zdjęć. Moich zdjęć. Zrobione w przeciągu ostatnich kilku dni. Ja, w różnych sytuacjach. Podczas zakupów, w pracy, w trakcie jazdy samochodem, podczas spotkań z Ewą, Laurą i Tomkiem. W mieszkaniu. Kiedy przechadzałam się po nim w samej bieliźnie. Na samym dnie paczki był liścik:


Bardzo za Tobą tęsknię najdroższa!
Nie potrafię wytrzymać ani chwili bez Ciebie!
 
Tak łatwo mi nie uciekniesz myszko!
 
Twój kotek.


    Przez kolejne kilkadziesiąt sekund wpatrywałam się w papier, na którym widniały starannie wykaligrafowane słowa. Słowa wykaligrafowane pismem, które bardzo dobrze znałam. Które kiedyś uwielbiałam i byłam pod wrażeniem tego, że mężczyzna potrafi tak ładnie pisać. Dziś, stało się ono dla mnie przekleństwem. Nie mogłam uwierzyć, że Robert był zdolny do czegoś takiego. Czułam, że tak naprawdę nie znam i nigdy nie znałam tego człowieka. Jakim cudem udało mu się tak bardzo i tak długo mnie oszukiwać?! Po chwili osłupienia zdałam sobie sprawę, że i w tym momencie mogę być obserwowana. Wrzuciłam liścik do kartonu i zaczęłam biegać po całym mieszkaniu zasuwając zasłony w oknach. Kiedy wbiegłam do sypialni potknęłam się o coś, co leżało na podłodze. Przewróciłam się. Kiedy próbowałam się podnieść z posadzki, zobaczyłam nad sobą rozmazaną twarz Roberta z okropnym uśmieszkiem na ustach. Usłyszałam szyderczy śmiech. Na domiar złego Robert podniósł mnie i starał się przytulić do siebie. Widząc co się dzieje zaczęłam krzyczeć:
- Zostaw mnie Robert! Zabierz łapy ty potworze!
Oszalała z przerażenia uderzałam pięściami o jego piersi. Próbowałam się wyrwać. Ale uścisk nie zelżał. Po kilkunastu sekundach zaczął docierać do mnie inny znajomy, przerażony głos. Słyszałam go jakby z oddali. Z bardzo, bardzo daleka:
- Inga, to ja Oliwer! Nie bój się! Nie zrobię ci krzywdy! Roberta tu nie ma! To ja Oliwer! Słyszysz?! Uspokój się! Nic ci nie grozi!
   Musiała minąć dobra chwila nim zrozumiałam znaczenie tych słów. Przestałam się szarpać. Zamknęłam oczy i otworzyłam je na powrót. Nie widziałam już Roberta. Przede mną stał Oliwer.
Kiedy wreszcie zdałam sobie sprawę z tego co zaszło, poczułam się bardzo zmęczona. Osunęłam się z powrotem na podłogę i zaczęłam płakać. Oliwer usiadł obok i objął mnie. Nie wyrwałam się. Chyba po prostu tego potrzebowałam. Potrzebowałam czyiś ramion, w których poczuję się bezpiecznie.
     Długo płakałam. Oliwer nie mówił nic. Tylko mnie przytulał. Kiedy trochę się uspokoiłam opowiedziałam mu o przesyłce, która dzisiaj otrzymałam. Był w szoku. Na początku nie wiedział co powiedzieć, później jednak zaczął mnie pocieszać i szukać wyjścia z tej sytuacji. Zaproponował, abym poszła z tym na policję, bo cała ta sytuacja zaczyna się robić dla mnie niebezpieczna. Przyznałam mu rację. Później długo rozmawialiśmy o innych wydarzeniach, które miały miejsce w ostatnim czasie. O moim rozstaniu z Robertem, o Świętach Bożego Narodzenia, o pomocy jaką otrzymałam od moich przyjaciół, o tym jak Robert przyjechał po swoje rzeczy i prawie mnie pobił. Później Oliwer, chcąc odwrócić moją uwagę od przykrych spraw, zaczął opowiadać o tym, co obecnie działo się w jego życiu. O pracy, którą ostatnio zmienił. O dziewczynie, która nie potrafiła go zaakceptować takim jaki jest i zostawiła go. Słuchałam jego opowiadań z zaciekawieniem. Dzięki jego słowom chociaż na chwilę udało mi się zapomnieć o moich problemach. Słuchałam i słuchałam i nawet nie wiem kiedy udało mi się zasnąć.
    Po pewnym czasie obudziłam się z okropnym bólem głowy. Było już ciemno. Kiedy delikatnie się poruszyłam, poczułam, że Oliwer nadal mnie obejmuje. Spojrzałam na niego. Nie spał. Wpatrywał się w ścianę zmartwionym wzrokiem. Kiedy zauważył, że się obudziłam, spojrzał na mnie i uśmiechnął się smutno. Odwróciłam wzrok i powiedziałam:
- Dziękuję, że tu jesteś.
- Cieszę się, ze mogę pomóc. Jeśli kiedyś będziesz czegoś potrzebowała, wiedz, że możesz na mnie liczyć.
- Wiem. Zawsze mogłam na ciebie liczyć.
     I w tej chwili coś się we mnie zmieniło. Spojrzałam na Oliwera inaczej niż dotychczas. Popatrzyłam na niego nie jak na najlepszego przyjaciela mojego brata, ale jak na mężczyznę. Znaliśmy się od lat, a mnie wydało się, że widzę go po raz pierwszy w życiu. Zauważyłam w nim wiele rzeczy, których nie dostrzegałam do tej pory. Może nie był specjalnie przystojny, ale miał w sobie coś przeciągającego uwagę. Był bardzo męski, ale oczy miały łagodny wyraz. Zawsze mi pomagał. Nigdy mnie nie zawiódł.
    Potrząsnęłam głową, żeby się ocknąć i opamiętać. Ale niestety. Nie udało mi się pozbyć myśli, która właśnie pojawiła się w mojej głowie.
      Nagle poczułam coś, czego absolutnie nie powinnam czuć w tej sytuacji. Co gorsza zrobiłam coś wbrew rozsądkowi. Zanim zdążyłam zebrać myśli, było już za późno. Pocałowałam go. Zresztą, ze wzajemnością. To był długi, namiętny pocałunek. W dodatku poczułam coś, czego nigdy nie czułam, kiedy całowałam się z Robertem.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Moja opinia: "Coś pożyczonego"

Autor: Emily Giffin
Tytuł oryginału: Something Borrowed


Opis książki: 

Przebojowa Darcy i rozważna Rachel są najlepszymi przyjaciółkami. Mimo rożnic charakterów darzą się pełnym zaufaniem. Jedna noc wszystko zmienia. Kiedy Rachel budzi się u boku Deksa, narzeczonego Darcy, wie, że nic już nie będzie tak jak dawniej. Bo Rachel zakochuje się w Deksie, a data jego ślubu z Darcy jest coraz bliższa...


Moja opinia:

Dla mnie ta książka jest nie tylko opowieścią o miłości, przyjaźni, zaufaniu i zdradzie. Dla mnie opowiada o czymś znacznie ważniejszym. O tym, że czasem warto, mimo wszystko, walczyć o to czego się pragnie i o czym się marzy. O tym, że w każdej chwili można coś zmienić w swoim życiu. I chociaż może okazać się to bardzo trudne. Jest to realne. A w wielu przypadkach warte zachodu i trudu jaki się w to włoży. Dla mnie „Coś pożyczonego” jest to opowieścią o trudnych wyborach, które warto dokonać.

Uważam, że "Coś pożyczonego"jest bardzo ciekawą i dobrze napisaną książką. Nie można się przy niej nudzić. Ja przeczytałam ją jednym tchem.

Pamiętajcie, że to jest tylko moja opinia. Co Wy myślicie na temat tej pozycji?
Tych których nie mieli jeszcze przyjemności się z nią zapoznać zachęcam do lektury!


źródło opisu: Wydawnictwo Otwarte, 2009
źródło obrazka: www.otwarte.eu

niedziela, 10 sierpnia 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 12.

    Przez następne kilka dni wszyscy się starali abym nie zostawała sama – cały czas była za mną Ewa lub Laura (moja koleżanka z pracy) albo Tomek. Ciągle niespokojnie spoglądałam na telefon, podchodziłam do drzwi i zerkałam przez wizjer. Byłam przerażona. Tydzień po moim ostatnim spotkaniu z Robertem zaczęłam się uspakajać. Miałam nadzieję, że Robert odpuści. W drugiej połowie stycznia udało mi się wreszcie sprzedać stare łóżko i kupić nowe.
Było słoneczne popołudnie kiedy sprzątałam sypialnię i czekałam na mojego brata i jego przyjaciela Oliwera, którzy mieli przywieść mój nowy nabytek ze sklepu. Nie mogłam się doczekać. W końcu będę miała szansę się dobrze wyspać. Tak, nadal spałam na kanapie.
   Kiedy pod moją kamienicę podjechał granatowy samochód Tomka prawie sfrunęłam po schodach. Pomogłam Tomkowi i Oliwerowi wnieść pudła i materac na górę. Kiedy już wszystkie części mojego łóżka znajdowały się na górze, a faceci zajmowali się wyjmowaniem ich z pudeł, poszłam do kuchni przygotować coś do picia. Podczas gdy krzątałam się po kuchni zadzwonił telefon Tomka. Chwilę później do kuchni wszedł Tomek i powiedział mi, że musi na chwilę wyjść. Powiedział też, że mam się nie martwić, bo Oliwer zostanie i zajmie się składaniem łóżka. Odpowiedziałam, że nie ma problemu, że jakoś sobie poradzimy. Po wyjściu Tomka poszłam do sypialni i pomagałam Oliwerowi składać moje łóżko. Rozmawialiśmy niewiele. O Robercie prawie wcale. Oliwer powiedział tylko, że słyszał od Tomka o całej tej sytuacji i bardzo jest mu przykro z powodu tego, co się stało. Dodał też, że jeśli będę potrzebowała czegokolwiek zawsze mogę się do niego zwrócić.
    Po parunastu minutach od wyjścia Tomka rozległ się dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Pewna, że to Tomek. Ale tak nie było. Okazało się, że to kurier. Przyniósł dla mnie paczkę. Byłam bardzo zaskoczona, ponieważ nie oczekiwałam na żadną przesyłkę. Podpisałam gdzie trzeba, podziękowałam i wróciłam do mieszkania. Paczkę postawiłam na stole w kuchni i zabrałam się do rozpakowywania. Otworzyłam ją i zaczęłam przeglądać zawartość. To co zobaczyłam odebrało mi dech w piersiach.