sobota, 6 grudnia 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 17.

   W poniedziałek rano już siedziałam w samochodzie Ewy na fotelu pasażera. Jechałyśmy drogą ekspresową na północ. W radiu speaker zapowiedział kolejną piosenkę, z tych, które chyba wszystkim kojarzą się z latem i wakacjami. Ewa cały czas nawijała wspominając ostatnie wakacje, które spędziłyśmy tylko we dwie. Była bardzo podekscytowana. Ja zresztą też. Już nie mogłam się doczekać kiedy zobaczę morze i poczuję piasek pod stopami.
    Po kilku godzinach jazdy samochodem, zaczęłyśmy odczuwać zmęczenie, ale nawet to nie psuło nam humoru. Ba! Powiedziałabym nawet, że bawiłyśmy się świetnie! Nawet lepiej niż rano. Gadałyśmy, plotkowałyśmy, śpiewałyśmy, grałyśmy w dawno już zapomniane gry z dzieciństwa. Właśnie opowiadałam Ewie o mojej ulubionej bajce, kiedy po naszej prawej stronie spomiędzy drzew wyłoniło się morze. Spokojne, granatowoszare. Skąpane w złocistym blasku upalnego, letniego słońca. Kiedy je zobaczyłam zamilkłam. Po prostu zapomniałam,że przed chwilę cokolwiek mówiłam. W moim sercu nagle pojawiło się ukojenie. Pierwszy raz od dawna czułam się tak spokojnie, jakby wszystkie problemy gdzieś zniknęły, jakby przestały mieć znaczenie. Jakbym została tylko ja i przyszłość. Jakbym zaczynała od zera.
  Jechałyśmy w milczeniu kilka minut. Kiedy woda skryła się na powrót za drzewami głęboko westchnęłam. Po chwili usłyszałam zmartwiony głos Ewy:
- Wszystko w porządku?
- Tak. - odpowiedziałam.
   Po upływie jakiejś godziny byłyśmy już na miejscu. W Łebie. Pod naszym pensjonatem. Wyjmowałyśmy walizki z samochodu i zanosiłyśmy je do naszego wspólnego pokoju. Ewa cały czas coś mówiła, ja byłam raczej milcząca. Sprawy organizacyjne zajęły nam trochę czasu, ale zaraz po tym, jak udało nam się z nimi uporać, przebrałyśmy się w odpowiednie ciuchy i wyruszyłyśmy na poszukiwanie morza. Dojście na plażę zajęło nam jakieś dwadzieścia minut.
    Wspięłam się na wydmę i zobaczyłam Bałtyk w pełnej krasie. Był jeszcze piękniejszy niż go zapamiętałam. Zeszłam w dół, w głąb plaży. Zdjęłam sandały i poczułam pod stopami drobny, ciepły jeszcze piasek. Jak zaczarowana podeszłam do wody. Moje stopy musnęła zimna, słona woda. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w szum fal. Pomimo tego, że wokół mnie było mnóstwo osób, poczułam jakbym była tam sama. Moje stopy zagłębiały się w mokrym piasku, a morska bryza delikatnie łaskotała moją twarz. Znów poczułam jak do mojego serca napływa ukojeniem, które poczułam, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam dziś morze. Stałam tak kilka minut rozkoszując się spokojem i cichą pewnością, że wszystko jakoś się ułoży i będzie dobrze. Potem otworzyłam oczy, i powoli odwróciłam się do Ewy, która jak się okazało stała tuż obok mnie. Moja mina chyba zbiła ją z pantałyku.
- Co? - zapytała niepewnie.
- Dziękuje ci, że mnie tu przywiozłaś.
- Nie ma za co. - odpowiedziała uśmiechając się. Chwyciła moją dłoń i uścisnęła ją.
- Dobrze się czujesz? - zapytała cicho.
- Tak. Dawno tak dobrze się nie czułam.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę! - uśmiechnęła się -To co robimy? Na co masz ochotę?
- Hmm.. nie wiem. Może najpierw chodźmy do portu, a potem wrócimy tutaj? I zostaniemy do zachodu słońca?
- Jak widzę dziś na spokojnie. Mnie pasuje.
   To był udany wieczór. Bardzo spokojny, ale udany. Tak jak ustaliłyśmy najpierw poszłyśmy na molo, a później wróciłyśmy na plażę obejrzeć zachód słońca. Wszędzie było mnóstwo ludzi. Jedni siedzieli w barach i zajadali lokalne przysmaki, inni spędzali czas na plaży, rozmawiając ze znajomymi i sącząc piwo. Jeszcze inni kapali się w morzu lub tylko moczyli nogi. Dzieci budowały zamki z piasku lub inne wyrafinowane budowle.
   Po zachodzie słońca wróciłyśmy do pensjonatu i prawnie od razu położyłyśmy się spać. Byłyśmy wykończone po dniu tak pełnym wrażeń.
     Następnego dnia rano zajęłyśmy się zwiedzaniem Łeby. Byłyśmy też w Słowińskim Parku Narodowym, żeby zobaczyć osławione ruchome wydmy. Dzień był wprawdzie upalny, ale bardzo przyjemny. Po obiedzie, na który zjadłyśmy pyszne grillowane ryby, poszłyśmy opalać się na plażę. Późnym popołudniem wróciłyśmy do pensjonatu.
     Wieczorem już po kąpieli, kiedy siedziałam na łóżku i walczyłam ze swoją cyfrówką (za nic w świecie nie chciała mi pozwolić na zgranie zdjęć na laptopa). Do pokoju weszła Ewa, rzuciła swoją torebkę na podłogę i usiadła na moim łóżku. Popatrzyła mi przez ramię i parsknęła śmiechem:
- Zawsze byłaś uparta! Myślisz, że ona podda się tak łatwo?!
- Zmuszę ją do tego! Zobaczysz! - byłam zdesperowana i bardzo starałam się wygrać to starcie z tym małym, przeklętym ustrojstwem.
- Słuchaj... - powiedziała Ewa już normalnym głosem. - Mam pomysł. Pamiętasz, jak kiedyś uwielbiałaś biegać? Dawało ci to wiele radości. Zawsze dzięki temu byłaś taka zrelaksowana, prawda? Może powinnaś do tego wrócić? Myślę, że to właściwa pora. - spojrzałam na nią zdziwiona. - Nigdy nie chciałaś biegać po plaży? - mówiąc to uniosła jedną brew - Dlaczego właściwie przestałaś?
Zastanowiłam się chwilę nad jej słowami.
- Robert... Nie podobało mu to. Ale może masz rację? Może rzeczywiście powinnam wrócić do biegania? Zawsze pomagało mi to w jakiś sposób pomagało... Tak... – powiedziałam po chwili namysłu - Myślę, że powinnam spróbować. Zacznę od jutra.
- Jesteś pewna?
- Tak. Po co czekać? I tak już czekałam zbyt długo.
- Super. Nie wiedziałam, że tak łatwo pójdzie. Wiesz, nie będę ci towarzyszyć... jakoś zawsze wolałam... fitness? - roześmiała się nerwowo.
- Jasne, rozumiem. Zresztą i tak wolę biegać sama.
- Dobra, chodźmy spać. Jutro kolejny dzień wakacji. Musimy mieć siłę, żeby maksymalnie go wykorzystać.
   Następnego dnia rano wstałam o szóstej, ubrałam wygodne ciuchy i poszłam biegać. Nie było łatwo. Nie powiem. Mimo wszystko minęło sporo czasu od mojego ostatniego joggingu. Ale dawałam radę. Po jakiś dziesięciu minutach byłam już na plaży. Nigdy nie byłam nad morzem o tej porze dnia. Stalowoszare morze miało w sobie jakąś magię, której nie można było doświadczyć ciągu dnia. Plaża była prawie zupełnie pusta. Gdzieniegdzie widać było tylko stada ptaków.
   Biegłam wzdłuż linii wody, kiedy telefon w mojej kieszeni zawibrował. Wyjęłam go i spojrzałam na ekran – przyszedł SMS. Zatrzymałam się, żeby go odczytać. I w tym właśnie momencie ktoś na mnie wpadł. W wyniku uderzenia zachwiałam się, smartphone wyleciał mi z rąk i upadł na piasek. Stanęłam jak wryta, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam, że jakiś facet kuca przede mną i podnosi z piasku mój telefon. Już miałam zacząć się na niego wydzierać, ale podniósł głowę. W mgnieniu oka zrozumiałam kim jest. Wykrztusiłam tylko:
- O mój Boże...
 

sobota, 22 listopada 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 16.

   Mijały dni, tygodnie. Śnieg już dawno stopniał, a dni stawały się coraz dłuższe. Na drzewach zaczęły pojawiać się pierwsze liście, a na ziemi kwiaty. Przyszła wiosna. Z wiosny zrobiło się piękne, upalne lato. Wszystko budziło się do życia. Wszystko oprócz mnie. Wydarzenia, które miały miejsce na początku roku bardzo silnie odcisnęły na mnie swoje piętno. Coś w moim życiu się nieodwracalnie zmieniło. Nie potrafiłam już cieszyć się życiem tak, jak kiedyś. Brać z niego garściami. Nie potrafiłam oddychać pełna piersią. Nadal wiele czasu spędzałam z przyjaciółmi i rodziną, ale nie byłam już taka jak kiedyś: pełna energii, zapału i pewności siebie. Nie spotykałam się z nikim nowym. Bałam się, że tamta historia się powtórzy. Byłam ostrożna. Byłam przerażona. Chyba potrzebowałam dużo czasu, żeby wrócić do siebie.
     Pewnego ciepłego lipcowego wieczora zadzwoniła do mnie Ewa i powiedziała, że musimy jak najszybciej się spotkać. Wydawała się być bardzo podekscytowana. Bardzo zaciekawił mnie jej telefon, więc się zgodziłam pomimo tego, że była jedenasta wieczorem i już właściwie byłam jedną nogą w łóżku. Nazajutrz musiałam wstać wcześnie do pracy. Powiedziałam jej, że czekam u siebie i że zrobię coś lekkiego do jedzenia.
Po jakiś dwudziestu minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Kiedy je otworzyłam zobaczyłam uśmiechniętą Ewę trzymającą w dłoniach butelkę wina. Też się uśmiechnęłam i powiedziałam:
- Co się stało? Jest jakaś okazja do świętowania?
- Można tak powiedzieć - Ewa wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się tajemniczo.
- Powiedz mi co się dzieje? - powiedziałam jeszcze bardziej się uśmiechając. Zwykle kiedy Ewa była w tak dobrym nastroju oznaczało to bardzo dobre wieści.
- Zaraz się wszystkiego dowiesz - powiedziała idąc do kuchni i wyjmując z szafki dwa kieliszki i korkociąg. Nalała wino do kieliszków. Po czym poszła do salonu, usadowiła się wygodnie na kanapie, podała mi kieliszek i pociągnęła łyk ze swojego. Zamknęła oczy delektując się smakiem swojego ulubionego wina. Kiedy na powrót je otworzył spojrzała na mnie uśmiechając się szeroko i powiedziała:
- Mam dla ciebie niespodziankę. Mam nadzieje, że ci się spodoba, bo długo się nad nią męczyłam.
- Tak? Jaką? - zapytałam zaciekawiona i upiłam trochę ze swojego kieliszka. Zawsze lubiłam niespodzianki.
- Zaraz się wszystkiego dowiesz. Najpierw muszę przygotować grunt. Powiedz mi, od przyszłego tygodnia masz urlop, prawda? Dwa tygodnie?
- Tak – odpowiedziałam trochę zdezorientowana.
- I nigdzie się nie wybierasz? Ostatnio mówiłaś, że zamierzasz zostać w domu, czytać książki, oglądać filmy. Pojechać do dziadków i rodziców. Ogólnie mówiąc - nudzić się jak mops i zmarnować dwa tygodnie upalnych wakacji?
- No tak... Nie mam ochoty na nic innego... – powiedziałam zasmucona. Kiedy usłyszałam jakie są moje plany z ust innych niż moje, poczułam, jak bardzo jestem żałosna.
- Dobra. Mam nadzieje, że jeszcze pamiętasz co to takiego bikini i masz jakieś?
- Eee... mam. Ale po co mi bikini?
- Bikini będzie ci potrzebne, kiedy będziesz leżała na plaży i wygrzewała się na słońcu jak kawałek bekonu na patelni! Jedziemy na wakacje!
- Co?! - zawołałam zaskoczona. Swoją drogą powinnam była się tego spodziewać. Znałam Ewę od dziecka i już nie raz wpadała na takie pomysły.
- To co słyszysz – uśmiechnęła się szeroko – w przyszłym tygodniu jedziemy razem nad morze. Zacznij się szykować. Co, nie cieszysz się?
- Sama nie wiem. Zaskoczyłaś mnie. Muszę to przemyśleć.
- Oj, przestań! No, zgódź się. Będzie fajnie! Zobaczysz!
Przez chwilę nie miałam pojęcia co zrobić. Nie miałam najmniejszej ochoty nigdzie wyjeżdżać. Ale w głębi serca wiedziałam, że może być fajnie. Siedziałam i myślałam. I nawet nie wiem kiedy i dlaczego powiedziałam:
- Dobrze – mimowolnie się uśmiechając.
- Jeszcze mi podziękujesz – powiedziała zadowolona Ewa biorąc kolejny łyk wina.
    Rozmawiałyśmy z Ewą do późna ustalając wszystkie szczegóły wyjazdu. Następnego dnia do pracy poszłam trochę wykończona, ale, co mnie zaskoczyło, szczęśliwsza. Dawno nie miałam tak dobrego humoru. Kiedy Laura zapytała mnie co się stało opowiedziałam jej o wyjeździe nad morze z Ewą. Powiedziała, że bardzo się cieszy i że wydaje jej się, iż dobrze mi to zrobi.
   Przez kolejny tydzień miałam do załatwienia bardzo dużo spraw związanych z wyjazdem. W sumie, to nawet się cieszyłam. Dawno już nie byłam na wakacjach tylko z Ewą. Zwykle jeździliśmy w trójkę (z Robertem) lub w czwórkę (z Robertem i Darkiem – byłym facetem Ewy). Zapowiadało się całkiem ciekawie. Szczerze? To nie mogłam się doczekać!
 

niedziela, 9 listopada 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 15.

- Ingo. Dzwoniła do mnie Laura. Nie wiem jakim cudem do tego doszło, ale ktoś rozesłał informację do twoich klientów o tym, że sprzedajesz ich dane osobowe. Klienci są... delikatnie mówiąc... zaniepokojeni ta sytuacją. Parę osób zgłosiło to już na policję. W banku panuje rozgardiasz. Twoja przełożona jest wściekła. A policja właśnie zabezpiecza twój komputer. Masz jak najszybciej pojawić się na posterunku. Inaczej sami po ciebie przyjadą.
- Co?! Przecież to nieprawa!
- Wiem.
- Jakim cudem?! Kto mógł... O mój Boże... Robert!
- Robert?!
- Tak! A któż by inny? Dostałam dzisiaj od niego to! - poderwałam się z podłogi i pobiegłam do kuchni po paczkę za zdjęciami. Wróciłam do sypialni i podałam ją Tomkowi. Tomek usiadł na łóżku i zaczął przeglądać zawartość. Ja w tym czasie nerwowo chodziła po pokoju.
- Jesteś pewna, że to Robert? - zapytał zdenerwowany Tomek.
- Tak – odpowiedziałam siadając obok Tomka – jestem pewna. Poznaję jego pismo. Mój Boże. On chce się zemścić. Chce mnie zniszczyć. Najgorsze jest to, że mu się to udaje.
Nie byłam już w stanie dłużej wytrzymać. Rozpłakałam się. Na szczęście miałam Tomka. Objął mnie i mocno przytulił. Po chwili milczenia, kiedy już trochę się uspokoiłam Tomek spokojnym głosem wyszeptał:
- Ingo, myślę, że powinnaś z tym pójść na policję. To wszystko jest bardzo niebezpieczne. Wydaje mi się, że on jest nieobliczalny. A ta cała sprawa z sprzedażą danych osobowych może dla ciebie źle się skończyć. Trzeba to wszystko jak najszybciej wyjaśnić!
- Tak. Masz rację. Muszę coś z tym zrobić... A jeśli nie uda mu się tego udowodnić? Jeśli nie uda się tego już odkręcić? Jeśli pójdę za to do więzienia?
- Nie martw się na zapas. Zrobimy wszystko, żeby się to dobrze dla ciebie skończyło. Przecież nic złego nie zrobiłaś. Wydaj mi się, że bez problemu uda nam się udowodnić twoją niewinność. Gorzej będzie z udowodnieniem winy Robertowi. Ale pamiętaj, że nasz ojciec jest prawnikiem, a ojciec Oliwera podkomisarzem policji. Oni na pewno nam pomogą. Właśnie, gdzie jest Oliwer?
W tym momencie zatkało mnie. Nie wiedziałam co powiedzieć Tomkowi. Nie mogłam mu powiedzieć o tym, co zaszło między mną a Oliwerem. Po dosyć długim, niezręcznym milczeniu udało mi się wydukać:
- Musiał wyjść.
- Musiał wyjść? - zapytał Tomek zdziwiony. Nie tyle moją odpowiedzią, co sposobem w jaki to powiedziałam. Niestety Tomek zawsze był wyczulony na takie rzeczy. Ja miałam podobnie, zawsze wyczuwałam uczucia mojego rozmówcy.
- Tak. - odpowiedziałam szybko.
- No dobrze, skoro tak mówisz. Jesteś w stanie zmierzyć się z tą całą sytuacją? Czy potrzebujesz jeszcze chwili?
Wstałam z łóżka. Wzięłam kilka głębokich oddechów. Wyprostowałam się. Zacisnęłam pięści i powiedziałam:
- Chociaż jestem wycieńczona psychicznie i fizycznie. Tak. Jestem gotowa. Chodźmy na policję. Najwyższy czas z tym wszystkim skończyć.
    Następne tygodnie nie były dla mnie łatwe. Powiedziałabym nawet, że przeszłam przez piekło. Robert się już o to postarał. Na szczęście udało się dowieść mojej niewinności w sprawie rzekomej sprzedaży danych osobowych. Nie znaleziono żadnych dowodów przeciwko mnie. Policji udało się natomiast znaleźć dowody na to, że za wszystkim stał Robert. Skumał się z jakimś hakerem, który rozesłał maile wygenerowane niby to przez bank, w którym pracowałam. Hakera udało się złapać. Okazało się, że jest od dawna poszukiwany przez policje. Ostatecznie policja oraz bank wydała do publicznej wiadomości oświadczenie, że nie doszło do handlu danymi osobowymi i że jestem niewinna. Udało się również dowieść, że to Robert wysiał mi paczkę ze zdjęciami i próbował mnie pobić. Jednym słowem udowodniono mu wszystko, czego się dopuścił przeciwko mnie. Sprawę skierowano do sądu. Sad oskarżył go o to i owo i wyznaczył odpowiednia karę. Dostałam też odpowiednie odszkodowanie. Najbardziej jednak ucieszył mnie zakaz zbliżania się jaki Robert otrzymał od sadu. To była jedna z najlepszych rzeczy jaka przytrafiła mi się od kilku miesięcy. W ten sposób Robert definitywnie zniknął z mojego życia.
    Jeśli chodzi o Oliwera. Nie widziałam go od tamtych wspólnych chwil spędzonych w mojej sypialni. Aż do czasu.