Nie
zdążył. Z kuchni przybiegł Tomek. Odepchnął go. I krzyknął:
– Co
ty do cholery robisz?!
–
Nie wtrącaj się!
–
Właśnie, że będę się wtrącał.
Robert spojrzał na mnie i wycedził:
–
Widzę, że znalazłaś sobie
obrońce. Jesteś żałosna. Jeszcze bardziej niż mi się wydawało.
–
Coś ty powiedział! Nie będziesz
jej obrażał i bił! – krzyknął Tomek.
–
Co? Boli cię świadomość, że
masz tak beznadziejną siostrę?! Że nie potrafi sobie z niczym
poradzić? Żal mi was.
Tomek nie wytrzymał. Podszedł do Roberta i uderzył go pięścią
w twarz, a później w brzuch. Robert skulił się pod uderzeniem,
ale nie upadł. Po chwili wyprostował się i skierował się do
wyjścia. Chyba uznał, że nie ma z większych szans w walce z
Tomkiem. Zanim wyszedł zawołał jeszcze do Tomka, żeby oddał mu
jego rzeczy. Tomek odpowiedział, że ma poczekać na zewnątrz i
zachowywać się choć odrobinę jak człowiek. Ja podczas całego
zajścia starałam się zachować spokój i nie płakać, ale kiedy
Robert wyszedł nie mogłam już panować nad sobą. Usiadłam na
podłodze i zalałam się łzami. Tomek przykucnął i przytulił
mnie. Musiało minąć dobre pół godziny zanim się uspokoiłam.
Tomek cały czas był przy mnie. Później wstał, powiedział, że
załatwi tę sprawę z Robertem i wyszedł. Wrócił za dwadzieścia
minut z Ewą. Musiał do niej zadzwonić, kiedy wyszedł z mojego
mieszkania. Usiedliśmy w trójkę w salonie i rozmawialiśmy do
późna. Cała ta sytuacja zaczęła mnie przerastać. Bałam się,
że Robert nie odpuści tak łatwo. Bałam się go. Bałam się
osoby, którą jeszcze kilka dni temu kochałam najbardziej w
świecie.