środa, 1 stycznia 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 3.


– Gdzie schowałaś moje płyty?! - usłyszałam oskarżający głos Roberta. – Masz mi je wszystkie oddać! Są moje!
– Nie martw się! Nie mam zamiaru zostawiać sobie po tobie pamiątek! Nie są mi one potrzebne do szczęścia! – mówiłam wzburzona do granic możliwości. – Weź teraz tylko to, co ci jest niezbędne i wynoś się z mojego mieszkania! – teraz już zaczęłam krzyczeć tak głośno, że jakieś starsze małżeństwo, które przechodziło niedaleko spojrzało na mnie z zdziwieniem. – Resztę twoich rzeczy ktoś ci dostarczy pod wskazany adres. A! I nie waż się zabierać czegoś, co nie jest twoje! Jeśli to zrobisz, oskarżę cię o kradzież!
– Jeszcze z tobą nie skończyłem! - groził mi – Jeszcze mnie popamiętasz!
– Nie będziesz mi groził! Nie boję się ciebie – powiedziałam to, ale nie była tego taka pewna. Właśnie poznałam prawdziwą twarz Roberta i nie miałam pojęcia czego może być zdolny.
– Jeszcze zobaczymy – syknął Robert.
– Zostaw mnie w spokoju albo pożałujesz! – po tych słowach zakończyłam rozmowę. Nie byłam w stanie dłużej z nim rozmawiać.
      Po paru minutach ciszy znowu zadzwonił telefon, spojrzałam na ekran i spostrzegłam, że to znowu Robert. Nie odebrałam, nie chciałam dawać mu tej satysfakcji. Ale telefon zadzwonił znowu i znowu. Tak dzwonił przez dziesięć minut. Kiedy zadzwonił kolejny raz odebrałam:
– Czego znowu chcesz?! Mówiłam ci, żebyś dał mi spokój!
– Inga? Tu babcia – usłyszałam zdziwiony głos mojej kochanej babci, która zawsze się mną opiekowała. A teraz sama starałam się opiekować nią.
– Babcia? O jej, przepraszam, to było do kogoś innego. Coś się stało?
– Eee...Chciałam zapytać, czy mogłabyś mi jeszcze kupić kilka tych dobrych jogurtów, które przywiozłaś mi ostatnio? Czy już zrobiłaś dla mnie te zakupy? No i powiedz mi o której mniej więcej będziesz?
– O matko, to dzisiaj? Oczywiście babciu, że ci kupię. Będę u ciebie za jakieś dwie godziny. Pasuje ci?
– Tak, jak najbardziej. Wszystko w porządku Ingo?
– Tak, wszystko w porządku babciu. Nie martw się. Do zobaczenia za dwie godziny.
– Do zobaczenia.
      Jeszcze przez kilka minut siedziałam na ławce i starałam się zebrać myśli. Próbowałam skupić się na chwili obecnej, na tym, że mam zrobić zakupy dla babci. Nie chciałam się zastanawiać, co dalej zrobić z moim życiem. Nie teraz, zrobię to później, kiedy będę miała na to silę. Wstałam i poszłam do mojego samochodu, który był zaparkowany niedaleko mojego mieszkania. I pojechałam na zakupy.
      Na początku było mi bardzo ciężko skupić się na czymkolwiek, ale kiedy już wpadłam w wir zakupów i mogłam na chwilkę zapomnieć o tym co się wydarzyło, byłam wdzięczna babci za to, że mnie o nie poprosiła. Ze sklepu pojechałam prosto do niej.
      Kiedy wnosiłam zakupy do jej mieszkania babcia przyglądała mi się badawczo. Kiedy skończyłam i chciałam sobie już pójść, chwyciła mnie za ramie i powiedziała:
– Kochanie, może usiądźmy i napijemy się gorącej czekolady? Dzisiejszy dzień jest taki mroźny i nieprzyjemny. Trzeba się jakoś rozgrzać. Twój dziadek wróci dopiero za godzinę, a ja chciałabym mieć towarzystwo – mówiąc to patrzyła mi głęboko w oczy. Dlaczego ona mnie tak dobrze zna? Na pewno wie, że coś jest nie tak.
– Dobrze babciu – poddałam się. – Chętnie napiję się twojej gorącej czekolady.
– Wspaniale wnusiu. Siadaj, zaraz ją przygotuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz