niedziela, 5 października 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 14.

    Minęła dobra chwila kiedy wreszcie jego usta oderwały się od moich. Kiedy Oliwer delikatnie odsunął się ode mnie spojrzałam na niego. Nie patrzył na mnie, tylko w dół. Chciałam nawiązać z nim kontakt. Chciałam zrozumieć. Żeby zwrócić jego uwagę wyszeptałam jego imię. Na dźwięk moich słów podniósł wzrok i spojrzał mi prosto w oczy. To, co zobaczyłam w jego twarzy, przeraziło mnie.
   Wzrok Oliwera był przepełniony strachem, niepewnością i smutkiem. Wydawało mi się, że jego oczy próbują mi powiedzieć, że zrobił coś niewybaczalnego. Coś, czego nigdy w życiu nie powinien był robić. Trwało to zaledwie ułamek sekundy, bo zaraz potem spuścił wzrok i wyszeptał:
- Przepraszam cię Ingo. Tak strasznie cię przepraszam.
    Po czym szybko wstał z podłogi i zaczął zbierać swoje narzędzia rozrzucone po całej sypialni. Mówił coś o łóżku i materacu, ale tak naprawdę nie słuchałam co do mnie mówi. Nadal siedziałam na podłodze w tym samym miejscu co wcześniej. Wpatrywałam się w ścianę. Palcami bezwiednie dotykałam moich ust. Miałam wrażenie, że jego usta wciąż dotykają moich. Słowa, które wypowiadał Oliwer nie docierały do mnie. Odnosiłam wrażenie, że są tylko bliżej nieokreślonym szmerem. Kiedy jednak ten szmer ucichł ocknęłam się. Rozejrzałam się po sypialni. Oliwer stał przy drzwiach z skrzynią narzędzi w dłoniach. Patrzył na mnie tym samym wzrokiem co przed chwilą.
- Przepraszam cię Ingo. To nie powinno było się wydarzyć.
- Nie powinno – odpowiedziałam bezbarwnym głosem.
- To moja wina. Tak strasznie cię przepraszam.
- Nie. Ja też brałam w tym udział. To przecież ja ciebie...
- Lepiej będzie jak już pójdę.
Kiwnęłam tylko głową i już go nie było.
   Po wyjściu Oliwera nadal siedziałam na podłodze. Starałam się zebrać myśli. Co nie było łatwe. Byłam zagubiona. Czułam się okropnie. Niecały miesiąc po rozstaniu z narzeczonym całuję się z innym mężczyzną. Ba! Z nie byle kim! Bo z najlepszym przyjacielem mojego brata. Dlaczego? Co było ze mną nie tak? Przez głowę przewijało mi się wiele myśli. Zastanawiałam się kto właściwie kogo pocałował. Czy Oliwer mnie, czy ja jego? Na początku wydawało mi się, że to ja... Ale teraz nie byłam już niczego pewna. Byłam pewna jedynie tego, że Oliwer nie zrobił tego celowo. Znałam go dobrze. Byłam pewna, że nie należy do osób, które wykorzystują sytuację. Może jednak to co się stało było tylko i wyłącznie moją winą? A jeśli przez to stracę również Oliwera? Może nie byliśmy przyjaciółmi, spotykaliśmy się rzadko, ale wiedziałam, że zawsze mogę na niego liczyć. Nie mogłam stracić jeszcze jego. Nie teraz, kiedy ludzie, którym mogłam ufać byli mi tak bardzo potrzebni. Byłam w rozsypce. Miałam wrażenie, że wszystko, czego w ostatnim czasie dotykam rozsypuje się i znika. Dlaczego cały czas pakuję się w jeszcze większe bagno?
   Ale ten pocałunek. Był... niesamowity... Nigdy nie czułam czegoś takiego. Nigdy, nikt nie całował mnie w taki sposób jak Oliwer. Poczułam jakbym... choć brzmi to niedorzecznie... jakbym znalazła się na właściwym miejscu. Jakby to wszystko, co się wydarzyło. Wydarzyło się tylko po to, żeby mogło dojść do tego pocałunku. Te myśli mnie przerażały. Jak mogłam sądzić, że rozstałam się z Robertem po to, żeby całować się z Oliwerem? W ogóle cała ta sytuacja była chora. Zamiast martwić się tym, że mój były narzeczony – psychopata mnie nęka, śledzi i Bóg wie co jeszcze, nie mogłam przestać myśleć o przyjacielu mojego brata.
   W tym momencie wiedziałam tylko jedno. Teraz moje życie było już całkowicie pogmatwane. A ja przez tą całą sytuację zaczynałam wariować.
  Z zamyślenia wyrwał głos. Głos Tomka. Podniosłam wzrok na drzwi i zobaczyłam go. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie i już wiedziałam, że stało się coś złego.
 

środa, 1 października 2014

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 13.

    Były w niej zdjęcia. Mnóstwo zdjęć. Moich zdjęć. Zrobione w przeciągu ostatnich kilku dni. Ja, w różnych sytuacjach. Podczas zakupów, w pracy, w trakcie jazdy samochodem, podczas spotkań z Ewą, Laurą i Tomkiem. W mieszkaniu. Kiedy przechadzałam się po nim w samej bieliźnie. Na samym dnie paczki był liścik:


Bardzo za Tobą tęsknię najdroższa!
Nie potrafię wytrzymać ani chwili bez Ciebie!
 
Tak łatwo mi nie uciekniesz myszko!
 
Twój kotek.


    Przez kolejne kilkadziesiąt sekund wpatrywałam się w papier, na którym widniały starannie wykaligrafowane słowa. Słowa wykaligrafowane pismem, które bardzo dobrze znałam. Które kiedyś uwielbiałam i byłam pod wrażeniem tego, że mężczyzna potrafi tak ładnie pisać. Dziś, stało się ono dla mnie przekleństwem. Nie mogłam uwierzyć, że Robert był zdolny do czegoś takiego. Czułam, że tak naprawdę nie znam i nigdy nie znałam tego człowieka. Jakim cudem udało mu się tak bardzo i tak długo mnie oszukiwać?! Po chwili osłupienia zdałam sobie sprawę, że i w tym momencie mogę być obserwowana. Wrzuciłam liścik do kartonu i zaczęłam biegać po całym mieszkaniu zasuwając zasłony w oknach. Kiedy wbiegłam do sypialni potknęłam się o coś, co leżało na podłodze. Przewróciłam się. Kiedy próbowałam się podnieść z posadzki, zobaczyłam nad sobą rozmazaną twarz Roberta z okropnym uśmieszkiem na ustach. Usłyszałam szyderczy śmiech. Na domiar złego Robert podniósł mnie i starał się przytulić do siebie. Widząc co się dzieje zaczęłam krzyczeć:
- Zostaw mnie Robert! Zabierz łapy ty potworze!
Oszalała z przerażenia uderzałam pięściami o jego piersi. Próbowałam się wyrwać. Ale uścisk nie zelżał. Po kilkunastu sekundach zaczął docierać do mnie inny znajomy, przerażony głos. Słyszałam go jakby z oddali. Z bardzo, bardzo daleka:
- Inga, to ja Oliwer! Nie bój się! Nie zrobię ci krzywdy! Roberta tu nie ma! To ja Oliwer! Słyszysz?! Uspokój się! Nic ci nie grozi!
   Musiała minąć dobra chwila nim zrozumiałam znaczenie tych słów. Przestałam się szarpać. Zamknęłam oczy i otworzyłam je na powrót. Nie widziałam już Roberta. Przede mną stał Oliwer.
Kiedy wreszcie zdałam sobie sprawę z tego co zaszło, poczułam się bardzo zmęczona. Osunęłam się z powrotem na podłogę i zaczęłam płakać. Oliwer usiadł obok i objął mnie. Nie wyrwałam się. Chyba po prostu tego potrzebowałam. Potrzebowałam czyiś ramion, w których poczuję się bezpiecznie.
     Długo płakałam. Oliwer nie mówił nic. Tylko mnie przytulał. Kiedy trochę się uspokoiłam opowiedziałam mu o przesyłce, która dzisiaj otrzymałam. Był w szoku. Na początku nie wiedział co powiedzieć, później jednak zaczął mnie pocieszać i szukać wyjścia z tej sytuacji. Zaproponował, abym poszła z tym na policję, bo cała ta sytuacja zaczyna się robić dla mnie niebezpieczna. Przyznałam mu rację. Później długo rozmawialiśmy o innych wydarzeniach, które miały miejsce w ostatnim czasie. O moim rozstaniu z Robertem, o Świętach Bożego Narodzenia, o pomocy jaką otrzymałam od moich przyjaciół, o tym jak Robert przyjechał po swoje rzeczy i prawie mnie pobił. Później Oliwer, chcąc odwrócić moją uwagę od przykrych spraw, zaczął opowiadać o tym, co obecnie działo się w jego życiu. O pracy, którą ostatnio zmienił. O dziewczynie, która nie potrafiła go zaakceptować takim jaki jest i zostawiła go. Słuchałam jego opowiadań z zaciekawieniem. Dzięki jego słowom chociaż na chwilę udało mi się zapomnieć o moich problemach. Słuchałam i słuchałam i nawet nie wiem kiedy udało mi się zasnąć.
    Po pewnym czasie obudziłam się z okropnym bólem głowy. Było już ciemno. Kiedy delikatnie się poruszyłam, poczułam, że Oliwer nadal mnie obejmuje. Spojrzałam na niego. Nie spał. Wpatrywał się w ścianę zmartwionym wzrokiem. Kiedy zauważył, że się obudziłam, spojrzał na mnie i uśmiechnął się smutno. Odwróciłam wzrok i powiedziałam:
- Dziękuję, że tu jesteś.
- Cieszę się, ze mogę pomóc. Jeśli kiedyś będziesz czegoś potrzebowała, wiedz, że możesz na mnie liczyć.
- Wiem. Zawsze mogłam na ciebie liczyć.
     I w tej chwili coś się we mnie zmieniło. Spojrzałam na Oliwera inaczej niż dotychczas. Popatrzyłam na niego nie jak na najlepszego przyjaciela mojego brata, ale jak na mężczyznę. Znaliśmy się od lat, a mnie wydało się, że widzę go po raz pierwszy w życiu. Zauważyłam w nim wiele rzeczy, których nie dostrzegałam do tej pory. Może nie był specjalnie przystojny, ale miał w sobie coś przeciągającego uwagę. Był bardzo męski, ale oczy miały łagodny wyraz. Zawsze mi pomagał. Nigdy mnie nie zawiódł.
    Potrząsnęłam głową, żeby się ocknąć i opamiętać. Ale niestety. Nie udało mi się pozbyć myśli, która właśnie pojawiła się w mojej głowie.
      Nagle poczułam coś, czego absolutnie nie powinnam czuć w tej sytuacji. Co gorsza zrobiłam coś wbrew rozsądkowi. Zanim zdążyłam zebrać myśli, było już za późno. Pocałowałam go. Zresztą, ze wzajemnością. To był długi, namiętny pocałunek. W dodatku poczułam coś, czego nigdy nie czułam, kiedy całowałam się z Robertem.