poniedziałek, 23 grudnia 2013

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 1.

     Był niedzielny poranek, leżałam w łóżko obok mojego narzeczonego Roberta i patrzyłam jak śpi. Bardzo lubiłam patrzeć na niego kiedy spał, był wtedy taki spokojny, taki beztroski, a zarazem taki pociągający. Leżałam tak przez długie minuty, a z każdą z nich coraz silniej uświadamiałam sobie jakie mam szczęście, że go spotkałam. W pewnej chwili otworzył oczy i spojrzał na mnie uśmiechając się.
– Dzień dobry – powiedziałam i delikatnie pocałowałam go na powitanie.
– Dzień dobry. Jak ci się spało?
– Wiesz dobrze, że przy tobie zawsze budzę się wypoczęta – odpowiedziałam demonstracyjnie się przeciągając.
– Bardzo mnie to cieszy – objął mnie w tali i namiętnie pocałował. – Na co miałabyś dziś ochotę? Mamy cały dzień dla siebie.
– Hmm... Nie wiem. Może zostaniemy cały dzień w łóżku? Obejrzymy jakiś film? Zamówimy pizzę?
– Brzmi wspaniale. Ale zaraz, czy nie mieliśmy pojechać dzisiaj po prezenty? Przecież za tydzień jest Wigilia.
– A no tak. Na pewno nie masz nic przeciwko? Wiem, że nie lubisz chodzenia po sklepach. Możemy dziś zostać w domu, a jutro sama pojadę poszukać prezentów.
– Nie, pojedźmy dzisiaj. Z tobą nawet chodzenie po sklepach nie jest takie straszne. A wiem jak bardzo to lubisz i jak dobrze się przy tym bawisz.
– Dziękuję ci. Nawet nie wiesz, jak wiele to dla mnie znaczy – przytuliłam się do niego ze wszystkich sił. – W zamian za to poświęcenie czeka cię ciekawy wieczór – zrobiłam tajemniczą minkę.
– Już nie mogę się doczekać – opowiedział i jeszcze raz mnie pocałował.
    Jeszcze przez kilkanaście minut leżeliśmy przytuleni i rozmawialiśmy o dzisiejszym dniu. O tym, jakie prezenty powinniśmy kupić poszczególnym osobom i do jakich sklepów trzeba się udać. Kiedy już wszystko było ustalone, zaproponowałam, że przygotuję śniadanie. Robert zgodził się natychmiast (nigdy nie lubił tego typu zajęć). Wstałam więc, ubrałam się i poszłam do kuchni, żeby zająć się śniadaniem. Za jakąś godzinę, byliśmy już gotowi do wyjścia na świąteczne zakupy. Dzień minął nam pod znakiem świątecznej gorączki i wiecznego biegania, ale oboje dobrze się przy tym bawiliśmy. Do domu wróciliśmy dopiero wieczorem, a ja, zgodzie z obietnicą przygotowałam dla Roberta coś specjalnego. Nie będę wchodziła w szczegóły, ale ta noc na pewno zapadnie mu w pamięć na długie lata.
      Przez następne dni większość czasu spędziłam w pracy. W banku, w którym pracowałam panował ciągły ruch. Do domu wracałam późnym popołudniem. Robert wracał jeszcze później. Oboje bardzo ciężko pracowaliśmy. Wieczorami nie mieliśmy siły już na nic. Zwykle oglądaliśmy jakiś film w telewizji i kładliśmy się spać. Rozmawialiśmy niewiele. Raz, czy dwa przeszło mi przez myśl, że w naszym związku dzieje się coś złego, ale tłumaczyłam sobie, że to tylko zmęczenie, a po Świętach wszystko wróci do normy. Pewnego dnia zastanowiłam się nad tym głębiej i doszłam do wniosku, że Robert zachowuje się w podobny sposób już od jakiegoś czasu. Wraca późno z pracy, a potem oglądamy razem film lub czytamy książki. Rzadko wychodzimy gdzieś razem, to on częściej wychodzi sam do kolegów. Może ma jakieś problemy, o których nie chce mi powiedzieć? Dwa dni przed Wigilią postanowiłam z nim na ten temat porozmawiać. Kiedy powiedziałam mu o moich obserwacjach, stwierdził, że wszystko jest w porządku i nie muszę się niczym martwić. Po prostu od jakiegoś czasu ma dużo spraw na głowie i ciągle jest zmęczony. Nie miałam powodów, żeby mu nie wierzyć. Chciałam zrobić coś, żeby odpoczął i odprężył się przed Wigilią, po tych ciężkich tygodniach pracy. Postanowiłam następnego dnia przegotować mu niespodziankę. Chciałam powtórzyć scenariusz z ostatniej niedzieli, ale w ulepszonej wersji. Musiałam tylko wyrwać się wcześniej z pracy. Wiedziałam, że to nie będzie łatwe, ale też nie niemożliwe.
      Kiedy rano się obudziłam, Robert jeszcze spał. Po cichutku wstałam, ubrałam się, zjadłam śniadanie i wymknęłam się do pracy. Zaraz po przyjściu do pracy, poszłam do szefowej i poprosiłam ją o to, żebym mogła wyjść wcześniej, ponieważ mam „wizytę u lekarza”. Bardzo niechętnie, ale się zgodziła. Przez cały dzień myślałam o moim planie. Bardzo starannie planowałam każdy, nawet najdrobniejszy szczegół. Bardzo zależało mi na tym, aby Robert był zadowolony. Miałam zamiar wrócić do domu przed Robertem i wszystko przygotować.
   Po drodze do domu wstąpiłam do supermarketu, żeby kupić rzeczy, które były mi potrzebne. Potem pojechałam prosto do domu. Kiedy wchodziłam na górę układałam dokładny plan działania. Miałam jeszcze dwie godziny do powrotu Roberta, więc powinnam spokojnie zdążyć. Kiedy stałam pod drzwiami i szukałam kluczy w torebce rozmyślałam o tym, jak bardzo będzie zaskoczony Robert. Znalazłam wreszcie klucze, otworzyłam drwi i weszłam do środka. Zdziwiłam się, ponieważ usłyszałam jakieś głosy we wnętrzu mieszkania. Skierowałam swoje kroki do sypialni, bo wydawało mi się, że to właśnie stamtąd dobiegają. I zobaczyłam to.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz