Był
niedzielny poranek, leżałam w łóżko obok mojego narzeczonego
Roberta i patrzyłam jak śpi. Bardzo lubiłam patrzeć na niego
kiedy spał, był wtedy taki spokojny, taki beztroski, a zarazem taki
pociągający. Leżałam tak przez długie minuty, a z każdą z nich
coraz silniej uświadamiałam sobie jakie mam szczęście, że go
spotkałam. W pewnej chwili otworzył oczy i spojrzał na mnie
uśmiechając się.
–
Dzień dobry – powiedziałam i delikatnie pocałowałam go na
powitanie.
–
Dzień dobry. Jak ci się spało?
–
Wiesz dobrze, że przy tobie zawsze budzę się wypoczęta –
odpowiedziałam demonstracyjnie się przeciągając.
–
Bardzo mnie to cieszy – objął mnie w tali i namiętnie pocałował.
– Na co miałabyś dziś ochotę? Mamy cały dzień dla siebie.
–
Hmm... Nie wiem. Może zostaniemy cały dzień w łóżku? Obejrzymy
jakiś film? Zamówimy pizzę?
–
Brzmi wspaniale. Ale zaraz, czy nie mieliśmy pojechać dzisiaj po
prezenty? Przecież za tydzień jest Wigilia.
–
A no tak. Na pewno nie masz nic przeciwko? Wiem, że nie lubisz
chodzenia po sklepach. Możemy dziś zostać w domu, a jutro sama
pojadę poszukać prezentów.
–
Nie, pojedźmy dzisiaj. Z tobą nawet chodzenie po sklepach nie jest
takie straszne. A wiem jak bardzo to lubisz i jak dobrze się przy
tym bawisz.
–
Dziękuję ci. Nawet nie wiesz, jak wiele to dla mnie znaczy –
przytuliłam się do niego ze wszystkich sił. – W zamian za to
poświęcenie czeka cię ciekawy wieczór – zrobiłam tajemniczą
minkę.
–
Już nie mogę się doczekać – opowiedział i jeszcze raz mnie
pocałował.
Jeszcze
przez kilkanaście minut leżeliśmy przytuleni i rozmawialiśmy o
dzisiejszym dniu. O tym, jakie prezenty powinniśmy kupić
poszczególnym osobom i do jakich sklepów trzeba się udać. Kiedy
już wszystko było ustalone, zaproponowałam, że przygotuję
śniadanie. Robert zgodził się natychmiast (nigdy nie lubił tego
typu zajęć). Wstałam więc, ubrałam się i poszłam do kuchni,
żeby zająć się śniadaniem. Za jakąś godzinę, byliśmy już
gotowi do wyjścia na świąteczne zakupy. Dzień minął nam pod
znakiem świątecznej gorączki i wiecznego biegania, ale oboje
dobrze się przy tym bawiliśmy. Do domu wróciliśmy dopiero
wieczorem, a ja, zgodzie z obietnicą przygotowałam dla Roberta coś
specjalnego. Nie będę wchodziła w szczegóły, ale ta noc na pewno
zapadnie mu w pamięć na długie lata.
Przez
następne dni większość czasu spędziłam w pracy. W banku, w
którym pracowałam panował ciągły ruch. Do domu wracałam późnym
popołudniem. Robert wracał jeszcze później. Oboje bardzo ciężko
pracowaliśmy. Wieczorami nie mieliśmy siły już na nic. Zwykle
oglądaliśmy jakiś film w telewizji i kładliśmy się spać.
Rozmawialiśmy niewiele. Raz, czy dwa przeszło mi przez myśl, że w
naszym związku dzieje się coś złego, ale tłumaczyłam sobie, że
to tylko zmęczenie, a po Świętach wszystko wróci do normy.
Pewnego dnia zastanowiłam się nad tym głębiej i doszłam do
wniosku, że Robert zachowuje się w podobny sposób już od jakiegoś
czasu. Wraca późno z pracy, a potem oglądamy razem film lub
czytamy książki. Rzadko wychodzimy gdzieś razem, to on częściej
wychodzi sam do kolegów. Może ma jakieś problemy, o których nie
chce mi powiedzieć? Dwa dni przed Wigilią postanowiłam z nim na
ten temat porozmawiać. Kiedy powiedziałam mu o moich obserwacjach,
stwierdził, że wszystko jest w porządku i nie muszę się niczym
martwić. Po prostu od jakiegoś czasu ma dużo spraw na głowie i
ciągle jest zmęczony. Nie miałam powodów, żeby mu nie wierzyć.
Chciałam zrobić coś, żeby odpoczął i odprężył się przed
Wigilią, po tych ciężkich tygodniach pracy. Postanowiłam
następnego dnia przegotować mu niespodziankę. Chciałam powtórzyć
scenariusz z ostatniej niedzieli, ale w ulepszonej wersji. Musiałam
tylko wyrwać się wcześniej z pracy. Wiedziałam, że to nie będzie
łatwe, ale też nie niemożliwe.
Kiedy
rano się obudziłam, Robert jeszcze spał. Po cichutku wstałam,
ubrałam się, zjadłam śniadanie i wymknęłam się do pracy. Zaraz
po przyjściu do pracy, poszłam do szefowej i poprosiłam ją o to,
żebym mogła wyjść wcześniej, ponieważ mam „wizytę u
lekarza”. Bardzo niechętnie, ale się zgodziła. Przez cały dzień
myślałam o moim planie. Bardzo starannie planowałam każdy, nawet
najdrobniejszy szczegół. Bardzo zależało mi na tym, aby Robert
był zadowolony. Miałam zamiar wrócić do domu przed Robertem i
wszystko przygotować.
Po
drodze do domu wstąpiłam do supermarketu, żeby kupić
rzeczy, które były mi potrzebne. Potem pojechałam prosto do domu.
Kiedy wchodziłam na górę układałam dokładny plan działania.
Miałam jeszcze dwie godziny do powrotu Roberta, więc powinnam
spokojnie zdążyć. Kiedy stałam pod drzwiami i szukałam kluczy w
torebce rozmyślałam o tym, jak bardzo będzie zaskoczony Robert.
Znalazłam wreszcie klucze, otworzyłam drwi i weszłam do środka.
Zdziwiłam się, ponieważ usłyszałam jakieś głosy we wnętrzu
mieszkania. Skierowałam swoje kroki do sypialni, bo wydawało mi
się, że to właśnie stamtąd dobiegają. I zobaczyłam to.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz