środa, 25 grudnia 2013

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 2.

      Mój narzeczony leżał w naszym łóżku z jakąś kobietą. Przytulał ją i rozmawiał jakby nigdy nic. Patrzyłam na nich oniemiała, czułam jak krew odpływa mi z mózgu i zaczyna się kręcić w głowie. Nie byłam w stanie nic zrobić. Było mi okropnie słabo. Osunęłam się na najbliższe krzesło w sypialni. Jakimś cudem mnie nie zauważyli. Chcąc nie chcąc przysłuchiwałam się ich rozmowie:
– Jesteś niesamowita – powiedział Robert, gładząc tamtą po włosach.
– Wiem – powiedziała zadowolona kobieta. – Ty też jesteś niczego sobie. Im dłużej się z tobą spotykam, tym bardziej jestem przekonana, że marnujesz się przy tej swojej Indze.
– Też tak myślę. Chyba będzie trzeba coś z tym zrobić. Na początku to wszystko było bardzo zabawne, ten cały związek z nią, ale teraz... to strasznie męczące. Najśmieszniejsze jest to, że ona traktuje to wszystko bardzo poważnie – kiedy tego słuchałam z każdą minutą czułam się coraz gorzej. – ona jest strasznie słaba i naiwna. Wierzy we wszystko co jej powiem. I wydaje jej się, że nasz związek jest idealny. Wiesz co ta mała dziwka ostatnio wymyśliła? Romantyczną kolację, wino... Jezu, jakie to było żałosne. Myślałem, że się poskładam ze śmiechu, ale musiałem wytrzymać do końca, żeby się nie zorientowała, że coś jest nie tak.
– To dlaczego jeszcze z nią jesteś?
– Dla pieniędzy. Dzięki temu, że ją znoszę, mam duże, wygodne mieszkanie i w ogóle. Ona jest bardzo nadziana. Poza tym fajnie jest czasem zabawić się jej kosztem. Dobra, dość o tym.
     Kiedy przysłuchałam się tej rozmowie, czułam się okropnie. Wydawało mi się, że jestem główną bohaterką najgorszego koszmaru na świecie. Czułam jak całe moje życie rozpada się na tysiące maleńkich kawałków. Wydawało mi się, że nie znam tego człowieka, który leży w moim łóżku. Cały czas łzy napływały mi do oczu.
– Jesteś głodna, chce ci się pić? – zapytał po chwili Robert.
– Tak, chętnie coś przegryzę – odpowiedziała jego kochanka.
Potem stało się o to, co w końcu musiało się stać. Robert wstał, ubrał spodenki i kiedy się odwrócił twarzą do drzwi, zauważył mnie. Stał jak wryty przez kilka sekund, a potem zaczął krzyczeć:
– Co do cholery tu robisz?! Długo tu jesteś?!
– Wystarczająco długo, by zacząć cię nienawidzić! – wysyczałam.
A na chwiejnych nogach podbiegłam do niego i zaczęłam uderzać pięściami w jego piersi. On natychmiast chwycił moje nadgarstki, żeby mnie powstrzymać.
– Jak mogłeś?! Przecież... Przecież...
– Zasłużyłaś sobie na to wszystko, ty suko! Nigdy nie byłaś warta zachodu! Jak mogłaś myśleć, że mi na ciebie zależy?! Jesteś jeszcze bardziej naiwna niż mi się wydawało! Dobrze, że się dowiedziałaś, bo przynajmniej nie będę musiał już się z tobą użerać!
Tego już było dla mnie za wiele. Kiedy Robert mnie wreszcie puścił i chciał odejść, ja z całej siły uderzyłam go pięścią w twarz. W wyniku uderzenia Robert zatoczył się i musiał podtrzymać się łóżka, żeby nie upaść. Kiedy się wyprostował, zauważyłam, że z jego nosa cieknie krew. Byłam bardzo zadowolona z takiego rezultatu. W międzyczasie próbowałam się choć trochę opanować, choć nie było to łatwe. To w ogóle nie było łatwe, ale w końcu jakoś się udało. Spojrzałam na niego jeszcze raz i zaczęłam krzyczeć:
– Jeszcze dziś masz się wynieść z mojego mieszkania i zabierz z stąd tą wywłokę! Nie chcę cię więcej widzieć! Wrócę za godzinę i ma cię tu już nie być!
– Z przyjemnością! – powiedział to, szukając czegoś, czym mógłby wytrzeć twarz.
– Jesteś śmieciem!
      I właśnie w taki sposób skończył się romantyczny obiad, który nie zdążył się nawet rozpocząć. Po tej kłótni, która zakończyła nasz związek, wybiegłam z domu i udałam się do mojego ulubionego parku. Czułam w piersi narastający ból. Było mi okropne niedobrze. Bałam się myśleć o przyszłości. Bardzo kochałam Roberta, ale jeszcze bardziej go nienawidziłam. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego się tak stało? Co zrobiłam nie tak? Przecież jeszcze tydzień temu wszystko było takie idealne, a przynajmniej tak mi się wydawało. Może rzeczywiście byłam naiwna i słaba? Ale przecież zawsze wszyscy mi powtarzali, że jestem silną, pewną sobie kobietą, która da sobie w życiu radę. Niczego już nie rozumiałam. Niczego. Siedziałam w parku ponad godzinę, pomimo okropnego mrozu, który panował na dworze. Siedziałam i rozmyślałam. Zastanawiałam się nad tym, jak mogło do tego dojść, jak on mógł mnie tak oszukać? Przypomniały mi się sytuacje kiedy unikał spędzania ze mną czasu, kiedy wracał późno z pracy, kiedy wychodził z kolegami na mecz, kiedy w weekend musiał załatwiać różne niecierpiące zwłoki sprawy. A te, w gruncie rzeczy, nieliczne chwile, które spędziliśmy razem były idealne, on był idealny. I wreszcie wszystko zaczęło się układać w spójną całość. Nie potrafiłam tylko zrozumieć, jak mogłam dać się wciągnąć te jego gierki. To było takie poniżające!
     Kiedy tak siedziałam w parku, pogrążona w myślach, zadzwonił telefon. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, więc go nie odebrałam. Ale po kilku minutach zadzwonił znowu i znowu. Aż w końcu musiałam go odebrałam.
– Słucham – starałam się, żeby mój głos brzmiał normalnie, co nie było łatwe.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 1.

     Był niedzielny poranek, leżałam w łóżko obok mojego narzeczonego Roberta i patrzyłam jak śpi. Bardzo lubiłam patrzeć na niego kiedy spał, był wtedy taki spokojny, taki beztroski, a zarazem taki pociągający. Leżałam tak przez długie minuty, a z każdą z nich coraz silniej uświadamiałam sobie jakie mam szczęście, że go spotkałam. W pewnej chwili otworzył oczy i spojrzał na mnie uśmiechając się.
– Dzień dobry – powiedziałam i delikatnie pocałowałam go na powitanie.
– Dzień dobry. Jak ci się spało?
– Wiesz dobrze, że przy tobie zawsze budzę się wypoczęta – odpowiedziałam demonstracyjnie się przeciągając.
– Bardzo mnie to cieszy – objął mnie w tali i namiętnie pocałował. – Na co miałabyś dziś ochotę? Mamy cały dzień dla siebie.
– Hmm... Nie wiem. Może zostaniemy cały dzień w łóżku? Obejrzymy jakiś film? Zamówimy pizzę?
– Brzmi wspaniale. Ale zaraz, czy nie mieliśmy pojechać dzisiaj po prezenty? Przecież za tydzień jest Wigilia.
– A no tak. Na pewno nie masz nic przeciwko? Wiem, że nie lubisz chodzenia po sklepach. Możemy dziś zostać w domu, a jutro sama pojadę poszukać prezentów.
– Nie, pojedźmy dzisiaj. Z tobą nawet chodzenie po sklepach nie jest takie straszne. A wiem jak bardzo to lubisz i jak dobrze się przy tym bawisz.
– Dziękuję ci. Nawet nie wiesz, jak wiele to dla mnie znaczy – przytuliłam się do niego ze wszystkich sił. – W zamian za to poświęcenie czeka cię ciekawy wieczór – zrobiłam tajemniczą minkę.
– Już nie mogę się doczekać – opowiedział i jeszcze raz mnie pocałował.
    Jeszcze przez kilkanaście minut leżeliśmy przytuleni i rozmawialiśmy o dzisiejszym dniu. O tym, jakie prezenty powinniśmy kupić poszczególnym osobom i do jakich sklepów trzeba się udać. Kiedy już wszystko było ustalone, zaproponowałam, że przygotuję śniadanie. Robert zgodził się natychmiast (nigdy nie lubił tego typu zajęć). Wstałam więc, ubrałam się i poszłam do kuchni, żeby zająć się śniadaniem. Za jakąś godzinę, byliśmy już gotowi do wyjścia na świąteczne zakupy. Dzień minął nam pod znakiem świątecznej gorączki i wiecznego biegania, ale oboje dobrze się przy tym bawiliśmy. Do domu wróciliśmy dopiero wieczorem, a ja, zgodzie z obietnicą przygotowałam dla Roberta coś specjalnego. Nie będę wchodziła w szczegóły, ale ta noc na pewno zapadnie mu w pamięć na długie lata.
      Przez następne dni większość czasu spędziłam w pracy. W banku, w którym pracowałam panował ciągły ruch. Do domu wracałam późnym popołudniem. Robert wracał jeszcze później. Oboje bardzo ciężko pracowaliśmy. Wieczorami nie mieliśmy siły już na nic. Zwykle oglądaliśmy jakiś film w telewizji i kładliśmy się spać. Rozmawialiśmy niewiele. Raz, czy dwa przeszło mi przez myśl, że w naszym związku dzieje się coś złego, ale tłumaczyłam sobie, że to tylko zmęczenie, a po Świętach wszystko wróci do normy. Pewnego dnia zastanowiłam się nad tym głębiej i doszłam do wniosku, że Robert zachowuje się w podobny sposób już od jakiegoś czasu. Wraca późno z pracy, a potem oglądamy razem film lub czytamy książki. Rzadko wychodzimy gdzieś razem, to on częściej wychodzi sam do kolegów. Może ma jakieś problemy, o których nie chce mi powiedzieć? Dwa dni przed Wigilią postanowiłam z nim na ten temat porozmawiać. Kiedy powiedziałam mu o moich obserwacjach, stwierdził, że wszystko jest w porządku i nie muszę się niczym martwić. Po prostu od jakiegoś czasu ma dużo spraw na głowie i ciągle jest zmęczony. Nie miałam powodów, żeby mu nie wierzyć. Chciałam zrobić coś, żeby odpoczął i odprężył się przed Wigilią, po tych ciężkich tygodniach pracy. Postanowiłam następnego dnia przegotować mu niespodziankę. Chciałam powtórzyć scenariusz z ostatniej niedzieli, ale w ulepszonej wersji. Musiałam tylko wyrwać się wcześniej z pracy. Wiedziałam, że to nie będzie łatwe, ale też nie niemożliwe.
      Kiedy rano się obudziłam, Robert jeszcze spał. Po cichutku wstałam, ubrałam się, zjadłam śniadanie i wymknęłam się do pracy. Zaraz po przyjściu do pracy, poszłam do szefowej i poprosiłam ją o to, żebym mogła wyjść wcześniej, ponieważ mam „wizytę u lekarza”. Bardzo niechętnie, ale się zgodziła. Przez cały dzień myślałam o moim planie. Bardzo starannie planowałam każdy, nawet najdrobniejszy szczegół. Bardzo zależało mi na tym, aby Robert był zadowolony. Miałam zamiar wrócić do domu przed Robertem i wszystko przygotować.
   Po drodze do domu wstąpiłam do supermarketu, żeby kupić rzeczy, które były mi potrzebne. Potem pojechałam prosto do domu. Kiedy wchodziłam na górę układałam dokładny plan działania. Miałam jeszcze dwie godziny do powrotu Roberta, więc powinnam spokojnie zdążyć. Kiedy stałam pod drzwiami i szukałam kluczy w torebce rozmyślałam o tym, jak bardzo będzie zaskoczony Robert. Znalazłam wreszcie klucze, otworzyłam drwi i weszłam do środka. Zdziwiłam się, ponieważ usłyszałam jakieś głosy we wnętrzu mieszkania. Skierowałam swoje kroki do sypialni, bo wydawało mi się, że to właśnie stamtąd dobiegają. I zobaczyłam to.

Przygodę czas zacząć!

Witajcie moi kochani!

Jestem studentką czwartego roku studiów technicznych. Ale od lat pasjonują mnie książki. Uwielbiam czytać. Dlatego też postanowiłam poznać świat książki od nieco innej strony. Postanowiłam sama coś stworzyć. Jestem początkująca, więc nie oceniajcie mnie zbyt surowo. Nie oznacza to, że nie jestem gotowa przyjąć Waszej krytyki i cennych uwag. Po to właśnie powstaje ten blog. Żeby podzielić się z Wami tym, co siedzi mi w głowie i żeby się czegoś nauczyć.

Życzę miłej lektury!