Mój
narzeczony leżał w naszym łóżku z jakąś kobietą. Przytulał
ją i rozmawiał jakby nigdy nic. Patrzyłam na nich oniemiała,
czułam jak krew odpływa mi z mózgu i zaczyna się kręcić w
głowie. Nie byłam w stanie nic zrobić. Było mi okropnie słabo.
Osunęłam się na najbliższe krzesło w sypialni. Jakimś cudem
mnie nie zauważyli. Chcąc nie chcąc przysłuchiwałam się ich
rozmowie:
–
Jesteś niesamowita – powiedział Robert, gładząc tamtą po
włosach.
–
Wiem – powiedziała zadowolona kobieta. – Ty też jesteś niczego
sobie. Im dłużej się z tobą spotykam, tym bardziej jestem
przekonana, że marnujesz się przy tej swojej Indze.
–
Też tak myślę. Chyba będzie trzeba coś z tym zrobić. Na
początku to wszystko było bardzo zabawne, ten cały związek z
nią, ale teraz... to strasznie męczące. Najśmieszniejsze jest to,
że ona traktuje to wszystko bardzo poważnie – kiedy
tego słuchałam z każdą minutą czułam się coraz gorzej. – ona
jest strasznie słaba i naiwna. Wierzy we wszystko co jej powiem. I
wydaje jej się, że nasz związek jest idealny. Wiesz co ta mała
dziwka ostatnio wymyśliła? Romantyczną kolację, wino... Jezu,
jakie to było żałosne. Myślałem, że się poskładam ze śmiechu,
ale musiałem wytrzymać do końca, żeby się nie zorientowała, że
coś jest nie tak.
–
To dlaczego jeszcze z nią jesteś?
–
Dla pieniędzy. Dzięki temu, że ją znoszę, mam duże, wygodne
mieszkanie i w ogóle. Ona jest bardzo nadziana. Poza tym fajnie jest
czasem zabawić się jej kosztem. Dobra, dość o tym.
Kiedy
przysłuchałam się tej rozmowie, czułam się okropnie. Wydawało
mi się, że jestem główną bohaterką najgorszego koszmaru na
świecie. Czułam jak całe moje życie rozpada się na tysiące
maleńkich kawałków. Wydawało mi się, że nie znam tego
człowieka, który leży w moim łóżku. Cały czas łzy napływały
mi do oczu.
–
Jesteś głodna, chce ci się pić? – zapytał po chwili Robert.
–
Tak, chętnie coś przegryzę – odpowiedziała jego kochanka.
Potem
stało się o to, co w końcu musiało się stać. Robert wstał,
ubrał spodenki i kiedy się odwrócił twarzą do drzwi, zauważył
mnie. Stał jak wryty przez kilka sekund, a potem zaczął krzyczeć:
–
Co do cholery tu robisz?! Długo tu jesteś?!
–
Wystarczająco długo, by zacząć cię nienawidzić! – wysyczałam.
A
na chwiejnych nogach podbiegłam do niego i zaczęłam uderzać
pięściami w jego piersi. On natychmiast chwycił moje nadgarstki,
żeby mnie powstrzymać.
–
Jak mogłeś?! Przecież... Przecież...
–
Zasłużyłaś sobie na to wszystko, ty suko! Nigdy nie byłaś warta
zachodu! Jak mogłaś myśleć, że mi na ciebie zależy?! Jesteś
jeszcze bardziej naiwna niż mi się wydawało! Dobrze, że się
dowiedziałaś, bo przynajmniej nie będę musiał już się z tobą
użerać!
Tego
już było dla mnie za wiele. Kiedy Robert mnie wreszcie puścił i
chciał odejść, ja z całej siły uderzyłam go pięścią w twarz.
W wyniku uderzenia Robert zatoczył się i musiał podtrzymać się
łóżka, żeby nie upaść. Kiedy się wyprostował, zauważyłam,
że z jego nosa cieknie krew. Byłam bardzo zadowolona z takiego
rezultatu. W międzyczasie próbowałam się choć trochę opanować,
choć nie było to łatwe. To w ogóle nie było łatwe, ale w końcu
jakoś się udało. Spojrzałam na niego jeszcze raz i zaczęłam
krzyczeć:
–
Jeszcze dziś masz się wynieść z mojego mieszkania i zabierz z
stąd tą wywłokę! Nie chcę cię więcej widzieć! Wrócę za
godzinę i ma cię tu już nie być!
–
Z przyjemnością! – powiedział to, szukając czegoś, czym mógłby
wytrzeć twarz.
–
Jesteś śmieciem!
I
właśnie w taki sposób skończył się romantyczny obiad, który
nie zdążył się nawet rozpocząć. Po tej kłótni, która
zakończyła nasz związek, wybiegłam z domu i udałam się do
mojego ulubionego parku. Czułam w piersi narastający ból. Było mi
okropne niedobrze. Bałam się myśleć o przyszłości. Bardzo
kochałam Roberta, ale jeszcze bardziej go nienawidziłam. Nie
potrafiłam zrozumieć dlaczego się tak stało? Co zrobiłam nie
tak? Przecież jeszcze tydzień temu wszystko było takie idealne, a
przynajmniej tak mi się wydawało. Może rzeczywiście byłam naiwna
i słaba? Ale przecież zawsze wszyscy mi powtarzali, że jestem
silną, pewną sobie kobietą, która da sobie w życiu radę.
Niczego już nie rozumiałam. Niczego. Siedziałam w parku ponad
godzinę, pomimo okropnego mrozu, który panował na dworze.
Siedziałam i rozmyślałam. Zastanawiałam się nad tym, jak mogło
do tego dojść, jak on mógł mnie tak oszukać? Przypomniały mi
się sytuacje kiedy unikał spędzania ze mną czasu, kiedy wracał
późno z pracy, kiedy wychodził z kolegami na mecz, kiedy w weekend
musiał załatwiać różne niecierpiące zwłoki sprawy. A te, w
gruncie rzeczy, nieliczne chwile, które spędziliśmy razem były
idealne, on był idealny. I wreszcie wszystko zaczęło się układać
w spójną całość. Nie potrafiłam tylko zrozumieć, jak mogłam
dać się wciągnąć te jego gierki. To było takie poniżające!
Kiedy
tak siedziałam w parku, pogrążona w myślach, zadzwonił telefon.
Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, więc go nie odebrałam. Ale
po kilku minutach zadzwonił znowu i znowu. Aż w końcu musiałam go
odebrałam.
–
Słucham – starałam się, żeby mój głos brzmiał normalnie, co
nie było łatwe.