niedziela, 9 sierpnia 2015

Trochę spóźniona, ale jest :)

Moi kochani... Tak wiem... Dawno mnie nie było... Strasznie dawno. Bardzo Was za to przepraszam. I szczerze mówiąc trochę żałuję, że tak dawno nic się nie pojawiło, bo naprawdę polubiłam pisanie. Ale tak po prawdzie nie miałam zbyt wiele czasu, żeby coś naskrobać. 

Ale przyrzekłam sobie, że postaram się pisać bardziej systematycznie, żeby już nie zawodzić  Was drodzy czytelnicy i przy okazji siebie.

Życzcie mi powodzenia! :)
 A ja Wam życzę miłej lektury! :)

sobota, 14 lutego 2015

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 18.

- Inga?
  Przez dobre kilka sekund wpatrywałam się w stojącego przede mną mężczyznę. Zamrugałam chyba ze sto razy. Nie mogłam uwierzyć, że to on. Jak to możliwe, że spośród trzydziestu ośmiu milionów ludzi mieszkających w Polsce spotkałam właśnie jego? Jak to, do cholery, możliwe? Stałam, patrzyłam i czekałam, aż zniknie, ale nie znikał.
- Oliwer? - udało mi się w końcu wyszeptać.
- Inga... Cześć. - Oliwer był tak samo zaskoczony jak ja.
- Cześć. - bąknęłam. Na tę chwilę nic więcej nie mogło się wydostać z mojego gardła.
   Wpatrywałam się w Oliwera jak zaklęta. Wielokrotnie wyobrażałam sobie nasze kolejne spotkanie. Wiedziałam, że prędzej, czy później do niego dojdzie. Analizowałam wszelkie możliwe scenariusze. Starałam się być przygotowana na wszystko. Po Incydencie bardzo dużo czasu poświęciłam na przemyślenie i uporządkowanie swoich uczyć i emocji. Z całych sił starałam się sobie wytłumaczyć, że to niemożliwe, wręcz niedorzeczne, żebym zako... ach... I Bóg mi świadkiem, byłam przekonana, że mi się to udało. Ale teraz, kiedy stałam z nim twarzą w twarz. Nie miałam pojęcia co myśleć, co powiedzieć. A uczucia, które pojawiły się w moim sercu były, o zgrozo, zgoła inne niż te, których oczekiwałam. Wszystko wskazywało na to, że moje serce miało niewiele wspólnego z rozumem.
    Czułam, że nie mogę ruszyć się z miejsca. A jedyną rzeczą jaką miałam ochotę zrobić, to uciec stąd jak najszybciej i jak najdalej.
Oliwer chyba musiał zauważyć moją minę, która pewnie nie należała do najmądrzejszych, bo zapytał zmartwionym głosem:
- Wszystko w porządku, Ingo?
W tym momencie się ocknęłam i przypomniałam sobie do czego służy język.
- Tak, jasne. Co słychać? Co tutaj robisz? - odpowiadam szybko, nawet nie zdając sobie sprawy, że zadałam mu te pytania.
- Dobrze – odpowiedział ze wzrokiem wbitym prosto we mnie, jakby chciał się upewnić, że wszystko w porządku. Że wszystko między nami w porządku. – u mnie wszystko w gra... - skończył niepewnie, wyraźnie zważając no każde słowo. Jakby się bał, ze zaraz ucieknę w popłochu, co zresztą wcale nie było dalekie prawdy.
- Wiesz, muszę już iść. Ewa na mnie czeka. Tak że... Na razie.
    Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie. Kiedy się od niego oddalałam, czułam, że nieodwracalnie coś schrzaniłam. Nie tak miało być! Nie tak miało wyglądać to spotkanie! A moje uczucia... och! Byłam na siebie wściekła! Ustaliłam, że po Incydencie wrócimy do starego porządku. Ustaliłam, że: Wszystko. Będzie. Jak. Dawniej. Nie przypuszczałam, że moje głupie serce będzie stawiało tak ostry opór! Najgorsza była świadomość, tego, że jeśli nadal będę się zachowywać w taki sposób... Stracę go. BEZPOWROTNIE.
  W drodze powrotnej zaczęłam zastanawiać się jak to jest możliwe, że spotkałam Oliwera na plaży. I jedynym logicznym wyjaśnieniem jakie przychodziło mi do głowy, było to, ktoś musiał mu powiedzieć gdzie jestem. Ale kto...? No jasne! Ewa! Zabiję ją! Zabiję, poćwiartuję i wrzucę do kwasu!
  Dostałam taki zastrzyk adrenaliny, że do pensjonatu dotarłam w tak krótkim czasie, jak chyba jeszcze nikomu się nie udało. Jak strzała pomknęłam na górę i z impetem otworzyłam drzwi do naszego pokoju. Weszłam do środka. Ewa jeszcze spała. Zawsze miała mocny sen, nawet wybuch bomby nie byłby w stanie jej obudzić. Podeszłam do niej i uszczypnęłam w ucho (tak, istniały pewne sposoby na obudzenie śpiącej królewny, a ja je znałam). Otworzyła oczy, zamrugała i zamknęła je na powrót. Po chwili wychrypiała zaspanym głosem:
- Już jesteś? - przeciągnęła się, tak, jak mają w zwyczaju to robić leniwe kociaki. - Nie spodziewałam się ciebie tak szybko.
Nie odpowiedziałam, więc spojrzała na mnie.
- Co się stało?! Wyglądasz jakby cię goniło stado duchów!
Podniosła się tak gwałtownie, że prawie wyskoczyła z łóżka.
- To ty sprowadziłaś tu Oliwera? Jak mogłaś? Specjalnie mnie tu przywiozłaś, żebyśmy się spotkali! - zaczęłam krzyczeć na całe gardło.
- Co?! O czym ty mówisz?! Jakiego Oliwera?
- Oliwera Jaworskiego!
- Co? Oliwer tu jest? Nie miałam o tym pojęcia! Dlaczego się tak wściekasz?!
- Nie udawaj niewiniątka!
- Inga ja naprawdę nie wiem o co ci chodzi!
  Nie wiem dlaczego, ale uwierzyłam jej. Nagle poczułam, że tracę panowanie nad sobą. Dawno nie czułam się tak okropnie. Osunęłam się na podłogę i najzwyczajniej w świecie zaczęłam płakać.
  Ewa zwlokła się z łózka i przyglądała mi się zdezorientowana. Po dłuższej chwili przykucnęła przy mnie, chwyciła moje dłonie i wyszeptała:
- Inga. Co się dzieje?
Nie doczekała się odpowiedzi. Nie byłam w stanie jej udzielić. Próbowałam, ale płacz ściskał mnie za gardło. Mimo wszystko Ewa nie dawała za wygraną.
- Co się dzieje między tobą a Oliwerem?
- Nic. Serio. - Wychlipałam. Ewa spojrzała na mnie spode łba. Wiedziałam, że jej nie oszukam, ale musiałam grać na czas.
- Powiedział ci, że cię kocha?
- Co!? - spojrzałam na nią z przerażeniem.
- Inga, nie trzeba być jasnowidzem, żeby widzieć, że on coś do ciebie czuje.
- Co?! - powtórzyłam. Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Ewa spojrzała na mnie wymownie. - Nie. Nie. Nie! Ewa, daj spokój! - podniosłam się gwałtownie z podłogi.
- Inga tylko błagam cię nie zakreślaj go od razu. To dobry facet. Wszyscy ci to powiedzą.
-Co?! Ewa... to wszystko jest jakieś dziwne... Uważasz, ze on... Przecież to nie ma sensu! Poza tym to najlepszy przyjaciel Tomka... Ja...nie mogłabym przecież...
- Inga, co ty pleciesz?! Tomek nie miałby nic przeciwko!
- Ewa... Przestań! A jeśli nawet... to nie jest takie proste...
- Tak, wiem. - w końcu się uspokoiła. - Ale... tak właściwie to co się stało?
- Ech... nie mam innego wyjścia, prawda? Muszę ci opowiedzieć.
- Nie. Nie masz. - odpowiedziała Ewa z chytrym uśmiechem na ustach.
- No dobra. To było tak...
     I opowiedziałam Ewie o tym, co wydarzyło się wtedy w mojej sypialni. O tym, co wtedy czułam. O tym, co działo się później w moim sercu i głowie. Moja opowieść skończyłam na tym, co wydarzyło się dziś rano. Ewa słuchała w skupieniu. Nie przerywała mi zbyt często, chyba że chciała o coś dopytać. Zawsze była potrafiła słuchać.
- Inga... Na moje oko, to on jest w tobie zakochany po uszy. I to nie od dziś! Tylko dziwi mnie to, że wcześniej tego nie zauważyłaś. Zawsze byłaś lepsza w te klocki ode mnie - uśmiechnęłam się smutno.
- I.. - kontynuowała – Ty też zaczynasz coś do niego czuć... Im szybciej to przed sobą przyznasz tym lepiej - nie odpowiedziałam, ale w głębi serca, wiedziałam, że to prawda.

wtorek, 27 stycznia 2015

Moja opinia: „Szczęściarz”

Autor: Nicholas Sparks
Tytuł oryginału: The Lucky One


Opis książki:

Logan Thibault jest urodzonym szczęściarzem. Służył w piechocie morskiej, ma za sobą służbę w Iraku, gdzie wielokrotnie otarł się o śmierć. Przeżył i wrócił do domu z pamiątką - znalezionym na pustyni zdjęciem młodej kobiety, które traktuje jako talizman. Kiedy w bezsensownym wypadku ginie jego przyjaciel, Logan stawia sobie za cel odszukanie dziewczyny z fotografii. Przemierzając pieszo kraj, odnajduje ją w Hampton, miasteczku w Karolinie Północnej. Beth nie jest jednak księżniczką z bajki, ale rozwódką z dziesięcioletnim synem, która ma sporo kłopotów z byłym mężem, zastępcą szeryfa i wnukiem najbardziej wpływowego obywatela miasta. Pomiędzy mężczyznami wybucha ostra rywalizacja...

Moja opinia:

„Szczęściarz” to jedna z moich ulubionych książek Nicholasa Sparksa. Ciekawa fabuła, dobrze poprowadzona akcja, właściwie do końca książki trzyma w napięciu. Autor jak zwykle w swoich książkach potrafi w niezwykły sposób przedstawiać bohaterów i ich uczucia, co uważam za ogromną zaletę jego tekstów.

Ale dość o samym sposobie jej napisania. Sparks, jak zwykle zresztą, nie ofiaruje nam prostej opowiastki, którą przeczyta się i od razu zapomni. „Szczęściarz” jest książką, która zachęca do przemyśleń. Dla mnie jest nie tylko piękną opowieścią o miłości, ale także próbą zwrócenia uwagi na to, że nie zawsze wszystko jest takie jak nam się wydaje. Sparks pokazuje nam, że czasem musi się coś wydarzyć albo musi pojawić ktoś, kto pomoże nam dostrzec jaka jest prawda. Może rzeczywiście czasem warto po prostu spojrzeć na pewne rzeczy inaczej i dać szansę ludziom i nowym doświadczeniom, których się obawiamy?


Czy i Wy, tak jak ja, jesteście fanami książek tego autora?
Tych, którzy jeszcze nie znają twórczości Nicholasa Sparksa, serdecznie zachęcam do sięgnięcia po którąś z jego książek! :)

Źródło opisu: http://www.wydawnictwoalbatros.com
Źródło obrazka: http://www.empik.com