- Inga?
Przez dobre kilka sekund
wpatrywałam się w stojącego przede mną mężczyznę. Zamrugałam
chyba ze sto razy. Nie mogłam uwierzyć, że to on. Jak to możliwe,
że spośród trzydziestu ośmiu milionów ludzi mieszkających w
Polsce spotkałam właśnie jego? Jak to, do cholery, możliwe?
Stałam, patrzyłam i czekałam, aż zniknie, ale nie znikał.
- Oliwer? - udało mi się w
końcu wyszeptać.
- Inga... Cześć. - Oliwer
był tak samo zaskoczony jak ja.
- Cześć. - bąknęłam. Na
tę chwilę nic więcej nie mogło się wydostać z mojego gardła.
Wpatrywałam się w Oliwera jak zaklęta. Wielokrotnie wyobrażałam
sobie nasze kolejne spotkanie. Wiedziałam, że prędzej, czy później
do niego dojdzie. Analizowałam wszelkie możliwe scenariusze.
Starałam się być przygotowana na wszystko. Po Incydencie bardzo
dużo czasu poświęciłam na przemyślenie i uporządkowanie swoich
uczyć i emocji. Z całych sił starałam się sobie wytłumaczyć,
że to niemożliwe, wręcz niedorzeczne, żebym zako... ach... I Bóg
mi świadkiem, byłam przekonana, że mi się to udało. Ale teraz,
kiedy stałam z nim twarzą w twarz. Nie miałam pojęcia co myśleć,
co powiedzieć. A uczucia, które pojawiły się w moim sercu były,
o zgrozo, zgoła inne niż te, których oczekiwałam. Wszystko
wskazywało na to, że moje serce miało niewiele wspólnego z
rozumem.
Czułam, że nie mogę ruszyć
się z miejsca. A jedyną rzeczą jaką miałam ochotę zrobić, to
uciec stąd jak najszybciej i jak najdalej.
Oliwer chyba musiał zauważyć
moją minę, która pewnie nie należała do najmądrzejszych, bo
zapytał zmartwionym głosem:
- Wszystko w porządku, Ingo?
W tym momencie się ocknęłam
i przypomniałam sobie do czego służy język.
- Tak, jasne. Co słychać? Co
tutaj robisz? - odpowiadam szybko, nawet nie zdając sobie sprawy, że
zadałam mu te pytania.
- Dobrze – odpowiedział ze
wzrokiem wbitym prosto we mnie, jakby chciał się upewnić, że
wszystko w porządku. Że wszystko między nami w porządku. – u
mnie wszystko w gra... - skończył niepewnie, wyraźnie zważając
no każde słowo. Jakby się bał, ze zaraz ucieknę w popłochu, co
zresztą wcale nie było dalekie prawdy.
- Wiesz, muszę już iść.
Ewa na mnie czeka. Tak że... Na razie.
Odwróciłam się na pięcie
i ruszyłam przed siebie. Kiedy się od niego oddalałam, czułam, że
nieodwracalnie coś schrzaniłam. Nie tak miało być! Nie tak miało
wyglądać to spotkanie! A moje uczucia... och! Byłam na siebie
wściekła! Ustaliłam, że po Incydencie wrócimy do starego
porządku. Ustaliłam, że: Wszystko. Będzie. Jak. Dawniej. Nie
przypuszczałam, że moje głupie serce będzie stawiało tak ostry
opór! Najgorsza była świadomość, tego, że jeśli nadal będę
się zachowywać w taki sposób... Stracę go. BEZPOWROTNIE.
W drodze powrotnej zaczęłam
zastanawiać się jak to jest możliwe, że spotkałam Oliwera na
plaży. I jedynym logicznym wyjaśnieniem jakie przychodziło mi do
głowy, było to, ktoś musiał mu powiedzieć gdzie jestem. Ale
kto...? No jasne! Ewa! Zabiję ją! Zabiję, poćwiartuję i wrzucę
do kwasu!
Dostałam taki zastrzyk
adrenaliny, że do pensjonatu dotarłam w tak krótkim czasie, jak
chyba jeszcze nikomu się nie udało. Jak strzała pomknęłam na
górę i z impetem otworzyłam drzwi do naszego pokoju. Weszłam do
środka. Ewa jeszcze spała. Zawsze miała mocny sen, nawet wybuch
bomby nie byłby w stanie jej obudzić. Podeszłam do niej i
uszczypnęłam w ucho (tak, istniały pewne sposoby na obudzenie
śpiącej królewny, a ja je znałam). Otworzyła oczy, zamrugała i
zamknęła je na powrót. Po chwili wychrypiała zaspanym głosem:
- Już jesteś? - przeciągnęła
się, tak, jak mają w zwyczaju to robić leniwe kociaki. - Nie
spodziewałam się ciebie tak szybko.
Nie odpowiedziałam, więc
spojrzała na mnie.
- Co się stało?! Wyglądasz
jakby cię goniło stado duchów!
Podniosła się tak
gwałtownie, że prawie wyskoczyła z łóżka.
- To ty sprowadziłaś tu
Oliwera? Jak mogłaś? Specjalnie mnie tu przywiozłaś, żebyśmy
się spotkali! - zaczęłam krzyczeć na całe gardło.
- Co?! O czym ty mówisz?!
Jakiego Oliwera?
- Oliwera Jaworskiego!
- Co? Oliwer tu jest? Nie
miałam o tym pojęcia! Dlaczego się tak wściekasz?!
- Nie udawaj niewiniątka!
- Inga ja naprawdę nie wiem o
co ci chodzi!
Nie wiem dlaczego, ale
uwierzyłam jej. Nagle poczułam, że tracę panowanie nad sobą.
Dawno nie czułam się tak okropnie. Osunęłam się na podłogę i
najzwyczajniej w świecie zaczęłam płakać.
Ewa zwlokła się z łózka i
przyglądała mi się zdezorientowana. Po dłuższej chwili
przykucnęła przy mnie, chwyciła moje dłonie i wyszeptała:
- Inga. Co się dzieje?
Nie doczekała się
odpowiedzi. Nie byłam w stanie jej udzielić. Próbowałam, ale
płacz ściskał mnie za gardło. Mimo wszystko Ewa nie dawała za
wygraną.
- Co się dzieje między tobą
a Oliwerem?
- Nic. Serio. - Wychlipałam.
Ewa spojrzała na mnie spode łba. Wiedziałam, że jej nie oszukam,
ale musiałam grać na czas.
- Powiedział ci, że cię
kocha?
- Co!? - spojrzałam na nią z
przerażeniem.
- Inga, nie trzeba być
jasnowidzem, żeby widzieć, że on coś do ciebie czuje.
- Co?! - powtórzyłam. Nie
mogłam uwierzyć w to co słyszę. Ewa spojrzała na mnie wymownie.
- Nie. Nie. Nie! Ewa, daj spokój! - podniosłam się gwałtownie z
podłogi.
- Inga tylko błagam cię nie
zakreślaj go od razu. To dobry facet. Wszyscy ci to powiedzą.
-Co?! Ewa... to wszystko jest
jakieś dziwne... Uważasz, ze on... Przecież to nie ma sensu! Poza
tym to najlepszy przyjaciel Tomka... Ja...nie mogłabym przecież...
- Inga, co ty pleciesz?! Tomek
nie miałby nic przeciwko!
- Ewa... Przestań! A jeśli
nawet... to nie jest takie proste...
- Tak, wiem. - w końcu się
uspokoiła. - Ale... tak właściwie to co się stało?
- Ech... nie mam innego
wyjścia, prawda? Muszę ci opowiedzieć.
- Nie. Nie masz. -
odpowiedziała Ewa z chytrym uśmiechem na ustach.
- No dobra. To było tak...
I opowiedziałam Ewie
o tym, co wydarzyło się wtedy w mojej sypialni. O tym, co wtedy
czułam. O tym, co działo się później w moim sercu i głowie.
Moja opowieść skończyłam na tym, co wydarzyło się dziś rano.
Ewa słuchała w skupieniu. Nie przerywała mi zbyt często, chyba że
chciała o coś dopytać. Zawsze była potrafiła słuchać.
- Inga... Na moje oko, to on
jest w tobie zakochany po uszy. I to nie od dziś! Tylko dziwi mnie
to, że wcześniej tego nie zauważyłaś. Zawsze byłaś lepsza w te
klocki ode mnie - uśmiechnęłam się smutno.
- I.. - kontynuowała – Ty
też zaczynasz coś do niego czuć... Im szybciej to przed sobą
przyznasz tym lepiej - nie odpowiedziałam, ale w głębi serca,
wiedziałam, że to prawda.