Było około południa. Szłam
wzdłuż brzegu morza. Moje stopy muskała zimna, słona woda. Plecy
ogrzało letnie słońce. Miałam na sobie biały top i granatowe
szorty. Moje półdługie, kasztanowe włosy opadały swobodnie na
ramiona. Przez lewe ramię miałam przewieszoną małą, czarną
torebkę, a w prawej dłoni trzymałam sandałki.
Po wydarzeniach, które miały
miejsce rano straciłam ochotę na plażowanie. Chciałam pobyć
trochę sama. Ewa na początku była przeciwna – nie chciała
zostawiać mnie samej. Ostatecznie jednak się zgodziła. Chyba
zrozumiała, że tego właśnie mi trzeba. I tak było w istocie.
Musiałam jeszcze raz nad wszystkim się zastanowić. Zastanowić się
nad tym, co tak naprawdę czuję. I co z tym wszystkim zrobić?
W
mojej głowie panował totalny chaos. Moje myśli pędziły jak
szalone we wszystkich kierunkach. Co
tak naprawdę do niego
czułam? Wydawało
mi się, że nie potrafię zdefiniować moich uczuć. A
może po prostu gdzieś tam
wiedziałam jakie one są,
ale nie chciałam się do nich przyznać? Ale dlaczego? Przez
strach? Strach przed czym? Przed odrzuceniem? Przed tym, że pójdzie
coś nie tak? Przed tym, ze znowu ktoś mnie skrzywdzi? Że ja kogoś
skrzywdzę, że dam plamę? Że sobie nie poradzę? A może po
prostu nie potrzebowałam związku, nie byłam na niego gotowa?
Chciałam pozostać wolna i niezależna.
Długo próbowałam rozeznać
się w swoich uczuciach. Pozbyć się strachu, obaw i spojrzeć na
wszystko z innej perspektywy. Ale niestety nie było takie proste. A
może jednak było? Tylko ja szukałam dziury w całym i nie
pozwalałam sercu dojść do głosu? Albo bałam się tego co mi
podpowie?
Nigdy nie lubiłam kiedy coś
było zagmatwane. A to wszystko było cholernie zagmatwane.
Z zamyślenia wyrwał mnie
dźwięk mojego telefonu. Dzwoniła Ewa, która pewnie chciała
dowiedzieć się gdzie jestem, jak się czuję. I rzeczywiście,
kiedy podniosłam słuchawkę od razu padły te pytania. Dodatkowo
Ewa zapytała, czy chciałabym zjeść nią obiad. Chętnie się
zgodziłam, bo w sumie doszłam do wniosku, że potrzebna jest mi
rozmowa z kimś bliskim. Tak naprawdę nigdy nie lubiłam rozmawiać
o swoich uczuciach. Istniało tylko kilka osób, którymi byłam w
stanie przeprowadzić rozmowę na ich temat. Należały do nich
między innymi Ewa, Tomek, babcia i o zgrozo Oliwer.
Umówiłyśmy się z Ewą w
knajpce przy plaży, w której byłyśmy poprzedniego dnia. Kiedy
dotarłam na miejsce i weszłam do środku zauważyłam Ewę siedzącą
przy dwuosobowym stoliku na końcu sali i pogrążoną w lekturze
menu. Podeszłam do stolika i usiadłam na krześle naprzeciwko Ewy.
Przywitała mnie smutnym uśmiecham, który odwzajemniłam.
Wymieniłyśmy kilka zdań na temat tego, co będziemy jadły i
złożyłyśmy zamówienie. Po tym jak kelnerka wróciła do kuchni
zapadła niezręczna cisza. Ewa wpatrywała się we mnie smutnym
wzrokiem, a ja nie miałam pojęcia od czego zacząć. Po paru
minutach milczenia spuściłam głowę i wyszeptałam:
- Przepraszam, że zepsułam
ci wakacje. Nie tak miało być.
- Co?! Inga, naprawdę
myślisz, że jestem na ciebie zła. Że zepsułaś nasze wakacje?
- A nie jest tak? - zapytałam
skruszona.
- Nie. Nie jest. - Ewa ciężko
westchnęła - Po za tym. Niczego nie zepsułaś. Jeszcze mogą być
wspaniałe i nie zapomniane.
- Naprawdę tak myślisz?
- Jestem tego pewna. Ale
dobra... Myślę, ze są ważniejsze tematy do rozmowy...
Tym razem to je ciężko
westchnęłam...
- Tak... Co do... Oliwera. Co
zamierzasz z tym wszystkim zrobić?
- Szczerze mówiąc... nadal
nie mam pojęcia... Nawet nie jestem pewna co do niego czuję. Ale
wiem... że nie jest mi obojętny.
- Też mi się tak wydaje -
powiedziała Ewa z uśmiechem Liska Chytruska.
- No wiesz co! - krzyknęłam
zdenerwowana.
- No co? - zaśmiała się
Ewa.
- Nic. - starałam się
uspokoić - Ale tak na poważnie. Myślisz, że Tomek naprawdę nie
miałby nic przeciwko?
- Jestem tego absolutnie
pewna. Powiem więcej: ucieszyłby się, że jego siostra trafiła na
kogoś takiego jak Oliwer.
- No niby tak... ale...
- Ale?
- Nie wiem, czy jestem w
stanie się z kimkolwiek związać...Nie wiem, czy chcę... Ledwo co
zdołałam wszystko sobie poukładać... Ledwie się w tym wszystkim
zdołałam odnaleźć... I znowu wszystko zaczyna się walić...
- Inga, czy ty czasem nie
przesadzasz? Przecież nic się nie wali... Oliwer nie chce ci
niczego niszczyć. Jak już to chce ci pomóc. Dobrze wiesz o tym.
- No niby tak, ale... to nie
takie proste.
- A może to wcale nie jest
takie trudne? - spojrzałam na Ewę szeroko otwartymi oczyma i
zapytałam:
- To co według ciebie
powinnam zrobić?
- Przede wszystkim nie spiesz
się. Masz, czas i nikt cię nie goni. A poza tym.Może powinnaś mu
dać szansę? Nic nie stracicie, a możecie tylko zyskać. Dużo
zyskać. Po prostu nie traktuj go tak z buta.
- Nie chciałam go tak
traktować... ale masz rację... chyba tak właśnie go
potraktowałam... przesadziłam...
- Po prostu z nim pogadaj. Tak
na dobry początek. Zamiast siedzieć i zastanawiać się godzinami
co do niego czujesz. Co ci da takie siedzenie i zastanawianie się?
Hmm...? Nic. Nie zrobisz się od tego mądrzejsza.
- No tak. Ale... - wzruszyłam
ramionami zrezygnowana.
- Inga, zastanów się. -
kontynuowała Ewa – Pogadaj z nim. Myślę, ze wam obojgu dobrze to
zrobi. Musicie wyjaśnić sobie parę spraw... A o związku na razie
nie myśl. Nikt nie karze ci się przecież od razu nim wiązać. Daj
mu po prostu szansę. Daj sobie szansę. Przecież nie chcesz
rezygnować z tej znajomości. Wiem, że jest dla ciebie zbyt ważna.
Zobaczysz co z tego wszystkiego wyniknie. W każdej chwili możesz
przecież zrezygnować.
- No tak... - odpowiedziałam
niepewnie – powinnam z nim pogadać.
I nagle poczułam, że
rozmowa z Oliwerem jest jedynym sensownym rozwiązaniem. Bez niej nie
powinnam podejmować żadnych decyzji. Przecież nikt nie karze mi
decydować w tym momencie o tym jak będzie wyglądała nasza
przyszłość. Mogłam na to wpaść wcześniej.
Po skończonym obiedzie,
który notabene był lekki i pyszny poszłyśmy z Ewą na spacer po
porcie, a później na plażę.
