niedziela, 9 sierpnia 2015

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 19.

    Było około południa. Szłam wzdłuż brzegu morza. Moje stopy muskała zimna, słona woda. Plecy ogrzało letnie słońce. Miałam na sobie biały top i granatowe szorty. Moje półdługie, kasztanowe włosy opadały swobodnie na ramiona. Przez lewe ramię miałam przewieszoną małą, czarną torebkę, a w prawej dłoni trzymałam sandałki.
Po wydarzeniach, które miały miejsce rano straciłam ochotę na plażowanie. Chciałam pobyć trochę sama. Ewa na początku była przeciwna – nie chciała zostawiać mnie samej. Ostatecznie jednak się zgodziła. Chyba zrozumiała, że tego właśnie mi trzeba. I tak było w istocie. Musiałam jeszcze raz nad wszystkim się zastanowić. Zastanowić się nad tym, co tak naprawdę czuję. I co z tym wszystkim zrobić?
   W mojej głowie panował totalny chaos. Moje myśli pędziły jak szalone we wszystkich kierunkach. Co tak naprawdę do niego czułam? Wydawało mi się, że nie potrafię zdefiniować moich uczuć. A może po prostu gdzieś tam wiedziałam jakie one są, ale nie chciałam się do nich przyznać? Ale dlaczego? Przez strach? Strach przed czym? Przed odrzuceniem? Przed tym, że pójdzie coś nie tak? Przed tym, ze znowu ktoś mnie skrzywdzi? Że ja kogoś skrzywdzę, że dam plamę? Że sobie nie poradzę? A może po prostu nie potrzebowałam związku, nie byłam na niego gotowa? Chciałam pozostać wolna i niezależna.
Długo próbowałam rozeznać się w swoich uczuciach. Pozbyć się strachu, obaw i spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Ale niestety nie było takie proste. A może jednak było? Tylko ja szukałam dziury w całym i nie pozwalałam sercu dojść do głosu? Albo bałam się tego co mi podpowie?
    Nigdy nie lubiłam kiedy coś było zagmatwane. A to wszystko było cholernie zagmatwane.
    Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk mojego telefonu. Dzwoniła Ewa, która pewnie chciała dowiedzieć się gdzie jestem, jak się czuję. I rzeczywiście, kiedy podniosłam słuchawkę od razu padły te pytania. Dodatkowo Ewa zapytała, czy chciałabym zjeść nią obiad. Chętnie się zgodziłam, bo w sumie doszłam do wniosku, że potrzebna jest mi rozmowa z kimś bliskim. Tak naprawdę nigdy nie lubiłam rozmawiać o swoich uczuciach. Istniało tylko kilka osób, którymi byłam w stanie przeprowadzić rozmowę na ich temat. Należały do nich między innymi Ewa, Tomek, babcia i o zgrozo Oliwer.
    Umówiłyśmy się z Ewą w knajpce przy plaży, w której byłyśmy poprzedniego dnia. Kiedy dotarłam na miejsce i weszłam do środku zauważyłam Ewę siedzącą przy dwuosobowym stoliku na końcu sali i pogrążoną w lekturze menu. Podeszłam do stolika i usiadłam na krześle naprzeciwko Ewy. Przywitała mnie smutnym uśmiecham, który odwzajemniłam. Wymieniłyśmy kilka zdań na temat tego, co będziemy jadły i złożyłyśmy zamówienie. Po tym jak kelnerka wróciła do kuchni zapadła niezręczna cisza. Ewa wpatrywała się we mnie smutnym wzrokiem, a ja nie miałam pojęcia od czego zacząć. Po paru minutach milczenia spuściłam głowę i wyszeptałam:
- Przepraszam, że zepsułam ci wakacje. Nie tak miało być.
- Co?! Inga, naprawdę myślisz, że jestem na ciebie zła. Że zepsułaś nasze wakacje?
- A nie jest tak? - zapytałam skruszona.
- Nie. Nie jest. - Ewa ciężko westchnęła - Po za tym. Niczego nie zepsułaś. Jeszcze mogą być wspaniałe i nie zapomniane.
- Naprawdę tak myślisz?
- Jestem tego pewna. Ale dobra... Myślę, ze są ważniejsze tematy do rozmowy...
Tym razem to je ciężko westchnęłam...
- Tak... Co do... Oliwera. Co zamierzasz z tym wszystkim zrobić?
- Szczerze mówiąc... nadal nie mam pojęcia... Nawet nie jestem pewna co do niego czuję. Ale wiem... że nie jest mi obojętny.
- Też mi się tak wydaje - powiedziała Ewa z uśmiechem Liska Chytruska.
- No wiesz co! - krzyknęłam zdenerwowana.
- No co? - zaśmiała się Ewa.
- Nic. - starałam się uspokoić - Ale tak na poważnie. Myślisz, że Tomek naprawdę nie miałby nic przeciwko?
- Jestem tego absolutnie pewna. Powiem więcej: ucieszyłby się, że jego siostra trafiła na kogoś takiego jak Oliwer.
- No niby tak... ale...
- Ale?
- Nie wiem, czy jestem w stanie się z kimkolwiek związać...Nie wiem, czy chcę... Ledwo co zdołałam wszystko sobie poukładać... Ledwie się w tym wszystkim zdołałam odnaleźć... I znowu wszystko zaczyna się walić...
- Inga, czy ty czasem nie przesadzasz? Przecież nic się nie wali... Oliwer nie chce ci niczego niszczyć. Jak już to chce ci pomóc. Dobrze wiesz o tym.
- No niby tak, ale... to nie takie proste.
- A może to wcale nie jest takie trudne? - spojrzałam na Ewę szeroko otwartymi oczyma i zapytałam:
- To co według ciebie powinnam zrobić?
- Przede wszystkim nie spiesz się. Masz, czas i nikt cię nie goni. A poza tym.Może powinnaś mu dać szansę? Nic nie stracicie, a możecie tylko zyskać. Dużo zyskać. Po prostu nie traktuj go tak z buta.
- Nie chciałam go tak traktować... ale masz rację... chyba tak właśnie go potraktowałam... przesadziłam...
- Po prostu z nim pogadaj. Tak na dobry początek. Zamiast siedzieć i zastanawiać się godzinami co do niego czujesz. Co ci da takie siedzenie i zastanawianie się? Hmm...? Nic. Nie zrobisz się od tego mądrzejsza.
- No tak. Ale... - wzruszyłam ramionami zrezygnowana.
- Inga, zastanów się. - kontynuowała Ewa – Pogadaj z nim. Myślę, ze wam obojgu dobrze to zrobi. Musicie wyjaśnić sobie parę spraw... A o związku na razie nie myśl. Nikt nie karze ci się przecież od razu nim wiązać. Daj mu po prostu szansę. Daj sobie szansę. Przecież nie chcesz rezygnować z tej znajomości. Wiem, że jest dla ciebie zbyt ważna. Zobaczysz co z tego wszystkiego wyniknie. W każdej chwili możesz przecież zrezygnować.
- No tak... - odpowiedziałam niepewnie – powinnam z nim pogadać.
    I nagle poczułam, że rozmowa z Oliwerem jest jedynym sensownym rozwiązaniem. Bez niej nie powinnam podejmować żadnych decyzji. Przecież nikt nie karze mi decydować w tym momencie o tym jak będzie wyglądała nasza przyszłość. Mogłam na to wpaść wcześniej.
Po skończonym obiedzie, który notabene był lekki i pyszny poszłyśmy z Ewą na spacer po porcie, a później na plażę.

Trochę spóźniona, ale jest :)

Moi kochani... Tak wiem... Dawno mnie nie było... Strasznie dawno. Bardzo Was za to przepraszam. I szczerze mówiąc trochę żałuję, że tak dawno nic się nie pojawiło, bo naprawdę polubiłam pisanie. Ale tak po prawdzie nie miałam zbyt wiele czasu, żeby coś naskrobać. 

Ale przyrzekłam sobie, że postaram się pisać bardziej systematycznie, żeby już nie zawodzić  Was drodzy czytelnicy i przy okazji siebie.

Życzcie mi powodzenia! :)
 A ja Wam życzę miłej lektury! :)

sobota, 14 lutego 2015

Zawsze jest ktoś, kto oświetli Ci drogę. Część 18.

- Inga?
  Przez dobre kilka sekund wpatrywałam się w stojącego przede mną mężczyznę. Zamrugałam chyba ze sto razy. Nie mogłam uwierzyć, że to on. Jak to możliwe, że spośród trzydziestu ośmiu milionów ludzi mieszkających w Polsce spotkałam właśnie jego? Jak to, do cholery, możliwe? Stałam, patrzyłam i czekałam, aż zniknie, ale nie znikał.
- Oliwer? - udało mi się w końcu wyszeptać.
- Inga... Cześć. - Oliwer był tak samo zaskoczony jak ja.
- Cześć. - bąknęłam. Na tę chwilę nic więcej nie mogło się wydostać z mojego gardła.
   Wpatrywałam się w Oliwera jak zaklęta. Wielokrotnie wyobrażałam sobie nasze kolejne spotkanie. Wiedziałam, że prędzej, czy później do niego dojdzie. Analizowałam wszelkie możliwe scenariusze. Starałam się być przygotowana na wszystko. Po Incydencie bardzo dużo czasu poświęciłam na przemyślenie i uporządkowanie swoich uczyć i emocji. Z całych sił starałam się sobie wytłumaczyć, że to niemożliwe, wręcz niedorzeczne, żebym zako... ach... I Bóg mi świadkiem, byłam przekonana, że mi się to udało. Ale teraz, kiedy stałam z nim twarzą w twarz. Nie miałam pojęcia co myśleć, co powiedzieć. A uczucia, które pojawiły się w moim sercu były, o zgrozo, zgoła inne niż te, których oczekiwałam. Wszystko wskazywało na to, że moje serce miało niewiele wspólnego z rozumem.
    Czułam, że nie mogę ruszyć się z miejsca. A jedyną rzeczą jaką miałam ochotę zrobić, to uciec stąd jak najszybciej i jak najdalej.
Oliwer chyba musiał zauważyć moją minę, która pewnie nie należała do najmądrzejszych, bo zapytał zmartwionym głosem:
- Wszystko w porządku, Ingo?
W tym momencie się ocknęłam i przypomniałam sobie do czego służy język.
- Tak, jasne. Co słychać? Co tutaj robisz? - odpowiadam szybko, nawet nie zdając sobie sprawy, że zadałam mu te pytania.
- Dobrze – odpowiedział ze wzrokiem wbitym prosto we mnie, jakby chciał się upewnić, że wszystko w porządku. Że wszystko między nami w porządku. – u mnie wszystko w gra... - skończył niepewnie, wyraźnie zważając no każde słowo. Jakby się bał, ze zaraz ucieknę w popłochu, co zresztą wcale nie było dalekie prawdy.
- Wiesz, muszę już iść. Ewa na mnie czeka. Tak że... Na razie.
    Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie. Kiedy się od niego oddalałam, czułam, że nieodwracalnie coś schrzaniłam. Nie tak miało być! Nie tak miało wyglądać to spotkanie! A moje uczucia... och! Byłam na siebie wściekła! Ustaliłam, że po Incydencie wrócimy do starego porządku. Ustaliłam, że: Wszystko. Będzie. Jak. Dawniej. Nie przypuszczałam, że moje głupie serce będzie stawiało tak ostry opór! Najgorsza była świadomość, tego, że jeśli nadal będę się zachowywać w taki sposób... Stracę go. BEZPOWROTNIE.
  W drodze powrotnej zaczęłam zastanawiać się jak to jest możliwe, że spotkałam Oliwera na plaży. I jedynym logicznym wyjaśnieniem jakie przychodziło mi do głowy, było to, ktoś musiał mu powiedzieć gdzie jestem. Ale kto...? No jasne! Ewa! Zabiję ją! Zabiję, poćwiartuję i wrzucę do kwasu!
  Dostałam taki zastrzyk adrenaliny, że do pensjonatu dotarłam w tak krótkim czasie, jak chyba jeszcze nikomu się nie udało. Jak strzała pomknęłam na górę i z impetem otworzyłam drzwi do naszego pokoju. Weszłam do środka. Ewa jeszcze spała. Zawsze miała mocny sen, nawet wybuch bomby nie byłby w stanie jej obudzić. Podeszłam do niej i uszczypnęłam w ucho (tak, istniały pewne sposoby na obudzenie śpiącej królewny, a ja je znałam). Otworzyła oczy, zamrugała i zamknęła je na powrót. Po chwili wychrypiała zaspanym głosem:
- Już jesteś? - przeciągnęła się, tak, jak mają w zwyczaju to robić leniwe kociaki. - Nie spodziewałam się ciebie tak szybko.
Nie odpowiedziałam, więc spojrzała na mnie.
- Co się stało?! Wyglądasz jakby cię goniło stado duchów!
Podniosła się tak gwałtownie, że prawie wyskoczyła z łóżka.
- To ty sprowadziłaś tu Oliwera? Jak mogłaś? Specjalnie mnie tu przywiozłaś, żebyśmy się spotkali! - zaczęłam krzyczeć na całe gardło.
- Co?! O czym ty mówisz?! Jakiego Oliwera?
- Oliwera Jaworskiego!
- Co? Oliwer tu jest? Nie miałam o tym pojęcia! Dlaczego się tak wściekasz?!
- Nie udawaj niewiniątka!
- Inga ja naprawdę nie wiem o co ci chodzi!
  Nie wiem dlaczego, ale uwierzyłam jej. Nagle poczułam, że tracę panowanie nad sobą. Dawno nie czułam się tak okropnie. Osunęłam się na podłogę i najzwyczajniej w świecie zaczęłam płakać.
  Ewa zwlokła się z łózka i przyglądała mi się zdezorientowana. Po dłuższej chwili przykucnęła przy mnie, chwyciła moje dłonie i wyszeptała:
- Inga. Co się dzieje?
Nie doczekała się odpowiedzi. Nie byłam w stanie jej udzielić. Próbowałam, ale płacz ściskał mnie za gardło. Mimo wszystko Ewa nie dawała za wygraną.
- Co się dzieje między tobą a Oliwerem?
- Nic. Serio. - Wychlipałam. Ewa spojrzała na mnie spode łba. Wiedziałam, że jej nie oszukam, ale musiałam grać na czas.
- Powiedział ci, że cię kocha?
- Co!? - spojrzałam na nią z przerażeniem.
- Inga, nie trzeba być jasnowidzem, żeby widzieć, że on coś do ciebie czuje.
- Co?! - powtórzyłam. Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Ewa spojrzała na mnie wymownie. - Nie. Nie. Nie! Ewa, daj spokój! - podniosłam się gwałtownie z podłogi.
- Inga tylko błagam cię nie zakreślaj go od razu. To dobry facet. Wszyscy ci to powiedzą.
-Co?! Ewa... to wszystko jest jakieś dziwne... Uważasz, ze on... Przecież to nie ma sensu! Poza tym to najlepszy przyjaciel Tomka... Ja...nie mogłabym przecież...
- Inga, co ty pleciesz?! Tomek nie miałby nic przeciwko!
- Ewa... Przestań! A jeśli nawet... to nie jest takie proste...
- Tak, wiem. - w końcu się uspokoiła. - Ale... tak właściwie to co się stało?
- Ech... nie mam innego wyjścia, prawda? Muszę ci opowiedzieć.
- Nie. Nie masz. - odpowiedziała Ewa z chytrym uśmiechem na ustach.
- No dobra. To było tak...
     I opowiedziałam Ewie o tym, co wydarzyło się wtedy w mojej sypialni. O tym, co wtedy czułam. O tym, co działo się później w moim sercu i głowie. Moja opowieść skończyłam na tym, co wydarzyło się dziś rano. Ewa słuchała w skupieniu. Nie przerywała mi zbyt często, chyba że chciała o coś dopytać. Zawsze była potrafiła słuchać.
- Inga... Na moje oko, to on jest w tobie zakochany po uszy. I to nie od dziś! Tylko dziwi mnie to, że wcześniej tego nie zauważyłaś. Zawsze byłaś lepsza w te klocki ode mnie - uśmiechnęłam się smutno.
- I.. - kontynuowała – Ty też zaczynasz coś do niego czuć... Im szybciej to przed sobą przyznasz tym lepiej - nie odpowiedziałam, ale w głębi serca, wiedziałam, że to prawda.